`

Filip od grudnia ma już wakacje. "Jak chcę, idę spać. Jak się wyśpię, wstaję. Ale za szkołą tęsknię"

5 min. czytania
22.01.2024 09:43
Obserwuj nas na Google

SZKOŁA OCZAMI UCZNIÓW. - Jak jestem zmęczony, to idę spać. Jak się wyśpię, wstaję. Jak nie mam za dużo pracy, to gram na komputerze. Żyję z dnia na dzień - opowiada Filip, licealista, który korzysta z edukacji domowej. Czasem żałuje, że nie ma go w tradycyjnej stacjonarnej szkole. - Lubię ludzi i potrzebuję ich do życia. Szkoła uczy życia z ludźmi - mówi.

Edukacja domowa
fot. Bartlomiej Magierowski/East News

Szkoła oczami… - to nasz autorski cykl, w którym przedstawiamy historie uczniów, nauczycieli i rodziców z różnych miast i szkół. Kolejni nasi bohaterowie opowiadają nam, jak wygląda ich szkolny tydzień, co odpowiada im w polskiej edukacji, co by zmienili. Każda z tych grup – uczniowie, rodzice, nauczyciele – współtworzy polską szkołę. Jednocześnie często odbiera ją zupełnie inaczej. Połączenie tych spojrzeń daje pełny obraz polskiego systemu edukacji.

Z Filipem umawiamy się na rozmowę "o którejkolwiek". Ma już wakacje. I to od ponad dwóch miesięcy. Rok szkolny zaczął jak wszyscy we wrześniu, ale skończył go pod koniec listopada. Uczy się w Szkole w chmurze, czyli w zasadzie w domu.

Uczniowie zapisani do tej placówki korzystają z coraz bardziej popularnej edukacji domowej. Realizują obowiązek nauki, ale we własnym zakresie, poza szkołą. Gdy opanują materiał przewidziany na dany rok szkolny, z każdego przedmiotu zdają egzamin – pisemny i ustny. - Uczysz się samemu, więc poziom masz, jaki sobie wymarzysz – dodaje Filip, 17-latek z Łodzi.

Jaki on sobie wymarzył? - Średni - odpowiada i nie ukrywa, że nauka nie jest jego wielką pasją. - Uczyłem się tego, co jest mniej więcej potrzebne do jak najszybszego zdania egzaminów. Albo tego, co mnie ciekawiło – stwierdza. Z przedmiotów, które go ciekawią, jak historia, geografia, angielski, ma czwórki. Z tych, których nie lubi, czyli np. historia i teraźniejszość, ma dwójki i trójki. - Niby HiT jest podobny do historii, ale to niewypał. Pomieszanie z poplątaniem. Uczysz się tak naprawdę historii na wosie – komentuje nowy przedmiot.

Jesteście debilami

Filip do Szkoły w chmurze należy drugi rok. Od września zacznie trzecią klasę liceum. Do tego czasu dorabia sobie u babci w zakładzie kamieniarskim. Czasem idzie na pięć godzin, czasem na dwie. Więcej latem, mniej zimą.

Do podstawówki chodził stacjonarnie. - Z czego się bardzo cieszę – nie ukrywa. - Nie jestem introwertykiem. Jestem silnym ekstrawertykiem. Lubię ludzi i potrzebuję ich do życia. Uczenie domowe jest dla ludzi, którzy chcą robić coś ponad i potrzebują na to czasu. Albo dla tych, którzy nie lubią ludzi – stwierdza. Na początku chodził też do stacjonarnego liceum. Wybrał profil humanistyczny w przeciętnym łódzkim ogólniaku. - Mieliśmy ekstra wychowawczynię, super klasę. Odpowiadało mi chodzenie tam. Tylko mamie nie - wspomina.

Redakcja poleca

Nie po drodze, jak przyznaje jednak, było mu z chemiczką. Łamała zasady szkolnego statutu, przekraczała limit sprawdzianów możliwych w ciągu tygodnia, niekulturalnie, żeby nie powiedzieć wulgarnie, zwracała się do uczniów. A Filip nie należał do grzecznych, usłuchanych dzieci i dyskutował, albo zgłaszał to dyrekcji. - Nie wolno tak do ucznia się zwracać. Do obcej osoby nawet nie powinno się tak odzywać - uważa wciąż i podaje przykład: - Kiedy robiłem zadanie na tablicy, prosto w twarz, nawet nie między słowami, pani np. mówiła mi, że jestem debilem. Do innych podobnie się zwracała.

