Chemikalia nadal płoną, wojsko w drodze. Najnowsze informacje z Zielonej Góry
Wciąż trwa walka z ogromnym pożarem, który wybuchł w hali z toksycznymi substancjami w Zielonej Górze. Alert RCB został rozszerzony na sąsiednie obszary. Poinformowano też, że w drodze na miejsce udaje się wojsko i minister klimatu Anna Moskwa.
Pożar prywatnej hali z substancjami niebezpiecznymi w dzielnicy Zielonej Góry – Przylepie wybuchł w sobotę po południu. W hali składowano m.in. różne substancje chemiczne. Wobec emisji z pożaru m.in. wezwano mieszkańców okolic do pozostania w domach i zamknięcia okien.
W rozmowie z PAP Frątczak pochwalił decyzje odpowiednich organów służące bezpieczeństwu mieszkańców. Przywołał natomiast obrazy stacji telewizyjnych, które pokazały gapiów obserwujących działania strażaków i starających się dotrzeć jak najbliżej pożaru.
„Jestem przerażony, gdy wydawane są określone komunikaty, gdy mówi się o toksycznych związkach, o zagrożeniu, a stoją gapie, robią zdjęcia. Wiem, że we współczesnym świecie tego typu wydarzenia budzą zainteresowanie, są media społecznościowe, ale jest jeszcze zdrowe myślenie i dbanie o własne życie” – zaakcentował strażak.
"Zagrożenie dla strażaków"
W jego ocenie nadal w społeczeństwie jest problem jest z odbiorem pewnych poleceń, apeli, ostrzeżeń. „System ostrzegania, informowania jest bardzo ważnym elementem w ochronie ludności, tylko musimy mieć pewien nawyk jako społeczeństwo – reagowania” – zaakcentował.
„Widzieliśmy wszyscy te wybuchy, kule ognia. Sam wiem, co mogą przeżywać strażacy, którzy tam są. Oczywiście, jest nowoczesny sprzęt, są samochody, są działka, z których na dużą odległość podaje się środki gaśnicze, natomiast stanowi to na pewno ogromne zagrożenie dla strażaków, którzy pracują na miejscu” – ocenił Frątczak.
Zdaniem eksperta działania przy pożarze tej skali mogą potrwać jeszcze wiele, wiele godzin - przy zaangażowaniu wielu służb, w tym środowiskowych. B. rzecznik KG PSP przypomniał przy tym, że w każdym regionie są specjalistyczne grupy ratownictwa chemicznego, które z automatu dysponowane są do tego typu zdarzeń.
Każda taka grupa posiada sprzęt nie tylko do likwidacji skażeń, ale również określania skażeń, w tym kierunku ich rozprzestrzeniania się. Ich praca służy określaniu występujących zagrożeń dla mieszkańców okolicznych terenów, ale też zabezpieczaniu strażaków biorących udział w akcji.
"Te pożary na pewno nie powstawały przez przypadek"
B. strażak i rzecznik KG PSP przypomniał też w rozmowie z PAP falę pożarów składowisk odpadów w drugiej połowie poprzedniej dekady. Wśród nich największym był pożar wysypiska w Zgierzu w 2019 r., przy którym przez tydzień pracowało ponad 1 tys. strażaków. „Te pożary na pewno nie powstawały przez przypadek” – zaznaczył.
Frątczak wskazał, że w związku ze wzrostem liczby pożarów składowisk odpadów w 2018 r. znowelizowano ustawę o odpadach oraz o Inspekcji Ochrony Środowiska. Celem zmian było m.in. zwiększenie nadzoru nad działalnością wymagającą zezwolenia na zbieranie lub przetwarzanie odpadów oraz minimalizacja nielegalnych praktyk w tym obszarze.
„Niestety takich składowisk w Polsce nadal jest bardzo wiele. I chociaż tych pożarów na pewno jest mniej, bo zmieniło się prawo – jest ono bardziej restrykcyjne, wzrosły kary – ale na pewno nadal jest to problem. Także dla nas, strażaków, bo jedziemy w dane miejsce i jest to niejednokrotnie walka z żywiołem nie do końca zdefiniowanym” – podkreślił.
„W tego typu miejscach składuje się najróżniejsze substancje niebezpieczne - jest to praktycznie cała tablica Mendelejewa. Są to pożary bardzo trudne do ugaszenia. Także teraz, pomimo zaangażowania większej liczby strażaków i samochodów, ten pożar w dalszym ciągu nie jest opanowany i rozprzestrzenia się” – przyznał w sobotę Paweł Frątczak.
Pożar w Zielonej Górze. Alert RCB rozszerzony
RCB rozszerzyło ostrzeżenie wysyłane w związku z substancjami niebezpiecznymi w powietrzu emitowanymi z płonącej hali na sąsiednie powiaty. Obecnie SMS z alertem otrzymują mieszkańcy powiatów: zielonogórskiego, świebodzińskiego, krośnieńskiego, żarskiego, żagańskiego, nowosolskiego i wschowskiego.
"Uwaga! w m. Przylep (22.07) palą się substancje niebezpieczne. SMS-owe ostrzeżenia uruchomiono również w pow.: zielonogórskim, świebodzińskim, krośnieńskim, żarskim, żagańskim, nowosolskim i wschowskim" - napisało w sobotę na Twitterze Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
Informacje o ewakuacji zdementowane
Podczas posiedzenia Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego faktycznie rozpatrywane były różne możliwości, ale chciałbym zdementować bardzo wyraźnie, że na chwilę obecną decyzja o ewakuacji mieszkańców nie zapadła - poinformował szef lubuskiej PSP nadbryg. Patryk Maruszak.
"Proszę mieszkańców Przylepu i okolicznych terenów, aby pozostali w domach, zamknęli szczelnie okna; mogą czuć się bezpieczni. Panujemy nad sytuacją" - zapewnił szef lubuskiej PSP. Dodał, że służby analizują różne możliwości rozwoju sytuacji, ale "nie ma potrzeby nadmiernej paniki".
"Skupiamy się na akcji gaśniczej, podajemy bardzo dużo wody po to, żeby neutralizować te wszystkie produkty spalania. Skupiamy się także na analizie powietrza" - powiedział nadbryg. Patryk Maruszak.
"Te dane muszą być sprawdzane kilkukrotnie. Dopiero wtedy, kiedy będzie poważna, wiarygodna informacja możemy nią operować. Na chwilę obecną z informacji, jakie posiadamy nie ma potrzeby ewakuacji, aczkolwiek wszystko do tej ewakuacji jest przygotowane" - mówił.
Poinformował też, że w tej chwili na miejscu pracuje 60 zastępów państwowej i ochotniczych straży pożarnych. "Trwa akcja gaśnicza, jesteśmy także przygotowani do działań z zakresu chemicznego, trwają pomiary, wszystko po to, aby określić, co się znajduje w niebezpiecznej chmurze. Wynika to z tego, że tak naprawdę nie wszystkie substancje są zidentyfikowane" - zaznaczył.
Żołnierze i minister klimatu jadą na miejsce
Żołnierze z Centralnego Ośrodka Analizy Skażeń zostaną skierowani na miejsce pożaru hali z odpadami chemicznymi w Zielonej Górze - poinformował w sobotę minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. W usuwaniu skutków pożaru zaangażowanych zostało także ok. 100 żołnierzy WOT.
"Żołnierze z Centralnego Ośrodka Analizy Skażeń zostaną skierowani na miejsce pożaru hali z odpadami chemicznymi w Zielonej Górze. Na miejscu pracują także wojskowi strażacy" - napisał na Twitterze szef MON. W usuwaniu skutków pożaru zaangażowanych zostało także około 100 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej - dodał minister.
W miejscowości Przylep pod Zieloną Górą płonie hala, w której składowane były substancje niebezpieczne. Marszałek województwa lubuskiego Elżbieta Polak podkreśliła, że chodzi o bardzo duży magazyn odpadów niebezpiecznych. "Nikt nie wie, co się tam znajduje, wygląda to wszystko bardzo dramatycznie, bardzo duże zagrożenie" - mówiła na antenie TVN24. Zapewniła, że w stan gotowości postawione są szpitale, wzmocnione jest też pogotowie, dwa zespoły pogotowia ratunkowego są do dyspozycji. "Prezydent miasta przygotował miejsca do ewakuacji, również samorząd wojewódzki pomaga. Oddajemy do dyspozycji nasze miejsca" - zapewniła.
Obecnie na miejscu z pożarem walczy ok. 60 zastępów straży pożarnej i cały czas dojeżdżają kolejne. Do dyspozycji PSP są także dwa samoloty gaśnicze, które z góry podają środek gaśniczy. Według strażaków w hali znajdowało się ok. 5 tys. metrów sześciennych składowanego materiału. Nie wszystkie substancje są zidentyfikowane. Trwają pomiary, aby określić, co się znajduje w niebezpiecznej chmurze.
Rzecznik prasowy Ministerstwa Klimatu i Środowiska Aleksander Brzóska poinformował, że w związki z pożarem hali do Zielonej Góry udaje się również minister klimatu i środowiska Anna Moskwa.
RadioZET.pl/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET