Obserwuj w Google News

Żałoba narodowa w Korei Południowej. Rośnie tragiczny bilans imprezy. "Padali, jak domino"

2 min. czytania
30.10.2022 08:34
Zareaguj Reakcja

Prezydent Korei Południowej Jun Suk Jeol ogłosił w niedzielę żałobę narodową z powodu tragedii w Seulu. W wyniku wybuchu paniki podczas imprezy z okazji Halloween zginęło tam ponad 150 osób. – To było wstrząsające; wszędzie znajdowały się martwe ciała, ratownicy przenieśli je na główną ulicę – relacjonowała w rozmowie z PAP 30-letnia Włoszka.

Korea Południowa, Seul
fot. JUNG YEON-JE/AFP/East News

Jak informowaliśmy na RadioZET.pl, do wybuchu paniki doszło w stromej, wąskiej uliczce w imprezowej dzielnicy Seulu, gdzie tysiące ludzi bawiły się z okazji Halloween. Był to najtragiczniejszy w skutkach przypadek paniki w historii Korei Południowej. Zginęło co najmniej 151 osób.

Wybuch paniki w Seulu. Żałoba narodowa w Korei Południowej

– To naprawdę przerażające, to tragedia i katastrofa, która nigdy nie powinna była się wydarzyć […] Jako prezydent, który jest odpowiedzialny za życie i bezpieczeństwo ludzi, mam ciężar na sercu i z trudem radzę sobie z rozpaczą – powiedział Jun Suk Jeol w przemówieniu do narodu, ogłaszając żałobę narodową.

Redakcja poleca

Premier Han Duk Su wyjaśnił później, że żałoba będzie trwała od niedzieli do przyszłej soboty. Flagi będą opuszczone do połowy masztów, a w centrum Seulu stanie ołtarz, przy którym ludzie będą mogli oddawać cześć pamięci ofiar.

W związku z żałobą narodową w całej Korei Południowej są odwoływane festiwale i parady zaplanowane z okazji Halloween. W całym kraju sklepy zdjęły dekoracje halloweenowe i plakaty ogłaszające różnego rodzaju wydarzenia z tej okazji – powiadomiła agencja Yonhap.

Przerażające relacje świadków tragedii w Seulu

– To było wstrząsające, wszędzie znajdowały się martwe ciała, ratownicy przenieśli je na główną ulicę – relacjonowała w rozmowie z PAP 30-letnia Włoszka, która przebywała w nocy z soboty na niedzielę w pobliżu miejsca, gdzie wybuchła panika.

– Zdaliśmy sobie sprawę, że coś jest nie tak, gdy utknęliśmy w tłumie. Potem zaczęli robić przejście dla ratowników, a wkrótce na wszystkie telefony przychodziły już alerty, żeby unikać tej okolicy – opowiadała kobieta.

"Ludzie napierali w dół na stromej uliczce z klubami, w efekcie inni ludzie krzyczeli i padali, jak domino. Myślałem, że też zostanę zadeptany na śmierć, bo ludzie napierali, nie zdając sobie sprawy, że na początku tłumu inni upadają" – napisał anonimowy świadek na Twitterze. Jego wypowiedź przytoczyła agencja Yonhap.

Redakcja poleca

RadioZET.pl/PAP