Takie słowa nie mobilizowały go do nauki. Po za tym chemia nigdy nie wchodziła mu do głowy. - W pierwszym półroczu nie uczyłem się w ogóle. W drugim półroczu starałem się uczyć, ale już nie nadrobiłem – przyznaje szczerze. Miał szansę na poprawkę, ale już nie podszedł. - Nawet gdybym podszedł do poprawki to i tak zmieniłbym liceum. Mama stwierdziła, że nie ma w ogóle kontaktu pomiędzy szkołą a rodzicem. Długo nie była informowana o mojej sytuacji. Poza tym nie przepadała za moją klasą. Według niej za bardzo rozrywkową, problemową. Według mnie z typową dzisiejszą młodzieżą - wspomina 17-latek.

Szkoła uczy życia z ludźmi

Filip nie chciał dołączać do klasy, w której każdy się już zna. Wolał zacząć znów pierwszą klasę, na równi z wszystkimi. - Tym razem nie miałem farta. Ani do klasy, ani do wychowawczyni – mówi. Rodzice zapisali go do prywatnego liceum. - Typowego. Czyli sztywna szkoła, wychuchane dzieci. Zupełnie nie mój świat – wyjaśnia. Wytrzymał tam dwa miesiące i stamtąd po rozmowach z rodzicami, w trakcie roku szkolnego, trafił do Szkoły w chmurze.

Gdyby miał sam zdecydować, to nie ukrywa, że zostałby w pierwszym liceum pod warunkiem zdania poprawki. Wciąż ma kontakt z grupką szkolnych znajomych. Śledzi, co się dzieje u nich i w liceum. Żałuje, że go tam nie ma. O edukacji domowej mówi: może być. Widzi jej plusy i minusy. - Gdyby np. nauczyciele w normalnej szkole byli bardziej przejęci uczniem, mniej obojętni, to wybrałbym normalną szkołę – nie ukrywa.

Z drugiej strony w szkole stacjonarnej marnuje się ogrom czasu. Widać to chociażby po jego trzymiesięcznym roku szkolnym. - Ale szkoła nie tylko uczy rzeczy merytorycznych, ale też życia z ludźmi. To też jest potrzebne w społeczeństwie – sam siebie kontrargumentuje. Tego mu ze szkoły stacjonarnej brakuje najbardziej. - Ludzi. Uczniów, nauczycieli. Śmiechu na lekcjach. Budynku. Tego, że jest jakieś miejsce, gdzie idziesz się uczyć. Masz coś osobnego. Nie mieszasz domu z pracą – mówi ożywionym głosem. Tego by nie zmieniał.

Podwyżki dla nauczycieli. Pierwsza zmiana

Ze zmian na pewno podwyższyłby pensje nauczycielom. - Jak jeszcze trafiają się im dość trudni uczniowie jak ja, to przy takiej pensji tym bardziej im się nie chce. Gdyby o wiele więcej zarabiali, byliby bardziej zainteresowani życiem uczniów, ich przyszłością, a nie tylko przerobieniem materiału – uważa. Co do materiału to na pewno zmniejszyłby podstawę programową i liczbę godzin w szkole.

Przyszłości szczególnie nie planuje. Pewnie podejdzie do matury, ale uważa ją za niewiele potrzebny do życia świstek. Na razie żyje z dnia na dzień. - Jak jestem zmęczony, to idę spać. Jak się wyśpię, to wstaję. Jak nie mam za dużo pracy w zakładzie, to większość dnia gram na komputerze – mówi. Ma dwójkę młodszego rodzeństwa, więc z nimi spędza też trochę czasu. Kiedyś jeszcze chodził na basen, na szachy. Potem tylko na szachy. Teraz już na nic. Kondycji brak.

Z rówieśnikami spotyka się kilka razy w miesiącu. Więcej nie mają czasu przy stacjonarnej nauce. - Albo mi się nie chce – przyznaje Filip znudzonym głosem. - Zasiedziałem się w domu – nie ukrywa. Liczy, że w ferie spędzi więcej czasu z kolegami. Od miesiąca jest już z nimi umówiony na spotkanie w ich wolne.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET