Sprawa Iwony Cygan. Baczyński: Śledztwo było prowadzone w skandaliczny sposób
- Z moich ustaleń wynika, że to śledztwo było prowadzone w sposób absolutnie skandaliczny. Uważam, że akt oskarżenia w tej sprawie, to po prostu fikcja literacka - mówi dziennikarz śledczy Mateusz Baczyński, autor książki "Martwy punkt. Sprawa zabójstwa Iwony Cygan". Reportaż trafił do księgarni 25 września. Z autorem publikacji rozmawiamy o kulisach śledztwa prokuratury i Archiwum X w sprawie zabójstwa sprzed 25 lat. Czy na ławie oskarżonych znalazły się niewinne osoby?
Mateusz Kapera: Czytam tytuł Twojej książki: "Martwy punkt. Sprawa zabójstwa Iwony Cygan". Jaki martwy punkt? Przecież śledczy ogłosili sukces i posadzili sprawców zabójstwa na ławie oskarżonych. Nawet sam minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro chwalił prokuraturę po tym śledztwie mówiąc, że "dziś działa w sposób pryncypialny i bezkompromisowy. A sprawna prokuratura to podstawa państwa prawa".
Mateusz Baczyński: - Tak naprawdę to sprawa wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu przedstawiali ją zarówno politycy, jak i prokuratura. Na wstępie dodam, że proces w tej sprawie cały czas trwa, nie zapadł żaden wyrok. Natomiast sąd zdecydował się wypuścić z aresztu wszystkich oskarżonych, w tym Pawła K., pseudonim "Młody Klapa", czyli tego głównego oskarżonego. Zacytowałeś wypowiedź Zbigniewa Ziobry, który chwalił się m.in. śledztwem w sprawie Iwony Cygan, a tak naprawdę ta sprawa i poniekąd ta książka to jest jeden wielki akt oskarżenia, ale wobec prokuratury i wobec policjantów z krakowskiego Archiwum X.
Z moich ustaleń wynika, że to śledztwo było prowadzone w sposób absolutnie skandaliczny. Tak naprawdę do dzisiaj nie ma żadnych konkretnych dowodów na to, że ci, którzy usiedli na ławie oskarżonych, faktycznie są winni. Co więcej, uważam, że ten akt oskarżenia (sformułowany przez prokuraturę - przyp. red.), dzięki wiedzy, którą nabrałem przez te kilka lat, to po prostu fikcja literacka.
Wychodzi Mateusz Baczyński, który zamiast pistoletu i kajdanek ma długopis oraz notes i stwierdza, że to prokuratura i policja kłamią, a prawda leży gdzie indziej. Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
- To może trochę opowiem o kulisach, chociaż w dwóch zdaniach. Rzeczywiście długo było tak, że ja też tę wiedzę na temat sprawy zabójstwa Iwony Cygan czerpałem z mediów. Z tego, co generalnie przedstawiła prokuratura, z tych wszystkich oficjalnych komunikatów. Też byłem przerażony, ponieważ przedstawiono tę sprawę tak, że widzieliśmy to "miasteczko zbrodni", gdzie działała jakaś lokalna mafia i układy. Wszyscy milczeli, a ci, którzy chcieli mówić, to ginęli w tajemniczych okolicznościach, itd. I tak się złożyło, że kilka lat temu odezwał się do mnie człowiek, który swego czasu piastował bardzo poważne stanowiska w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Policjant, który naprawdę robił grube sprawy. Zaczął opowiadać, że w ogóle z tym Archiwum X to nie jest tak pięknie i ładnie, jak się wszystkim wydaje, że sprawa Iwony Cygan była prowadzona w sposób straszny. I że w końcu trzeba o tym powiedzieć prawdę ponieważ to, co usłyszeli do tej pory ludzie, to jest jedno wielkie kłamstwo. Jak to zawsze, w pierwszej chwili, też nie do końca chciało mi się w to wierzyć. Natomiast stwierdziłem, że przynajmniej spróbuję to zweryfikować.
To, co było dla mnie kluczowe na samym początku, to żeby w jakiś sposób dotrzeć do akt tej sprawy. Wiedziałem, że to będzie jakikolwiek punkt wyjścia, żebym mógł zweryfikować te informacje, które pojawiały się w przestrzeni medialnej. Nie było to łatwe. Tych akt nie dostałem oficjalnie z sądu, natomiast udało mi się je dostać inną drogą.
Ale złożyłeś wniosek do sądu i został on odrzucony?
- Złożyłem wniosek i go odrzucono. To w sumie dosyć zwyczajowa praktyka na takim etapie, kiedy sprawa jest w sądzie, to wtedy najczęściej udostępniają akt oskarżenia. Rzadko się zdarza, żeby udostępniali całość akt. Najczęściej robią to w momencie, kiedy sprawa jest już zamknięta. Wynika to też z takich technicznych względów. Chodzi o to, że te akta jednak są jakoś cały czas używane przez sędziów, przez strony itd. Mi udało się uzyskać kopie tych akt w inny sposób.
Prześledziłem też wszystkie protokoły z rozpraw sądowych, które się odbyły do tego momentu, gdy zacząłem pracować nad tą sprawą. Potem zacząłem się spotykać z kolejnymi ludźmi i wreszcie weryfikować te informacje. Sama lektura akt, ponad 160 tomów, to był już dla mnie szok, bo dopiero wtedy zobaczyłem, że ta cała wersja przedstawiona przez prokuraturę w akcie oskarżenia po prostu kompletnie się nie klei. Wiele tych informacji, które się pojawiało, nigdy nie miało miejsca.
Na przykład?
- Tak dla przykładu: za zabójstwem Iwony Cygan miało stać trzech mieszkańców Szczucina. "Młody Klapa", czyli Paweł K., facet, który na co dzień pracował na budowie w Austrii, jego ojciec Józef K., miejscowy handlarz drzewkami, oraz Robert K., pseudonim "Trabant", właściciel miejscowego baru "U Trabanta". Jaki był motyw? Według śledczych historia była taka, że "Młody Klapa" prowadził biznes sutenerski. W barze "U Trabanta", m.in. nagrywano filmy porno z miejscowymi dziewczynami. Potem Paweł K. miał sprzedawać kasety z filmami w Wiedniu. Miał również sprowadzać dziewczyny do agencji towarzyskich w Austrii.
Tylko okazało się, że tak naprawdę do dzisiaj nie zabezpieczono i nie znaleziono ani jednej kasety, która miałaby być tam nagrana. Nie namierzono ani jednej dziewczyny, która rzekomo miała być ofiarą tego biznesu sutenerskiego. W Szczucinie nikt nic nie wiedział na ten temat, żeby ktokolwiek nagrywał tam jakieś filmy, żeby w ogóle dochodziło do takich historii.
Ze strony policji austriackiej nie było absolutnie żadnych informacji o tym, a przecież w momencie, kiedy "Klapa" został zatrzymany, to na pewno takie rzeczy również były weryfikowane. Nie ustalono, żeby on prowadził jakikolwiek biznes sutenerski. A już pomijam fakt, to jest też taka kropka nad i, że w momencie, kiedy doszło do zabójstwa Iwony Cygan Paweł K. mieszkał w Wiedniu dopiero od miesiąca. Wcześniej mieszkał i pracował w Grecji, więc kiedy on miał ten cały biznes sutenerski prowadzić? W ciągu tego jednego miesiąca, gdzie był może raz albo dwa razy w Polsce? To się kompletnie nie kleiło.
I to jest jeden z najważniejszych powodów, dlaczego "Młody Klapa" miałby nie popełnić tego zabójstwa?
- To jest właśnie problem, że ta historia o tym biznesie sutenerskim pojawiła się w mediach wraz z motywem, że rzekomo chcieli również Iwonę Cygan wywieźć do Austrii. Ona miała się sprzeciwiać, dlatego ją zabili. Natomiast, cała ta historia i ten motyw nie pojawiły się nawet w akcie oskarżenia. Pojawiły się jedynie w mediach na zasadzie wypuszczenia takiej informacji przez prokuraturę, mimo że nie znalazła absolutnie żadnych dowodów na to. Oskarżeni nigdy nie mieli zarzutów dotyczących prowadzenia jakiegokolwiek biznesu sutenerskiego.
To po co prokuratura wypuszczała takie informacje?
- To jest bardzo dobre pytanie. Szczerze powiedziawszy, ciężko mi zrozumieć dlaczego takie informacje były wypuszczane do mediów. Być może to była taka taktyka, że śledczy coś takiego zakładali i myśleli, że jeśli wypuszczą taką informację do mediów, to być może np. zgłoszą się poszkodowane kobiety, które były ofiarą takiego biznesu. Ja tu zakładam szlachetną intencję, ale nie do końca mam pewność, czy taka była.
Natomiast, jeżeli chodzi o samego Pawła K., "Młodego Klapę", to jakie jest jego alibi? Bo moim zdaniem jest dość wiarygodne, dlatego, że Iwona została zamordowana w nocy z 13 na 14 sierpnia 1998 roku. Wiadomo, że 13 sierpnia Paweł K. był jeszcze w Wiedniu, pracował na budowie. Twierdził, że dotarł do Szczucina dopiero 14 sierpnia, około 4 rano, czyli już po zabójstwie Iwony Cygan. Potwierdziło jego wersję trzech mieszkańców Szczucina, którzy wówczas jechali razem z nim w aucie z Wiednia do Szczucina.
Co bardzo istotne, potwierdził to również jego austriacki pracodawca, który dysponował dokumentami. Z nich jasno wynikało, że 13 sierpnia po pracy wypłacał "Młodemu Klapie" pieniądze. Jak sam zeznał w trakcie ekstradycji, oznaczało to, że skończył pracę na tej budowie między godziną 18 a 19. Załóżmy nawet, że skończył pracę o 18:30. Poszedł do domu, wykąpał się i przebrał. Zapewne nie wyszedł z budowy i nie wsiadł od razu do auta. Powiedzmy, że wyjechał o godzinie 19.30 z Wiednia do Szczucina. To ponad 600 kilometrów. Wtedy Polska nie była w Unii Europejskiej, więc dochodziły kontrole graniczne. Naprawdę, bardzo mało prawdopodobne jest to, że o godzinie 21:30 byłby już na rynku w Szczucinie. Według śledczych, o tej godzinie Iwona Cygan i przyjaciółka miały wsiąść do samochodu "Młodego Klapy". To się kompletnie nie klei.
Wiesz to z lektury akt tej sprawy. Logiczne jest więc, że to samo muszą wiedzieć pracujący przy tej sprawie policjanci i prokurator. W takim razie, na jakich przekonujących dowodach śledczy oparli ten akt oskarżenia przeciwko, m.in., "Młodemu Klapie"?
- Oni oparli cały akt oskarżenia na zeznaniach jednego człowieka, czyli Leszka W. To były policjant ze Szczucina. Tamtego tragicznego wieczora patrolował Szczucin razem z innym policjantem Grzegorzem J.
Rzeczywiście, pierwszy raz, jak zeznawał, to było bodaj w 2010 roku powiedział, że patrolował miasto, nic go nie zainteresowało, nic się nie wydarzyło. Nagle, po kilku latach, opowiedział historię wręcz niewiarygodną, czyli że w trakcie patrolu był na rynku i widział, jak Iwona i Renata, czyli przyjaciółka Iwony, wsiadają do auta "Młodego Klapy", "Starego Klapy" i "Trabanta". Potem miał widzieć, jak "Młody Klapa" wyprowadza z baru "Trabanta" pobitą Iwonę Cygan. To miało być koło północy. Jak się czyta jego zeznania, to one już na tym etapie, że tak powiem, były bardzo kłopotliwe. Dlatego, że on tę wersję, którą nazywam finalną, w trakcie tego samego zeznania kilka razy zmieniał.
Mimo to uznano go za wiarygodnego. Problem był taki, że tuż po tym, gdy policjanci go zatrzymali, to żona poinformowała śledczych, że Leszek W. od lat leczy się psychiatrycznie. Jest poważnie zaburzony, od lat opowiada różne niestworzone historie z udziałem m.in. członków rodziny i że jest po prostu osobą kompletnie niewiarygodną. Rzeczywiście poddano go badaniom przez biegłych psychiatrów. Uznali, że rzeczywiście ma problemy, ale że generalnie można go uznać za wiarygodnego. Problem w tym, że zeznania Leszka kompletnie nie zgadzały się z zeznaniami innych świadków tamtych zdarzeń.
Tego wieczora, kiedy zginęła, Iwona była w miejscowej knajpie razem ze swoją przyjaciółką Renatą. Potem dziewczyny, według zeznań przyjaciółki, miały się rozstać na rynku. Renata miała pójść Aleją Wolności w stronę swojego domu, a Iwona Cygan ulicą Rudnickiego w stronę swojego. Według Leszka, tak się nie stało, ponieważ zarówno Renata, jak i Iwona wsiadły do auta "Młodego Klapy". Sęk w tym, że są zeznania mieszkańca Szczucina, który mieszkał na rynku i widział, jak dziewczyny się rozstają. Widział Renatę idącą samotnie. Potem z balkonu dziewczynę widziała jej ciotka, która tam chyba stała i paliła papierosa.
Następnie siostra Renaty też powiedziała, że dziewczyna wróciła i położyła się spać. Są zeznania innego mieszkańca Szczucina, który widział ze swojego okna, jak Iwona Cygan idzie samotnie ulicą Rudnickiego. Są zeznania dwóch nastolatek, które widziały, jak dziewczyny się rozstają na tym rynku. Kolejna kwestia, która tak bardzo poruszała opinię publiczną, to opowieść Leszka, że widział, jak "Młody Klapa" wyprowadza na oczach tłumu ludzi, mieszkańców Szczucina, pobitą Iwonę Cygan z baru. Tylko tutaj znowu zaczynają się problemy z tą historią. Po pierwsze, bar "U Trabanta" był zamykany o godzinie 23 i rzeczywiście barmani też potwierdzili, że tego wieczora zamknęli o tej godzinie i po prostu stamtąd wyszli.
Po drugie, do dzisiaj prokuratura nie ustaliła ani jednego mieszkańca, ani jednego świadka, który miał widzieć jak Iwona jest wyprowadzona.
No tak, ale w Szczucinie miała być zmowa milczenia. Może dlatego nikt nic nie powiedział?
- Ta cała zmowa milczenia to też jest wymysł prokuratury. Mam wrażenie, że to jest takie alibi na każdym etapie dla Archiwum X i prokuratury. To znaczy, za każdym razem, kiedy pojawiały się zeznania, które burzyły ich teorię, to tłumaczyli tym, że ktoś coś zataił, ponieważ jest zmowa milczenia i ludzie boją się zemsty "Młodego Klapy" i "Trabanta". W ogóle przedstawiono taką wersję, że "Młody Klapa" i "Trabant" trzęśli nie tylko całym Szczucinem, ale także mieli wpływ na policjantów z Dąbrowy Tarnowskiej, którzy mieli mataczyć, i na prokuratorów. Wszyscy się bali "Młodego Klapy" i "Trabanta". Tylko dziwnym trafem, kilka miesięcy po zabójstwie Iwony Cygan była taka sytuacja, że "Młody Klapa" i "Trabant" wywieźli na wały wiślane młodych chłopaków, którzy obrazili dziewczynę "Młodego Klapy" i po prostu ich tam pobili.
Ci chłopcy poszli i zgłosili to na policję, która podjęła sprawę. "Młody Klapa" i "Trabant" dostali za to wyroki w zawieszeniu. Dosyć dziwne, biorąc pod uwagę tę historię, że cały Szczucin, Dąbrowa Tarnowska, w ogóle cały region, bał się tego handlarza drzewkami i gościa pracującego na budowie, a kilku młodych chłopaków, którzy po prostu dostali po gębach od nich, nie mieli problemu z tym, żeby pójść i zgłosić to na policję. A ta nie miała problemu z tym, żeby zatrzymać "Młodego Klapę" i "Trabanta".
A tu jednak chodzi o morderstwo, o którym mówiła cała Polska. Poza tym, jak się czyta te akta, i widzi się te relacje poszczególne, to ja kompletnie nie odnoszę wrażenia, że tam się ktoś czegoś bał. W momencie, kiedy pojawił się w ogóle wątek "Klapy" i "Trabanta", to ludzie bardzo chętnie na ich temat opowiadali, zeznawali itd.
Potem oczywiście było też takie perpetuum mobile. To znaczy, pojawiały się plotki, bo ludzie o tym gadali, dokładali do tego jakieś historie. Coś się pojawiło w mediach, więc ludzie przychodzili na przesłuchanie, powtarzali to, co usłyszeli. Tylko, że, jak się próbowało odsiać te plotki, to nagle okazywało się, że na poparcie tych różnych historii nie ma żadnych argumentów. Bardzo często pojawia się takie stwierdzenie, że mówiło się o czymś, albo że ktoś coś do kogoś mówił. Tylko potem, jak się chciało zweryfikować do kogo było coś tam powiedziane, to nagle się okazywało, że nie wiadomo co i do kogo.
To dlaczego cały czas idą w kierunku "Młodego Klapy" i "Trabanta"?
- Pytasz mnie o motywy działania i to jest moim zdaniem trochę zadanie dla psychoanalityka. To znaczy, uważam, że takim głównym czarnym bohaterem tej całej historii, i też mojej książki, jest już były, a ówczesny szef Archiwum X, czyli Bogdan Michalec. Kilka lat temu, zajmowałem się też taką sprawą, można przeczytać o niej w książce, którą robił Bogdan Michalec. Na podstawie informacji, które zgromadziłem, byłem przeświadczony, że zamknięto za zabójstwo niewinnego człowieka. Chodzi o inną sprawę, nie dotyczy Iwony Cygan.
Spotkałem się z Bogdanem Michalcem na dłuższy wywiad. W książce publikuję całą nieautoryzowaną rozmowę z nim. Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie nie chciała się zgodzić na to, żebym opublikował ją w całości, ale stwierdziłem, że w tym wypadku wymaga tego interes społeczny, ponieważ to pokazuje, w jaki sposób myśli szef Archiwum X. W każdym razie, ta rozmowa była dla mnie szokująca, dlatego że szef Archiwum X opowiadał mi o tym, że on umie czytać w myślach, tudzież w emocjach, że on po prostu ma jakiś wewnętrzny wariograf w sobie. Wie, kto mówi prawdę, kto kłamie, że w ogóle nie lubi spraw, w których są dowody, ponieważ, generalnie, dowody i ślady kryminalistyczne prowadzą na manowce.
Szokujące, że to mówi osoba, która pracuje wówczas w policji.
- Dla mnie, najbardziej szokujący moment tego wywiadu był w momencie, kiedy ja do niego mówię: "No dobrze, ale dlaczego nie zweryfikował pan tego, tego i tego? Bo to mogłoby oznaczać, że gość jest niewinny. Dlaczego pan tego nie sprawdził?". A on mi na to odpowiedział: "No bo to by oznaczało, że się pomyliłem". Rzeczywiście, to bardzo moralne, a motywacja bardzo szlachetna...
Poza tym mówił o tym, że nadmiar dowodów szkodzi, że człowiek nie może być zlewem niepewności.
Ale to brzmi, jakby on żartował..
- To mówi facet, który zajmował się bardzo dużymi i ważnymi sprawami, które mają wpływ na życie bardzo wielu ludzi. Do tego wszystkiego dobrał się w duecie z prokuratorem Piotrem Krupińskim, czyli szefem małopolskiej Prokuratury Krajowej, który jest postacią również niezwykle kontrowersyjną. No i cóż, mam wrażenie, że oni po prostu poszli po trupach do celu. To znaczy, założyli sobie jakąś tezę i postanowili ją udowodnić bez względu na wszystko. Nie patrząc na okoliczności, że to się nie klei, że są dowody, które podważają ich tezę. Oni na to wszystko nie patrzyli, tylko po prostu poszli za tym. Tak, jakby zależało im na tym, żeby kogoś za tę sprawę zamknąć. Chcemy osiągnąć sukces i zrobimy to bez względu na wszystko - mam takie poczucie po kilku latach zajmowania się tą sprawą.
Jednocześnie są to ludzie, którzy bardzo dbają o swój wizerunek i PR. Przy okazji chociażby tej sprawy brylowali w mediach. Opowiadali te wszystkie historie, które potem okazywały się, że nie mają pokrycia w rzeczywistości.
Bogdan Michalec zresztą nie tak dawno zeznawał w sprawie Iwony Cygan przed sądem. I on tak naprawdę, de facto, przyznał, że nie ma dowodów na większość tez stawianych przez nich w akcie oskarżenia i powiedział to zupełnie wprost. A w momencie, kiedy zapytano go: no dobrze, ale na podstawie czego zatrzymaliście "Młodego Klapę" i "Starego Klapę"? A on mówi, że w zasadzie dowody materialne to go mało interesują, bo on szuka śladów na duszy. I w zasadzie zrobił to na podstawie tych śladów na duszy.
Ciekaw jestem reakcji sędziego na te słowa.
- To też przytaczam w tej książce, bo sędzia m.in. zapytał o to, czy są w świecie nauki jacyś przedstawiciele tych teorii, o których on opowiada. Przyznał, że nie, ale stwierdził, że jest zainteresowanie wśród młodzieży prawniczej. To wszystko brzmi śmiesznie i pewnie można by to było uznać, że to jest groteskowe, gdyby nie to, że cierpią na tym zwykli ludzie. Przypomina mi się takie zdanie wypowiedziane przez jednego policjanta z dochodzeniówki, o tym też można przeczytać w książce. Był taki etap, że sprawę przejęła dochodzeniówka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Oni mieli zupełnie inną hipotezę, zupełnie innego podejrzanego i zupełnie inną teorię na temat tej sprawy. Zresztą bardzo ciekawą, ale ta sprawa została im na pewnym etapie odebrana. A jaką hipotezę?
To już nie będę opowiadał, można przeczytać w książce, ale w każdym razie jeden z tych policjantów z dochodzeniówki powiedział do mnie takie zdanie: "To już nie jest tragedia jednej rodziny, która straciła córkę. To jest tragedia wielu rodzin, którym przez tę sprawę zniszczono życie". Ja uważam, że dokładnie tak było w tej sprawie.
Na ławie oskarżonych jest jeszcze najlepsza przyjaciółka Iwony, Renata, która - jak opisujesz w książce - wpadła w depresję. Tuż po narodzinach swojego dziecka trafiła do aresztu. Nie miała kontaktu z dzieckiem. Dla matki i dziecka jest to olbrzymia tragedia.
- Tak. To też jest w ogóle z jej perspektywy straszna historia, dlatego że ona tak naprawdę od samego początku zeznaje ciągle to samo. To znaczy, mówi, że były z Iwoną na piwie, po czym rozstały się na rynku i Renata już więcej Iwony żywej nie widziała.
Natomiast, na podstawie tych historii opowiedzianych przez Leszka W., z których on sam się wycofał, suma sumarum, postawiono jej zarzuty składania fałszywych zeznań i tylko na tej podstawie trzymano ją kilka miesięcy w areszcie. Rzeczywiście to był taki moment, kiedy ona była młodą matką, zaczęła cierpieć na depresję, nie miała żadnego kontaktu z rodziną. Tak naprawdę ta cała sprawa trwa dla niej już 25 lat. Ja też pamiętam, jak przy spotkaniu z nią rozmawiałem na ten temat. To ona powiedziała do mnie też takie poruszające zdanie w pewnym momencie: "Wie Pan co? Żałuję, że to nie ja wtedy zginęłam, bo gdybym to ja zginęła, to nie musiałabym przez to wszystko przechodzić".
Wiem, że to zdanie dla wielu może być oburzające, ale rzeczywiście zobaczyłem osobę, która jest tym wszystkim wykończona. To znaczy, gdyby rzeczywiście miała, nie wiem, inną wersję tej historii do opowiedzenia, to myślę, że dla świętego spokoju by to zrobiła. Nie ma tak naprawdę racjonalnego powodu, dla którego ona miałaby w tej sprawie kłamać. Bo po co? Dlaczego miałaby kogoś chronić w tej sprawie? Dlaczego miałaby chronić "Młodego Klapę" czy "Trabanta". To byli dla niej prawie obcy ludzie. Była duża różnica wieku między nimi. Tutaj nie ma żadnego sensownego uzasadnienia na to. Jest iluś świadków, którzy potwierdzają, że ona do tego domu wróciła, a mimo to dzisiaj siedzi na ławie oskarżonych.
Oprócz niej na ławie oskarżonych jest też 15 policjantów. Jak to możliwe, że aż tylu usiadłoby bez winy?
- To jest też absurd, jakie oni zarzuty dostali. Nie przytoczę dokładnie, ale z grubsza tłumaczą to, dlaczego tak hurtem ich na tej ławie oskarżonych posadzono. Prokurator Krupiński i szef Archiwum X założyli, że ci wszyscy miejscowi policjanci wiedzieli o tym, kto zabił. Ale nic z tym nie zrobili i w zasadzie to jest dla nich podstawą do tego, żeby posadzić ich na ławie oskarżonych.
To równie dobrze pół Szczucina powinno pójść siedzieć trzymając się wersji prokuratury, że wszyscy wiedzieli, kto zabił i milczeli.
- Tam doszło już w ogóle do takich absurdów, że m.in. na ławie oskarżonych siedzi policjant, który w momencie, kiedy doszło do zabójstwa Iwony Cygan, był w technikum i w ogóle nie był policjantem. To są już totalnie absurdalne historie.
Rozmawiałem o sprawie Iwony Cygan ze znajomą, która pochodzi z okolic Szczucina i ona powiedziała do mnie takie zdanie: "Odkąd jej pamięć sięga, zawsze mówiło się w kontekście sprawców tego zabójstwa o ". Kiedy on w ogóle pojawia się w śledztwie, jako główny podejrzany?
- W momencie, kiedy zaczęło się to śledztwo, to ono szło bardzo szeroko, że tak powiem. Jak czytałem akta, to zauważyłem, że rodzina Iwony wskazywała na początku jako potencjalnych zabójców mnóstwo różnych osób, łącznie z instruktorem jazdy Iwony, więc ci ludzie byli weryfikowani. Rzeczywiście, o "Młodym Klapie" jako pierwszy powiedział jeden z mieszkańców Szczucina, że może być w to wszystko zamieszany.
Według relacji policji z Dąbrowy Tarnowskiej wynika, że po prostu "Młodego Klapę" też sprawdzono, przeszukano jego dom itd. Nic nie znaleziono, ale rzeczywiście plotka na temat udziału w zabójstwie "Młodego Klapy" krążyła po Szczucinie jako jedna z wielu. Tych plotek było sporo, zwłaszcza, że w tamtym czasie "Młody Klapa" był osobą znaną, jako ta, która jak przyjeżdża z Wiednia, to lubi się napić i wdać z kimś w bójkę. Generalnie, taki "trouble maker" (osoba sprawiająca problemy - przyp. red.). Często uznaje się, że taka osoba może być w coś zamieszana.
Ile lat ma ta znajoma z okolic Szczucina, z którą rozmawiałeś?
Około 30 lat.
- To w 1998 roku mogła mieć około 5 lat. Może mało pamiętać z samego dnia zabójstwa. To też jest kolejna taka legenda, która się wytworzyła, że o tym "Klapie" tak od samego początku się mówiło. Tak też nie było. Chodzi o to, że jeżeli spojrzymy na zeznania ludzi i zeznania samej rodziny Iwony, czyli jej siostry, matki, ojca, to nikt z nich w tych pierwszych latach śledztwa ani razu nie wspomina o "Młody Klapie", "Starym Klapie" czy "Trabancie". Tak naprawdę, ta teoria z nimi na dobre pojawia się jakieś dziesięć lat później i staje się wiodącą w momencie, kiedy sprawę przejmuje Archiwum X.
A czemu Bogdan Michalec tak się uparł na tę teorię? To jest też ciekawa historia, którą mi opowiadał jeden z policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. On pamięta dokładnie taką scenę, jak przyszedł do nich właśnie szef Archiwum X, który sobie analizował tę sprawę po dziesięciu latach i przedstawił swoją teorię.
W ogóle ona była wtedy jeszcze trochę inna, że Iwona Cygan obraziła w jakichś okolicznościach dziewczynę "Młodego Klapy". Ten wraz z "Trabantem" wywiózł Iwonę Cygan i zamordował ją na wałach. Dokładnie tam, gdzie pół roku później pobili tych chłopaków, a przecież sprawca zawsze wraca w to samo miejsce. To było takie założenie szefa Archiwum X i tak naprawdę to stanowiło cały punkt wyjścia dla niego do tej historii.
Natomiast to wcale nie było tak, jak się prześledzi te zeznania i te relacje, że przychodzili różni ludzi i mówili o "Młodym Klapie". Nie, zupełnie nie. Jak to zwykle bywa w takich śledztwach, był szum informacyjny, bo ktoś przychodził, mówił: Iwona miała chłopaka - rzucał nazwisko, po czym dodawał: kiedyś widziałem ich, jak byli na wałach. Inny: Iwona miała tam jakiegoś kolegę, on jest taki podejrzany typ. Może jest zamieszany w to.
Ktoś inny zeznał, że widział Iwonę gdzieś tam z kimś, albo jak jechała z kimś w aucie. Zawsze w takich sprawach jest tak, że tych podejrzanych na samym początku jest strasznie dużo. Natomiast nie ma co ukrywać, że wciąż, moim zdaniem, jest kilka wątków, które w tej sprawie nie zostały do końca zweryfikowane. I co ciekawe, jeden z tych wątków dotyczy męża, wówczas partnera, siostry Iwony, czyli pana Szczepana K.
A to z tego powodu rodzina Iwony krytykuje Cię za Twoje teksty i książkę o tym zabójstwie?
- Myślę, że to jest troszkę inaczej. To znaczy, rzeczywiście głównie atakuje mnie pani Aneta, czyli siostra Iwony. Rzeczywiście spotkałem się z nią i rozmawiałem. Nie chcę atakować w żaden sposób rodziny, bo ja wiem, że ona swoje przeszła, że to są emocje. Natomiast, życie i doświadczenie uczy mnie tego, że w pracy przy takich tematach, oczywiście, z rodziną zawsze trzeba rozmawiać, ale zawsze trzeba też bardzo mocno weryfikować to, co mówią, bo nie myślą racjonalnie. Myślą emocjami. To jest zupełnie normalne.
Pani Aneta zaczęła w swoich zeznaniach mówić o "Młodym Klapie" jakoś tak w momencie, kiedy sprawą zajęło się Archiwum X, czyli de facto 10 lat po morderstwie. Moim zdaniem, to jest też tak, że rodzina chciałaby w swojej głowie jakoś zamknąć tę sprawę. W momencie kiedy Archiwum X i prokurator Krupiński przedstawili tą swoją teorię, to po prostu rodzina w nią uwierzyła i bardzo trudno założyć jej, że mogło wydarzyć się coś zupełnie innego.
To jest mniej więcej tak, jak przy sprawie Tomasza Komendy. Ojciec zamordowanej dziewczynki z Miłoszyc do dzisiaj jest przekonany, że Komenda był mordercą. Bardzo krytykował Zbigniewa Ziobrę za to, że Komenda został wypuszczony z więzienia. Ja miałem takie poczucie też, że ten człowiek zamknął tę historię w swojej głowie, a w momencie, kiedy ktoś przyszedł i wywrócił to wszystko do góry nogami i powiedział: "Nie, ten facet siedział niewinnie", to dla niego to jest nie do zaakceptowania.
Tym bardziej, że obalenie tej teorii prokuratury nie niesie dla rodziny Iwony nadziei na znalezienie sprawców zabójstwa.
- Nie do końca. W książce też przedstawiam dwa, moim zdaniem, takie najbardziej prawdopodobne i najciekawsze wątki, inne niż ta teoria przedstawiona przez prokuraturę, które przez śledczych powinny zostać zbadane. To też nie jest tak, że w tej sprawie nie ma nic. To też nie jest tak, że jeżeli ten akt oskarżenia by upadł w sądzie, to śledczy zostają z niczym. Tam są cały czas rzeczy, które są do pociągnięcia. Powiem szczerze, że wciąż mam głęboką nadzieję, że tak się stanie.
Ludzi bardzo emocjonuje kwestia tajemniczych śmierci w Szczucinie po zbrodni na Iwonie. W książce przytaczasz dwie historie: śmierć Marka Kapla i Tadeusza D. Czy faktycznie mają coś wspólnego ze śmiercią Iwony Cygan?
Ta głośniejsza sprawa, i w jakiś sposób ciekawsza, choć ciężko tak ją określać, bo to są tragiczne sprawy, dotyczy Tadeusza D. Od początku śledztwa, tak jak podkreślałem już kilka razy, ale powtórzę to znowu, pojawia się cała masa informacji, cała masa plotek. Jedna z tych plotek, która się pojawiła, mówiła o tym, że Tadeusz D., który, nie ukrywajmy, bardzo nadużywał alkoholu, miał rzekomo powiedzieć, że wie kto zabił Iwonę Cygan i zgarnie nagrodę, którą rzeczywiście tam wtedy wyznaczono. Oczywiście okazało się, że nie wiadomo, gdzie miał to mówić. Komu to miał mówić? Rzekomo miał to mówić w barze "U Macha". Wszyscy jednak zeznali, że nigdy nie słyszeli, żeby coś takiego mówił. Policjanci sprawdzali to dalej i wezwali Tadeusza na przesłuchanie. Ten powiedział, że to jest absolutna bzdura, że w ogóle nie znał Iwony Cygan. W ogóle nie wie, o co chodzi.
Porzucono na ten moment ten wątek, ale kilka miesięcy później okazało się, że Tadeusz D. zaginął. Po jakimś czasie okazało się, że utonął w Wiśle. Wyciągnięto go i zrobiono sekcję zwłok. Nie znaleziono żadnych śladów walki, udziału osób trzecich. Uznano to za nieszczęśliwy wypadek, ponieważ Tadeusz D. często wracał wzdłuż Wisły pod wpływem alkoholu. Mógł się zachwiać, przewrócić, wpaść do wody i się utopić.
Mimo wszystko dalej weryfikowano. Wezwano jego konkubinę i pytano ją, czy kiedykolwiek coś opowiadał jej na temat sprawy Iwony Cygan, czy coś wiedział itd. Konkubina powiedziała, że absolutnie nie, że nic nie mówił, ale że generalnie nie zdziwiłaby się, jakby coś, gdzieś po pijaku opowiadał, bo jak wypił, to lubił się tam przechwalać różnymi rzeczami, które zrobił, a tak naprawdę one nie miały miejsca.
Wezwano też ojca Tadeusza D. Zapytano go, czy kiedykolwiek Tadeusz D. coś mówił o śmierci Iwony. To samo: nic nigdy nie mówił o tym. Zarzucono tę sprawę, ale potem Archiwum X znowu do tego wróciło. Poszła fama, że jak ktoś miał się przechwalać i zaginął, to pewnie ktoś go zabił, itd. Zrobiono, więc ekshumację zwłok Tadeusza D. Znowu nie stwierdzono żadnych obrażeń, które wskazywałyby na to, że to mogła być jakaś walka, czy jakikolwiek udział osób trzecich. Ale potem właśnie pojawił się pan Leszek, czyli ten nasz człowiek, na podstawie którego oparto cały ten akt oskarżenia
Leszek twierdził, że Tadeusz D. miał mu powiedzieć, że w środku nocy miał wyjść o drugiej w nocy, aby się wysikać na podwórko i zobaczył światła reflektorów w oddali nad Wisłą. Rzeczywiście Leszek mieszkał niedaleko wałów, mniej więcej kilometr od miejsca, gdzie znaleziono ciało Iwony Cygan. Miał wejść na ten wał wiślany i w świetle tych reflektorów zobaczyć, jak Paweł K. morduje Iwonę Cygan. Tylko potem nic nie zrobił. Uciekł stamtąd i milczał, ponieważ bał się zemsty "Młodego Klapy". Tylko znowu ta teoria ma bardzo dużo wad i jest wątpliwa. Prześledźmy to sobie po kolei.
Nie wiem, dlaczego Tadeusz miałby o drugiej w nocy wychodzić na podwórko wysikać się mając w domu łazienkę. Załóżmy, że jednak nie chciał iść do łazienki, wolał wyjść na zewnątrz. Taką miał fantazję. Miejsce, w którym została zamordowana Iwona było mniej więcej kilometr dalej, zasłaniały mu je dwa domy i 8-metrowy wał przeciwpowodziowy, ponieważ za tym wałem miały być te auta.
Ja tam byłem na miejscu, chciałem zobaczyć, jak to wszystko wygląda. Nie było opcji, żeby Tadeusz D. w takiej konfiguracji mógł zobaczyć ze swojej posesji światła reflektorów. Zza tych dwóch domów i tego 8-metrowego wału przeciwpowodziowego. To, co to teraz mówię, to jedynie niewielki procent wszystkich wątpliwości dotyczących tej historii z Tadeuszem D. Więcej zawarłem w książce, którą mogą Państwo przeczytać.
A co z tajemniczą śmiercią Marka Kapli?
- Rzeczywiście jego śmierć jest bardzo dziwna, dlatego, że został znaleziony na ulicy, a jego głowa była przygnieciona betonowym przęsłem pochodzącym z płotu obok. To jest znowu ta sama historia, czyli sekcja, ekshumacja, itd. Nic nie wykazało, nie wiadomo, o co chodzi. Hipotezy były różne. Nie pamiętam dokładnie, ale miał chyba z dwa i pół promila alkoholu we krwi, jak wracał z jakiejś knajpy. Widziałem też zdjęcia płotu z tamtego okresu. On był w opłakanym stanie. Były takie teorie, że chciał tam przejść przez dziurę w płocie, być może, aby skrócić sobie drogę, czy gdzieś przejść. Nagle to przęsło się oderwało i mu spadło na głowę.
Czy to jest prawda? Nie mam zielonego pojęcia. Natomiast, faktem jest to, że nie ma absolutnie żadnych dowodów, które łączyłyby tę sprawę w jakikolwiek sposób ze sprawą Iwony Cygan. To znaczy, nie ma żadnych świadków, którzy słyszeliby, że Marek Kapel mówił, że coś wiedział o śmierci Iwony Cygan. Poza tym, to było już na takim etapie, kiedy "Młody Klapa" i inni byli już podejrzani. Tak naprawdę, to jest trochę na takiej zasadzie, że jest jakaś dziwna śmierć i na pewno ma związek z zabójstwem Iwony Cygan. Na takiej zasadzie to sobie bardzo dużo teorii możemy dorobić.
Ja nie twierdzę, że Marek Kapel nie został zamordowany. Być może został. Co prawda, ktoś musiał mieć dużo odwagi, żeby przy, w miarę, przynajmniej dzisiaj, ruchliwej ulicy kogoś zabić przęsłem od płotu, które ważyło na tyle dużo, że przynajmniej dwie osoby by je musiały podnieść. Wszystko jest jednak możliwe, więc ja nie przeczę, że być może rzeczywiście Marek Kapel został zamordowany, ale w takim razie przydałoby się śledztwo, z którego by wynikało, czy został zamordowany, na przykład, z innego powodu. Przecież jego śmierć mogła łączyć się z inną sprawą, niż Iwony Cygan. Różne są historie.
Tajemniczych śmierci wiązanych z zabójstwem Iwony Cygan było o wiele więcej. Dlaczego w książce opisujesz tylko dwie, o których właśnie rozmawialiśmy?
- Jeżeli coś takiego się pojawiało, to te historie musiały być już tak odjechane, że nawet Krupiński z Michalcem się nimi nie zajmowali. O tych dwóch śmierciach wspominam, bo one są o tyle istotne, że rzeczywiście śledczy łączyli je ze sprawą zabójstwa Cygan. I oba te śledztwa były przez nich wznawiane. Sprawa Tadeusza D. i sprawa Marka Kapla, to były te dwie historie, które przez Archiwum X i prokuratora Krupińskiego zostały uznane za takie, które przynajmniej trzeba sprawdzić.
Co do innych historii, to rzeczywiście coś się kiedyś przewijało, że jakiś tam mieszkaniec Szczucina, który pracował w Grecji, popełnił samobójstwo. Znowu, jaki to ma związek z Iwoną Cygan? To jest jednak 25 lat upływu czasu od zabójstwa. Ludzie umierają w różnych okolicznościach.
Rzeczywiście ta śmierć Tadeusza D., czy Marka Kapla, mogła budzić jakieś wątpliwości, które warto sprawdzić. Natomiast, jeżeli pojawiały się jeszcze jakieś inne historie, bo ktoś gdzieś popełnił samobójstwo, no to już w takiej sprawie w ogóle musiało nie być żadnych, że tak powiem, linków wiążących to ze sprawą Iwony Cygan. Nawet przez wspomnianych śledczych te rzekomo tajemnicze śmierci nie były badane. Zakładanie z automatu, że każda śmierć człowieka w Szczucinie, która jest wypadkiem samochodowym, albo czymś innym, jest związana ze sprawą sprzed 25 lat, to jest obłęd.
Cały czas toczy się w sądzie w Rzeszowie proces w sprawie zabójstwa Iwony Cygan. Na jakim jest etapie?
- Proces dość mocno toczy się nie po myśli prokuratury i Archiwum X, ponieważ ciągle tam wychodzą jakieś nowe "kwiatki", a też najważniejsze z nich opisuję w książce.
Dla przykładu: nie tak dawno była sytuacja skandaliczna, ponieważ jeden ze świadków incognito zrezygnował z tego statusu. Ujawnił się i powiedział, że tak naprawdę jego słowa zostały przez prokuratora zmanipulowane i zmienione. W momencie, kiedy on przyszedł i chciał te zeznania sprostować, to do tego nie dopuszczono.
I to były zeznania człowieka, na podstawie których, w dużej mierze, wylądowało na ławie oskarżonych większość z tych policjantów. Wychodzą kolejne historie, zeznania, świadkowie, które świadczą o tym, że to śledztwo było prowadzone w sposób absolutnie skandaliczny.
Dowodem na to, że ten akt oskarżenia się sypie, jest to, że sąd zwolnił z aresztu tymczasowego oskarżonych.
- Tak, zgadza się. Rzeczywiście to było tak, że akurat oskarżeni policjanci i Renata w miarę, nazwijmy to - szybko - wyszli z aresztu. "Trabant" nie żyje, więc nie doczekał aktu oskarżenia. Zresztą, jak twierdzi jego żona i mieszkańcy Szczucina, to ta cała sprawa go po prostu doprowadziła do tego, że się rozpił i w końcu umarł.
Natomiast "Młody Klapa" i "Stary Klapa" siedzieli w areszcie prawie sześć lat. Doszło to do momentu, kiedy nawet sąd stwierdził, że trzymanie ich w areszcie dłużej nie ma sensu. Rzeczywiście ta sprawa toczy się bardzo długo. Natomiast mam nadzieję, że być może w przyszłym roku doczekamy się wyroku przynajmniej w pierwszej instancji.
Trudno trochę sobie wyobrazić, żeby był wyrok skazujący po tym, jak sąd wypuścił jednak głównych oskarżonych na wolność. Wiadomo, że wciąż oni mogą zostać skazani, ale zwolnienie ich z aresztu nie zwiastuje sukcesu prokuratury.
- Oczywiście oni mają dozór policyjny, nie mogą opuszczać kraju, mają zabrane paszporty i tak dalej. To nie jest tak, że już hulaj dusza, piekła nie ma. Mają też oczywiście zakaz zbliżania się do rodziny Iwony Cygan. To jest tam dość mocno obwarowane. Ja nie chcę stawiać wyroków za sąd, bo nie taka jest moja rola. Natomiast, śledząc ten proces, to mam wrażenie, że cała koncepcja i teoria śledczych z każdą rozprawą coraz bardziej sypie się, jak domek z kart.
Mateusz Baczyński - dziennikarz śledczy Onetu. Laureat wielu prestiżowych nagród dziennikarskich, m.in. Grand Press. Autor książki "Martwy punkt. Sprawa zabójstwa Iwony Cygan".
Całej rozmowy wysłuchasz w podcaście kryminalny Radia ZET "Materiał dowodowy":
"Materiał dowodowy" to reporterski podcast kryminalny Radia ZET przygotowywany przez dziennikarza Mateusza Kaperę. Przybliża słuchaczom najciekawsze i najbardziej kontrowersyjne sprawy kryminalne, które wydarzyły się w Polsce. Przeprowadza dziennikarskie śledztwa, odkrywa nowe fakty oraz przygląda się pracy organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości.
Podcast "Materiał dowodowy" został nominowany do nagrody Podcast Roku. Trwa głosowanie publiczności. Kliknij w poniższą grafikę, aby przejść do strony, na której odbywa się głosowanie. Oddaj swój głos na "Materiał dowodowy"!
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET