`

Szokujące doniesienia ws. zbłąkanej rakiety spod Bydgoszczy. "To jest przerażające"

2 min. czytania
08.05.2023 10:51
Obserwuj nas na Google

Rakieta wleciała w polską przestrzeń, upadła niedaleko małej miejscowości pod Bydgoszczą, a następnie zaprzestano jej szukania, by wyciszyć sprawę? „Fakt” podał, że trwa wewnętrzne śledztwo, które ma ustalić, kto odpowiada za zaniechania poszukiwań jej szczątków. Doświadczeni dowódcy są przekonani, że to wojsko powinno przeszukiwać teren i odnaleźć resztki rakiety.

Zbłąkana rakieta pod Bydgoszczą
fot. Piotr Molecki/East News, zdj. ilustracyjne

Sprawa tajemniczego obiektu, który znaleziono w lesie w okolicach Zamościa, niedaleko Bydgoszczy, wyszła na jaw pod koniec kwietnia. Premier Mateusz Morawiecki stwierdził enigmatycznie, że "czekamy na ostateczne wyniki badań, które łączą wydarzenia z grudnia ub. roku z ostatnimi znaleziskami".

Rosjanie prowadzili wówczas zmasowany atak rakietowy na Ukrainę. Generał Tomasz Piotrowski, dowódca operacyjny rodzajów sił zbrojnych, mówił, że "powstały pewne hipotezy, mamy pewne wątki, które można byłoby powiązać". Wspomniał o zmasowanym ataku rakietowym Rosji na Ukrainę z 16 grudnia, jednak bez rozwijania szczegółów. To oznaczałoby, że nieodnaleziony obiekt przeleżał w lesie ponad pięć miesięcy.

Zbłąkana rakieta spadła pod Bydgoszczą. "Sprawa została wygaszona"

Źródło „Faktu” przekazało, że sprawa została wygaszona po tym, jak rakieta zniknęła z polskich radarów. – Kiedy w jednostce dyżurnej rakieta pokazała się na radarach, poderwano parę dyżurną, ale piloci nie odnaleźli obiektu. Chwilę po tym rakieta zniknęła z ekranów i sprawa została, jak by to powiedzieć, wygaszona – podało źródło dziennika.

Redakcja poleca

Śledczy mają wyjaśnić, "kto nie wydał rozkazu, kto zaniechał czynności szukania tego, co wleciało w naszą przestrzeń powietrzną". Zdziwienia takim obrotem spraw nie kryją czołowi polscy dowódcy.

- Każdy środek napadu powietrznego wystrzelony spoza Polski, powinien być odwzorowany na radarach i wychwycony. Są grupy naziemnego poszukiwania – powiedział dziennikowi generał Mieczysław Gocuł, szef Sztabu Generalnego w latach 2013 –2017. W jego ocenie "zaniechanie szukania czegoś, co zostało wystrzelone w naszym kierunku, jest niedopełnieniem obowiązków służbowych".

Redakcja poleca

– Jeżeli to jest rakieta, to ona ma swoją trajektorię. Nie jest więc problemem ustalić, gdzie ona prawdopodobnie upadła. To nie jest coś, co wypadło z kabiny szybowca. [...] Tylko to jest coś, co zostało wystrzelone, przekroczyło granicę państwową i spadło na terenie Polski. Okazuje się, że to rakieta, która również może być nośnikiem broni jądrowej. I znajduje ją przypadkowa osoba. To jest przerażające – krytykuje gen. Gocuł.

Ostrożniejszy w osądach jest gen. Mieczysław Bieniek, były zastępca dowódcy strategicznego NATO. – Mam nadzieję, że wprowadzą albo ulepszą pewne procedury. Jest to konieczne. Ja bym nie wskazywał winnych i nikogo nie oskarżał. Sprawa wymaga dokładnego zbadania. – Jeśli ten obiekt wleciał w polską przestrzeń powietrzną i był śledzony w początkowej fazie, a później zniknął z radarów i gdzieś upadł, to poszukiwania powinny być zakrojone na szeroką skalę – ocenił gen. Bieniek na łamach „Faktu”.

RadioZET.pl/Fakt.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET