`

Więcej chętnych niż miejsc na edukację zdrowotną. Jest tylko jeden kłopot

5 min. czytania
25.04.2025 09:04
Obserwuj nas na Google

Dwa, albo nawet trzy razy więcej chętnych niż miejsc. Tak wygląda rekrutacja na studia podyplomowe z edukacji zdrowotnej dla nauczycieli. MEN zleciło zorganizowanie takiego kierunku 11 uczelniom. Na podyplomówkę zgłaszali się także nauczyciele, którzy uprawnienia do prowadzenia nowego przedmiotu już mają.

Edukacja zdrowotna
fot. KRYSTIAN MAJ/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Które uczelnie poprowadzą studia podyplomowe z edukacji zdrowotnej i ile miejsc przygotowały?
  • Ilu kandydatów brało udział w rekrutacji na nowe studia i gdzie zainteresowanie nimi było największe?
  • Skąd taka popularność studiów podyplomowych z edukacji zdrowotnej?

Rekordy padły m.in. na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku. Na 70 miejsc zgłosiło się 270 chętnych. Uczelnia brała więc pod uwagę kolejność zgłoszeń, ale też wprowadziła dodatkowe kryterium – maksymalnie trzy osoby z jednej szkoły.

Dokładnie tyle osób ubiegało się o jedno miejsca na podyplomówkę z edukacji zdrowotnej na Uniwersytecie Śląskim. Przewidziano tu 60 miejsc, w systemie rekrutacyjnym zarejestrowały się 184 osoby. W Białymstoku zajęcia już się rozpoczęły, pierwszy zjazd nauczyciele mieli w weekend 12-13 kwietnia. W Katowicach zajęcia inauguracyjne przewidziano na najbliższy weekend, czyli 26-27 kwietnia.

Rekrutacja zakończona, telefony wciąż dzwonią

Te i pozostałych dziewięć uczelni organizuje studia podyplomowe z edukacji zdrowotnej na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej. Są one finansowane przez resort, więc dla nauczycieli są bezpłatne. To zapewne jeden z argumentów, który wpłynął na tak duże zainteresowanie studiami. Ale nie tylko aspekt finansowy miał tu znaczenie.

- Nauczyciele chcą pozyskać dodatkowe kompetencje, ale też zdają sobie sprawę z tego, że edukacja zdrowotna to jest przyszłość edukacji. Z czasem będą pojawiały się inne problemy i trzeba na nie przygotować kolejne pokolenia, stąd ten przedmiot będzie bardzo ważny – zwraca uwagę Małgorzata Kaliszewska, rzeczniczka Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. - Nawet jeśli konkretnie tego przedmiotu nie będą uczyli, to jego elementy będą mogli wykorzystać na innych lekcjach – dodaje.

Rekrutacja na GUMedzie zaplanowana była do 29 kwietnia, ale limit 30 miejsc zapełnił się błyskawicznie. Już na liście jest 46 osób. - Zanim jeszcze uruchomiliśmy rekrutację, liczba telefonów, maili i pytań o ten kierunek była większa niż liczba miejsc – mówi Kaliszewska. Podobnie było w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Na studia z edukacji zdrowotnej zapisało się 70 osób. Rekrutacja oficjalnie jeszcze trwa, chociaż limit miejsc wynosi 50. - Miejsca wypełniły się zaledwie po dwóch godzinach pierwszego dnia naboru – mówi Marcin Kubat, rzecznik UJ. Uczelnia przyjęła więc zasadę, że przyjmie jednego nauczyciela z danej szkoły. Pierwsze zajęcia odbędą się tu 17 maja, na GUMedzie dzień wcześniej, bo 16 maja.

Redakcja poleca

A jeśli ktoś nie dostał się do Krakowa, to próbował w Rzeszowie. - Odbieramy telefony od nauczycieli nie tylko z Podkarpacia, ale i z Małopolski. Nie udało im się zapisać w swoim regionie, więc pytają, czy u nas są jeszcze wolne miejsca – opowiada Bożena Kamińska-Przybylska z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Ale i tu limit wypełnił się błyskawicznie - gdy 40 przewidzianych miejsc zapełniło się, uczelnia ogłosiła koniec naboru. Pierwsze zajęcia odbyły się tu 5 i 6 kwietnia. - Wciąż niektórzy dzwonią i pytają, czy są jeszcze miejsca – mówi Kamińska-Przybylska.

Nauczyciele biologii, WF, WDŻ...

Studia na każdej uczelni mają trwać trzy semestry i nadać kwalifikacje do nauczania nowego szkolnego przedmiotu – edukacji zdrowotnej. Ale jak słyszymy, na podyplomówki zgłaszają się też nauczyciele, którzy takie uprawnienia już mają. Zgodnie z ustaleniami MEN edukacji zdrowotnej będą mogli uczyć nauczyciele biologii, przyrody, wychowania fizycznego, wychowania do życia w rodzinie, czy psycholodzy.

- Na 60 miejsc mieliśmy 110 chętnych. Większość osób, która zapisała się na edukację zdrowotną, uprawnienia do jej nauki już miała – zauważa Monika Długołęcka z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. - Biolodzy, wuefiści, nauczyciele WDŻ – wylicza Kamińska-Przybylska mówiąc o słuchaczach, którzy zapisali się do Rzeszowa. Nie dziwi się temu Magda, nauczycielka biologii i WDŻ z Łodzi. - Przygotowanie do prowadzenia WDŻ wśród nauczycieli było różne. Nieraz uczniowie przychodzili zniechęceni po podstawówce na ten przedmiot. Często słyszałam: „WDŻ? Uczyliśmy się tylko o przyjaźni”. Chcieli czegoś innego. Żeby dobrze, ciekawie prowadzić taki przedmiot, to trzeba się było dobrze do tego przygotować – mówi biolożka.

Redakcja poleca

Poza tym, jak tłumaczy, na edukacji zdrowotnej nie brakuje zagadnień stricte zdrowotnych. Biologom do nich najbliżej, ale dla innych przedmiotowców nie zawsze są to oczywistości. - Wiele mitów krążyło wokół tego przedmiotu, więc takie studia to też jest dobry sposób na rozwianie wszelkich wątpliwości – dodaje Kaliszewska. Na tym nie koniec, bo nauczyciele zdają sobie też sprawę z tego, że do szkół powoli wkracza niż demograficzny. Uprawnienia do uczenia jak największej liczby przedmiotów przy małej liczbie klas i dzieci pozwolą w przyszłości uzbierać nauczycielom godziny do pełnego etatu.

Stąd na Uniwersytecie Warszawskim na jedno miejsce przypadały niemal trzy osoby (60 miejsc, 158 opłaconych rejestracji). Zdecydowano więc, że o przyjęciu decyduje dodatkowo średnia ocen ze studiów magisterskich. Na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu przewidziano 50 miejsc. Gdy zebrało się dwa razy więcej kandydatów, zakończono nabór. Tu również dodano zapis, że w studiach może brać udział tylko jeden nauczyciel z danej szkoły.

Edukacja zdrowotna za wcześnie?

Studia z edukacji zdrowotnej finansowane przez MEN otwierają jeszcze: Akademia Pedagogiki Specjalnej w Warszawie (50 miejsc), Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (60 miejsc) oraz Uniwersytet w Zielonej Górze (60 miejsc). W sumie na uczelniach rekomendowanych przez zespół ekspertów ds. przygotowania podstawy programowej edukacji zdrowotnej przygotowano łącznie 580 miejsc. Uczelnie w związku z tak dużym zainteresowaniem już pytają MEN, czy będą mogły otworzyć kolejne edycje takiego kierunku. Na razie czekają na deklaracje ze strony resortu.

Zainteresowanie studiami z edukacji zdrowotnej uczelnie niezwykle cieszy, zwłaszcza że perturbacji wokół tego przedmiotu nie brakowało. Nauczyciele i dyrektorzy zwracają uwagę tylko na jeden szkopuł: czas. - Jak zwykle w edukacji coś jest najpierw ogłoszone, a potem realizowane. Tak samo było za czasów ministra Czarnka – komentuje Marcin, nauczyciel m.in. WDŻ z Poznania.

Redakcja poleca

Szefowa MEN o tym, że eksperci oficjalnie rozpoczynają pracę nad tworzeniem programu edukacji zdrowotnej mówiła w kwietniu 2024 roku. Ale już wcześniej zapowiadała, że powstanie taki przedmiot. Rok później, w kwietniu 2025 Katarzyna Lubnauer, wiceszefowa MEN, uczestniczyła w uroczystej inauguracji nowych studiów podyplomowych z zakresu edukacji zdrowotnej w Białymstoku. Uniwersytet jako pierwsza uczelnia podpisał umowę i uruchomił studia. 

- Mają one trwać trzy semestry. Nawet jeśli rozpoczną się one teraz w kwietniu, maju to skończą się za rok – przypomina Marcin. Nowy przedmiot wchodzi do szkół podstawowych i ponadpodstawowych już w najbliższym roku szkolnym, od września 2025 roku. Wiadomo więc, że nauczyciele podyplomówek nie zdążą skończyć. - Nie chodzi o to, że nie będą wiedzieli, jak prowadzić lekcje, bo będą. Tylko żeby zachęcić młodzież do tego przedmiotu, trzeba naprawdę dobrze się przygotować – mówi.

Zwłaszcza, że przedmiot po początkowych zapowiedziach obligatoryjności, będzie jednak fakultatywny. Magda, nauczycielka biologii, ma podobne wątpliwości. Podejrzewa, że przez to edukacja zdrowotna podzieli los WDŻ. Na ten przedmiot chodziło zazwyczaj po kilka osób ze szkoły. Młodzież jeśli miała do wybory wcześniejsze wyjście do domu, czy kolejną lekcję, często nudną, to zazwyczaj wybierała to pierwsze.

Marcin zdaje sobie sprawę z tego, że nowy przedmiot to mnóstwo przepisów dotyczących m.in. kwalifikacji nauczycieli, programów nauczania itd. Zastanawia się jednak, czy takie tempo w tym wypadku było aż tak potrzebne i czy nie lepiej było poczekać rok z wprowadzeniem edukacji zdrowotnej, by zyskać czas na dopracowanie podstawy i doszkolenie się nauczycieli. - Na przygotowanie nowego przedmiotu rok to za mało. Wszystko jest na za pięć dwunasta – stwierdza.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET