Limuzyna i salonik VIP. Pełczyńska-Nałęcz odpowiada na zarzuty. "Opary absurdu"
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz przerwała urlop po wybuchu afery KPO i we wtorek wylądowała w Warszawie. Jak donosi "Super Express", na lotnisku czekała na nią rządowa limuzyna, ochrona i specjalny salonik VIP. Ministra funduszy i polityki regionalnej stanowczo dementuje te informacje, nazywając je "oparami absurdu" i kierując ostre słowa do posła PiS Dariusza Mateckiego.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak Pełczyńska-Nałęcz odniosła się do relacji 'Super Expressu' o limuzynie.
- Co stwierdziła Pełczyńska-Nałęcz na temat ochrony i saloniku VIP.
- Dlaczego Pełczyńska-Nałęcz uważa artykuły 'Super Expressu' za kampanię oszczerstw.
- Jak Pełczyńska-Nałęcz wyjaśniła okoliczności powrotu z urlopu w Polsat News.
Afera KPO. Pełczyńska-Nałęcz dementuje informacje "Super Expressu" o limuzynie
Według publikacji "Super Expressu", na ministrę czekała "specjalna limuzyna", która miała zawieźć ją do saloniku VIP, gdzie dostarczono jej bagaż. Tabloid twierdził również, że usługa została zamówiona przez kierowany przez nią resort. Pełczyńska-Nałęcz w mediach społecznościowych oświadczyła, że wróciła z urlopu za własne pieniądze, a na lotnisku odebrał ją syn prywatnym samochodem – Skodą Octavią.
Pełczyńska-Nałęcz odpowiada Mateckiemu na zarzuty o ochronę i salonik VIP
Do sprawy odniósł się w sieci poseł PiS Dariusz Matecki, który zapytał, "po co osobie, której 99 proc. nie rozpozna na ulicy, limuzyna, ochrona i specjalny salonik VIP". Ministra odparła, że Matecki powiela nieprawdziwe informacje, a sama przeszła przez wejście, którym korzystają wszyscy członkowie rządu. – Ochrony żadnej ze mną nie było – podkreśliła.
Burza wokół KPO. Ministra krytykuje dziennikarzy "Super Expressu"
Pełczyńska-Nałęcz stwierdziła, że "Super Express" otrzymał od jej resortu pełną informację, iż wraca na własny koszt i na własne życzenie. W jej ocenie publikacja i późniejsze komentarze polityków PiS są elementem kampanii oszczerstw. "Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni" – skomentowała.
Ministra do sprawy odniosła się także w Polsat News. Podkreśliła, że podatnicy nie ponieśli żadnych kosztów jej powrotu do kraju. – Wróciłam, ponieważ uznałam, że muszę tutaj być, mówić ludziom, jak jest, i pracować w tej sprawie – powiedziała.
Źródło: Radio ZET/Polsat News
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET