Poćwiartował i spalił w piecu kobietę. Roman S. skazany na 5 lat więzienia
Jadwiga K. ze Zdziechowic Drugich została poćwiartowana piłą i siekierą, a później spalona w piecu. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie utrzymał wyrok pięciu lat pozbawienia wolności dla Romana S., partnera Jadwigi. Sędzia uzasadnił decyzję tym, że nie ma dowodów, że mężczyzna przyczynił się do śmierci kobiety, bo spalił ciało.
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie w środę utrzymał w mocy wyrok pięciu lat pozbawienia wolności dla 35-letniego Romana S. Chodzi o sprawę poćwiartowanej i spalonej w piecu 66-letni Jadwigi K. ze Zdziechowic Drugich na Podkarpaciu.
Prokuratura oskarżyła 35-latka, że pobił kobietę i spowodował u niej śmiertelne obrażenia. Sąd uznał, że nie ma na to dowodów, ponieważ mężczyzna spalił ciało. Wobec tego wymierzył oskarżonemu karę tylko za pobicie kobiety, pozostawienie jej na zimnie i znieważenie zwłok. Zarzut niepowiadomienia o przestępstwie postawiono też koledze mężczyzny, 55-letniemu Piotrowi K. Mężczyzna został uniewinniony.
Zdziechowice Drugie. Jadwiga K. poćwiartowana i spalona w piecu
55-latek kilka dni po feralnej imprezie zapytał Romana, gdzie jest Jadwiga. Ten odpowiedział, że ją zabił. Piotr K. poszedł więc do pobliskiego sklepu i poprosił właścicieli, by zawiadomili policję. Sąd uznał, że nie ma żadnych podstaw do twierdzenia, że wcześniej Piotr K. mógł przypuszczać, że Jadwidze K. coś złego się stało i uniewinnił mężczyznę od stawianego mu zarzutu.
Szczegóły sprawy opisał dziennik “Echo Dnia”. Roman S. był przemocowym partnerem Jadwigi K. 35-latek bił kobietę, oboje nadużywali też alkoholu. 10 stycznia 2021 roku w domu ojca Romana S. w Zdziechowicach Drugich odbywała się impreza. Oprócz Romana brał w niej udział jego ojciec Marian, Jadwiga K. i kolega Piotr K. 35-latek pokłócił się z ojcem. Wezwano policję, która sporządziła notatkę, a pijany ojciec wyszedł z domu, by załagodzić sytuację.
Roman S. na sali sądowej
Początkiem tragicznej sekwencji zdarzeń było zmoczenie łóżka przez zamroczoną alkoholem Jadwigę K. Gdy 35-latek to zobaczył, wpadł w szał, zaczął wyzywać partnerkę i uderzył ją tępokrawędzistym narzędziem w brzuch i okolice pośladków. Śledczy uznali, że prawdopodobnie była to łopata.
Według ustaleń śledczych Roman S. wygonił 66-latkę za drzwi. Kobieta upadając, uderzyła głową w schody. Świadkiem tego był przebywający na zewnątrz Piotr K., który wyszedł się wysikać. Mężczyzna zeznał, że Jadwiga K. podniosła się, ale słaniała się na nogach, później ukucnęła obok domu i płakała, zasłaniając twarz.
Na zewnątrz było zimno, panowała temperatura około jednego stopnia Celsjusza, a kobieta była pijana i w samej koszuli, co według sądu jest okolicznością obciążającą 35-latka. - Pozostawienie więc w takich warunkach nietrzeźwego człowieka, jest niewątpliwie narażeniem go na utratę zdrowia, a nawet życia - mówił sędzia referent Tomasz Turbak z Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, cytowany przez “Echo Dnia”. I taki też kolejny zarzut prokuratura postawiła Romanowi S.
Roman S. być może zabił, ale nie ma dowodów
Piotr K. zeznał, że odchodząc widział, że kobieta idzie w kierunku stodoły. Nie dostrzegł natomiast obrażeń na jej twarzy. Śledczy nie byli w stanie w pełni zrekonstruować dalszego przebiegu wydarzeń, bo jedyny świadek, Piotr K., poszedł do domu spać. Roman S. powiedział, że poszedł po kobietę, żeby zabrać ją do domu, ale gdy zorientował się, że nie żyje wpadł w panikę i postanowił pozbyć się zwłok.
Według prokuratury Roman S. poćwiartował ciało i spalił w piecu głowę oraz inne organy. Fragmenty ciała, których nie zdążył spalić, ukrył w kombajnie zbożowym w stodole. Biegli sądowi nie byli więc w stanie ustalić, co było przyczyną zgonu.
Nie można wykluczyć, a nawet jest wysoce prawdopodobne, że Roman S. spowodował u Jadwigi K. inne obrażenia ciała i doprowadził do jej śmierci, być może nawet zarzut zabójstwa byłby tutaj adekwatny. Zgromadzone dowody nie pozwalają jednak na przypisanie mu w tym przypadku winy
Jak podkreślał sędzia, sąd nie może się opierać na przypuszczeniach, ale wyłącznie na dowodach. Istnieje zasada domniemania niewinności, a wszelkie niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.
Sąd Apelacyjny utrzymał wyrok w mocy
Sędzia Zygmunt Dudziński wyjaśnił, że Sąd Apelacyjny uznał Romana S. winnym popełnienia czterech czynów: spowodowanie obrażeń ciała Jadwigi K. przez szarpanie, bicie rękami po ciele i co najmniej siedmiokrotne uderzenie jej twardym tępokrawędzistym, nieustalonym narzędziem, za co otrzymał karę jednostkową jednego roku więzienia.
Drugi czyn, za który S. został skazany przez SA w Rzeszowie to pozostawienie nietrzeźwej kobiety bez odpowiedniego ubrania i z rozbitą głową na zimnie, co naraziło ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub nawet utratę życia i za to wymierzył mu karę jednostkową 2,5 roku więzienia. Za znieważenie zwłok poprzez ich poćwiartowanie i spalenie sąd skazał go na dwa lata pozbawienia wolności. Czwarty czyn, za który został skazany to pobicie Jadwigi K. pół roku wcześniej, przed wydarzeniami ze stycznia 2021. Za co otrzymał jeden rok pozbawienia wolności.
I za te wszystkie czyny Sąd Apelacyjny w Rzeszowie wymierzył mu karę łączną pięciu lat pozbawienia wolności. Wyrok jest prawomocny. Stronom przysługuje kasacja do Sądu Najwyższego.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET