`

Anna Górska nową senatorką. "Na pewno z żadnymi czekami nie będę jeździć"

3 min. czytania
17.10.2023 16:26
Obserwuj nas na Google

Czeki, otwarcia, przecięcia wstęg, to wszystko było przeciwskuteczne w tej kampanii, to obnoszenie się z tą władzą, z tym, jakim jest się nagle dobrym wujem. To wręcz zniechęcało do głosowania na wojewodę i działało na korzyść mojej kampanii – mówi senatorka-elektka Anna Górska. Nieznana szerzej działaczka Partii Razem pokonała w tradycyjnie konserwatywnym okręgu obejmującym Kaszuby wojewodę pomorskiego z PiS Dariusza Drelicha.

Anna Górska
fot. Radio ZET, Maciej Bąk

Maciej Bąk, Radio ZET: Jak to się stało, że Kaszubi będą reprezentowani przez senatorkę Partii Razem?

Anna Górska, senatorka-elektka: Stała się taka rzecz, że przyszła senatorka wykonała ogromną pracę i będę to podkreślać, że ten wynik nie wziął się z niczego. Myślę, że zrobiłam to, czego też nauczyłam się od Kaszubów. Czyli wykonałam pracę, która została mi powierzona. Ja mówiłam wielokrotnie w kampanii, to okręg ludzi ciężko pracujących. Posłuchałam rad, których słuchałam przez lata, bywając na Kaszubach. A zawsze byłam też osobą niebojącą się wyzwań.

Pani nie jest Kaszubką.

Nie jestem. Urodziłam się w Elblągu, mieszkałam pod Grudziądzem, w Toruniu, a od 15 lat mieszkam w Gdańsku bądź koło Gdańska. Ale przecież, żyjąc na Pomorzu, nie można tak naprawdę nie być z Kaszub. Nawet mieszkając w Straszynie, najbliższa baza wypoczynkowa i wypadowa to są właśnie Kaszuby. Wypominano mi na początku kampanii, że nie znam tego terenu, ale ja znałam go doskonale. Jako przedstawicielka handlowa pracowałam właśnie w tych okolicach. Przez dwa lata co dwa tygodnie bywałam regularnie w Miastku. Oczywiście trochę się bałam tego, że ten mój lewicowy i feministyczny sznyt może zagrozić mojemu wynikowi, ale jednak zmiana, o jakiej dziś mówimy w Polsce, zadziałała też tutaj. Chociażby z racji zwiększonej aktywności kobiet. Dlatego uważam, że sporo zyskałam na tym, że byłam jedyną kandydatką w okręgu wśród trzech startujących do Senatu mężczyzn.

No właśnie, pani głównym rywalem był kandydat PiS, wojewoda pomorski Dariusz Drelich. On w trakcie kampanii skupiał się na przekazywaniu czeków, przecinaniu wstęg i innych formach wykorzystania do celów politycznych zasobów państwowych. A przegrał. Dlaczego?

Cóż mogę powiedzieć. Jak patrzyłam na te obrazki, gdzie wojewoda właściwie codziennie gdzieś wręczał wielkie czeki, to powiem szczerze, że miałam takie poczucie, że powinno być mu chyba wstyd. Bo nie rozdawał swoich pieniędzy, rozdawał publiczne pieniądze. Ta kampania, którą obserwowaliśmy przy drogach w moim okręgu, była monumentalna, miejscami nie było wolnego miejsca, żeby gdzieś powiesić banner, bo wszędzie były materiały wyborcze PiS i wojewody. Ale ludzie widzieli doskonale tę skalę, ten przepych, że to wszystko jest robione pod publiczkę. Zaznaczmy: te środki, te pieniądze, można było przekazywać w ciągu ośmiu lat, żeby realizować ważne inwestycje w samorządach. Nie robi się tego przez ostatnie dwa tygodnie w kampanii.

I ludzie to dostrzegali?

Sama spotkałam się z komentarzami takimi, jak, cytuję, "skoro powiesili tyle bannerów, to ile musieli ukraść, żeby mieć na te bannery". Więc moim zdaniem to było przeciwskuteczne w tej kampanii, to obnoszenie się z tą władzą, z tym, jakim jest się nagle dobrym wujem. To wręcz zniechęcało do głosowania na wojewodę i działało na korzyść mojej kampanii. Ja na pewno z żadnymi czekami nie będę jeździć i nie będę stawiać samorządowców, chcących jak najlepiej dla swojej gminy, w sytuacji pozowania do takich propagandowych obrazków. Pieniądze samorządom się po prostu należą. Trzeba zrobić wszystko, żeby miały własne środki na inwestycje.

Na pani materiałach wyborczych szyld Lewicy i Partii Razem nie był aż tak widoczny jak informacja, że jest pani częścią paktu senackiego.

Szyld Razem nie mógł być eksponowany z powodów prawnych, bo startowaliśmy z Nowej Lewicy. Był szyld Lewicy, a na karcie wyborczej było napisane KW Nowa Lewica. Więc każdy, kto oddawał na mnie głos, robił to w pełni świadomie, wiedząc, z jakiego komitetu kandyduję. Choć oczywiście szyld paktu senackiego bardzo pomógł.

Trzy rzeczy, jakimi zajmie się pani dla mieszkańców swojego okręgu w pierwszej kolejności?

Dwie sprawy związane z koleją: dlaczego nie wykonano elektryfikacji linii do Kościerzyny, bardzo istotna jest też sprawa kolei do Bytowa. Do tego sprawa wycinki przy jeziorze Głębokim, z którą będę współpracowała z mieszkańcami. Ale tych tematów na pewno będzie coraz więcej, bo już piszą do mnie kolejne osoby, więc będę miała bardzo dużo pracy.

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET