`

Polak, który 9 razy był w Korei Północnej. „Na dworcu mieli nasze zdjęcia”

3 min. czytania
05.08.2023 12:39
Obserwuj nas na Google

Od trzech lat Korea Północna pozostaje zamknięta. Dlaczego? - Z jednej strony są to obawy przed konsekwencjami koronawirusa, ale z drugiej to walka reżimu Kima z tzw. klasą średnią – mówi w podkaście „Współrzędne Świata” Emil Truszkowski z kanału Pozdro z KRLD.

Korea Północna
fot. KCNA VIA KNS/AFP/East News (ilustracyjne)

Korea Północna, która i tak należała do najbardziej zamkniętych państw świata, od stycznia 2020 roku nie wpuszcza do kraju nawet własnych obywateli. Jak wyjaśnia Emil Truszkowski – bloger i twórca kanału Pozdro z KRLD – to żadna nowość, że reżim Kim Dzong Una zamyka swoje państwo przed światem. - Do tego dochodziło już wcześniej, np. podczas epidemii SARS – mówi w podcaście „Współrzędne Świata”.

- Oni się obawiają, że niebezpieczne choroby zakaźne siałyby u nich spustoszenie. Opieka medyczna jest tam słaba i brakuje leków – wyjaśnia. Wspomina też o drugim politycznym dnie.

Redakcja poleca

Korea Północna za kulisami

- Im nie zależy specjalnie na tej turystyce. Nie zarabiali na tym aż tak dużo, bo pieniądze pozyskują najwyraźniej z innych źródeł. Dużo mówi się przecież o hakerach północnokoreańskich – podkreśla Truszkowski. Warto zaznaczyć, że w 2019 r. (ostatnim z turystami w Korei Północnej) Pjongjang i inne miejsca w kraju zwiedziło ok. 120 tys. turystów z Chin i 5 tys. z krajów zachodnich. Szacuje się, że budżet reżimu Kim Dzong Una jest szczuplejszy o około 175 mln dolarów z powodu braku turystów.

- Władze również wykorzystują ten czas, żeby pozbyć się też niechcianych elementów w swoim społeczeństwie. Mam na myśli na przykład tzw. klasę średnią, czyli biznesmenów, polityków, urzędników i wojskowych, którzy tworzyli nielegalne prywatne biznesy. Na handlu z zagranicą trzepali gigantyczne pieniądze, które dawały im duże wpływy, czasem wykraczające poza te partyjne – komentuje Truszkowski.

O tym, jak wygląda życie w skansenie stalinizmu, Emil miał okazję wielokrotnie przekonać się na własne oczy. Aż dziewięć razy podróżował do Korei Północnej. - Ostatni raz byłem tam na sylwestra 2019/2020, czyli tuż przed wybuchem pandemii i zamknięciem Korei Północnej na świat. To był normalny wyjazd. Nikt wtedy nie spodziewał się, że Korea zamknie się na wiele lat – wspomina.

Dodaje, że zwiedzanie kraju indywidualnie było możliwe tylko z wycieczką od biura podróży ze zgodą reżimu. - Na miejscu czekali na nas przewodnicy. Jak przyjeżdżał pociąg czy przylatywał samolot, podchodzili do nas, mieli nasze zdjęcia. Wiedzieli, na kogo mają czekać. Była pewna pula miejsc, które można było odwiedzić. Oczywiście nie można było wszędzie pojechać, ale tych miejsc z roku na rok było coraz więcej – mówi Emil Truszkowski.

Jednym z lokalizacji, gdzie była szansa zobaczyć przeciętnych ludzi w Pjongjangu, był supermarket. - Racja, może był on najlepszy w mieście, ale można było tam spotkać normalnych mieszkańców. Nie spędzano tam ludzi specjalnie na naszą wizytę. Często widziałem tam produkty z zagranicy, też te objęte sankcjami z Europy czy Stanów Zjednoczonych – dodaje.

Polak, który podróżował do Korei Północnej

Oczywiście lista miejsc, które mogli zobaczyć goście z zagranicy, była mocno ograniczona. - Nie byłem w miejscach niedostępnych turystycznie. Co ciekawe, przejeżdżałem koło baz i lotnisk wojskowych. Ba, nawet pewnie byłem niedaleko poligonów atomowych, ale oczywiście przewodnicy nam o tym nie mówili – dodaje.

Czy turystyka wspierała północnokoreański program atomowy? - Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Przez ostatnie trzy lata w Korei Północnej nie było ani jednego turysty i w tym samym czasie przeprowadzono tam najwięcej testów nowej broni. Oni wcale nie potrzebują turystów, żeby budować rakiety – argumentuje gość podcastu „Współrzędne Świata”.

Emil Truszkowski obecnie mieszka w Japonii, gdzie narasta zaniepokojenie z powodu konsekwencji wojny w Ukrainie, agresywnych planów Chin i nieprzewidywalnej polityki Korei Północnej. W ostatnich miesiącach również doszło do uruchomienia alarmów przeciwlotniczych z powodu testów rakietowych reżimu Kima.

- Tak, jak mieszkańcy Korei Południowej, my w Japonii jesteśmy już trochę przyzwyczajeni do niesfornego sąsiada. Nie jest tak, że każdy z samego rana martwi się północnokoreańskimi rakietami. Przecież nie zaatakują tak nagle Japonii i nie zrobią desantu. Japończycy bardziej obawiają się Chin, które są o wiele większym zagrożeniem – podsumowuje.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET