Powstała symulacja wypadku syna Peretti. Pokazuje to, czego nie było na nagraniu
Tragiczny wypadek, w którym zginęło czterech młodych mężczyzn, w tym syn celebrytki Sylwii Peretti, uchwyciły kamery monitoringu. Nagranie nie pokazywało jednak całej sytuacji, co wywołało falę spekulacji. Na kanale "Bitwy drogowe" pojawiła się komputerowa symulacja, która jest próbą rekonstrukcji tego tragicznego zdarzenia.
W nocy z 14 na 15 lipca renault mégane, które prowadził Patryk P., wypadło z drogi, dachowało na bulwarach wiślanych i uderzyło w mur. W wypadku zginęło czterech mężczyzn w wieku od 20 do 24 lat. Prokuratura wciąż wyjaśnia dokładne okoliczności zdarzenia, choć do tej pory udało się ustalić, że Patryk P. był kompletnie pijany, miał 2,3 promila alkoholu we krwi. Ponadto jechał przez miasto z zawrotną prędkością.
Śledczy skupiają się obecnie przede wszystkim na oględzinach wraku. Według krakowskiej “Gazety Wyborczej” pies tropiący będzie szukał w renault mégane Patryka P. narkotyków. Powołano również biegłego, który ma ocenić, czy tuning, czyli modyfikacje samochodu, mogły mieć wpływ na wypadek.
Wypadek syna Peretti. Powstała symulacja
Inspektor Marek Konkolewski, specjalista w zakresie ruchu drogowego, uważa, że przyczyną wypadku była nadmierna prędkość połączona z alkoholem. Sądzi również, że odpowiedź na nurtujące biegłych pytania może dać analiza danych z tzw. czarnej skrzynki samochodu. - Wierzę, że się tam znajdowała i mam nadzieję, że uda się odzyskać z niej zapis parametrów - powiedział “Faktowi”.
Pojawiła się też analiza firmy CrashLab, którą opublikowano na kanale “Bitwy drogowe”. Autorzy umieścili na YouTubie stworzoną przez nich komputerową symulację wypadku. Według nich renault już dojeżdżając do skrzyżowania znajdowało się w zarzuceniu bocznym, co skutkowało uderzeniem prawego boku samochodu o tablice kierujące, wygradzające pasy ruchu. Pierwsza z potrąconych tablic znajdowała się około 50 metrów od toru ruchu pieszego, który próbował przejść przez jezdnię. - Skoro samochód już w tej fazie znajdował się w zarzucaniu, to oznaczało, że manewr kierującego wprowadzający samochód w zarzucanie musiał się odbyć w jeszcze większej odległości niż 50 metrów od toru ruchu pieszego - słyszymy.
Według autorów analizy kierowca próbował pokonać łuk drogi, ale samochód przemieścił się w kierunku pieszego, który w ostatniej fazie cofnął nogę, unikając potrącenia. - Kierujący pojazdem w sposób ewidentny podjął manewry mające na celu ustabilizowanie toru jazdy, natomiast ta sztuka niestety mu się nie udała i po ominięciu pieszego, w trakcie wjazdu na skrzyżowanie z ulicą Zwierzyniecką, pojazd ponownie znalazł się w zarzuceniu bocznym i skierował w stronę chodnika. Będąc w zarzuceniu bocznym, kierujący w tej fazie zdarzenia nie panował już zupełnie nad pojazdem. Jedyne co mógł w tej sytuacji zrobić to podjąć manewr hamowania - podsumowują autorzy analizy.
Dalsza część artykułu pod sondą
- Szacowana prędkość jazdy samochodu w fazie poprzedzającej uderzenie w tablice kierujące to nie mniej niż 120 km/h […] Prędkość pojazdu bezpośrednio przed opuszczeniem drogi wynosiła w granicach 90-100 km/h - mówią twórcy z kanału “Bitwy drogowe”.
ZOBACZ TAKŻE: Z jaką prędkością jechał Patryk Peretti? Prokuratura ujawniła szczegóły
Zwracają jednak uwagę, że w miejscu, w którym doszło do wypadku, ograniczenie prędkości wynosiło 40 km/h. - Naszym zdaniem nie ma większego znaczenia czy prędkość samochodu wynosiła 100, 120, 140 czy więcej, ponieważ i tak znacznie przekraczała prędkość dopuszczalną - dodają.
- Wykonaliśmy obliczenia poglądowe dla prędkości jazdy samochodu renault około 100 km/h, aby przekonać się, czy dla takiej prędkości możliwe było pokonanie skrzyżowania i wjazd na most Dębnicki z taką prędkością. Jak widać, możliwe jest pokonanie tego odcinka drogi z prędkością ok. 100 km/h, natomiast oczywiście wymagałoby to bardzo precyzyjnego prowadzenia pojazdu i maksymalnego skupienia uwagi - oceniają.
Autorzy symulacji podają, że odcinek o wypadku w Krakowie zrealizowali na bazie dostępnych materiałów w internecie oraz przeprowadzonych oględzin na miejscu zdarzenia drogowego. Zastrzegli przy tym, że ze względu na brak dostępu do oficjalnej dokumentacji, przeprowadzona analiza oparta jest na bazie własnych ustaleń.
CrashLab na swojej stronie informuje, że eksperci tej firmy wykorzystują nowoczesne techniki dokumentacji miejsc zdarzeń oraz pojazdów i śladów, które opracowują w specjalistycznych programach do rekonstrukcji i symulacji zdarzeń. "Pracujemy na sprzęcie pomiarowym charakteryzującym się wysoką precyzją rejestracji danych" - czytamy.
RadioZET.pl/"Fakt"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET