Zaparkował na lotnisku w Łodzi. Za postój miał zapłacić prawie 250 tys. złotych
Łodzianin nie mógł zrealizować płatności na stacji benzynowej i autostradzie. Kiedy zadzwonił do banku, dowiedział się, że karta jest zablokowana. Powód zwalił go z nóg.
Najdroższe miejsce "parkingowe" na świecie?
O tym, że chwila nieuwagi niekiedy wystarczy, by słono zapłacić za parkowanie w niewłaściwym miejscu, wie każdy, komu zdarzyło się regulować za takie przewinienie większą sumę. Jednak to, czego doświadczył mieszkaniec Łodzi, wprawia w osłupienie. 1 października 2024 roku pan Jan odwoził bliską osobę na lotnisko w Łodzi. Na kilka minut, by wypakować bagaże, zatrzymał się na postoju kiss&fly. Był pewien, że zapłaci za to kilka złotych.
Opłatę parkingową można wnieść kartą, jednak z nieznanych powodów płatność była odrzucana. Osoba towarzysząca Łodzianinowi także próbowała zapłacić i spotkała się z podobnym problemem. Wreszcie się udało i wyjechali z parkingu. Sprawa szybko przybrała niespodziewany obrót. Pan Jan nie mógł zrealizować płatności kartą na autostradzie, a potem na stacji benzynowej. Kiedy zadzwonił do banku, przeżył szok. Dowiedział się, że łódzki port lotniczy próbował ściągnąć z jego konta 237 tys. zł i 195 tys. zł.
Zuchwała próba oszustów na parkingu
Łodzianin na szczęście nie miał na koncie takiej kwoty, więc nie została ściągnięta. Kiedy bank zauważył próbę nietypowej transakcji, zablokował kartę ze względów bezpieczeństwa. Jak informuje gazeta.pl, pan Jan uważa, że mogła być to próba cyberoszustwa. — Urządzenia parkingowe komunikują się ze sobą drogą radiową, ktoś mógł się do nich włamać — zasugerował mężczyzna podczas kontaktu z lotniskiem. Dodał też, że tego dnia słońce świeciło tak mocno, że miał problem z odczytaniem tego, co wyświetlał automat parkingowy.
Na łamach Dziennika Łódzkiego pojawił się komentarz rzeczniczki prasowej lotniska. Wioletta Gnacikowska potwierdziła, że zgłoszenie dotyczące parkingu wpłynęło, jednak zgłaszający nie określił wysokości spornego odszkodowania ani numerów rejestracyjnych pojazdu, co ułatwiłoby procedury. Rzeczniczka prasowa komendy Policji w Łodzi zaznacza, że takie sprawy warto zgłaszać na policję, ponieważ ściganiu podlega także samo usiłowanie popełnienia przestępstwa, a właśnie w takiej sytuacji najprawdopodobniej znalazł się pan Jan z Łodzi.
Źródło: Radio ZET/podroze.gazeta.pl/dzienniklodzki.pl/
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET