Zamknij

Śmierć 37-latki w bliźniaczej ciąży. Znicze pod TK. "Pisowscy mordercy zgotowali jej agonię"

26.01.2022 22:10
TK
fot. Paweł Wodzyński/East News

Kilkadziesiąt osób przyszło w środę wieczorem pod siedzibę Trybunału Konstytucyjnego, by okazać solidarność z rodziną Agnieszki. 37-latka, która była w bliźniaczej ciąży, zmarła 25 stycznia. Bliscy kobiety oskarżają lekarzy, że zwlekali z usunięciem obumarłych płodów, przez co pacjentka zachorowała na sepsę i zmarła. 

Śmierć ciężarnej Agnieszki T. wywołała powszechne oburzenie. 37-latka w bliźniaczej ciąży zmarła 25 stycznia w szpitalu w Blachowni - prawdopodobnie - w wyniku sepsy. Rodzina oskarża o jej śmierć lekarzy, którzy zwlekali z usunięciem obumarłych płodów.

Śmierć Agnieszki w bliźniaczej ciąży. Oświadczenie i protest pod TK

Bliscy Agnieszki twierdzą również, że przyczyną zaniechać ze strony medyków był wyrok Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej z 22 października 2020 roku, który znacznie ogranicza możliwości dokonywania aborcji w Polsce. Tragedia ta przypomina również bulwersującą historię 30-letniej Izabeli z Pszczyny, która zmarła we wrześniu 2021 roku na sepsę. Wówczas lekarze przyjęli postawę wyczekującą i nie zdecydowali się na zabieg usunięcia ciąży, mimo stwierdzonej wcześniej wady płody. 

Po godz. 18 pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego przy al. Szucha w Warszawie zgromadziło się kilkadziesiąt osób. Przynieśli kwiaty, zapalili znicze. Pojawiły się również transparenty z napisami, m.in.: "Ani jednej więcej", "zakaz aborcji zabija", "nigdy nie będziesz szła sama" czy "faszystowski rząd morduje kobiety".

Wcześniej Strajk Kobiet opublikował w mediach społecznościowych nagranie oświadczenia siostry Agnieszki. - Do końca miałam nadzieję, że z tego wyjdzie. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Do szpitala idzie się po to, żeby dostać pomoc, a nie, żeby umrzeć. Jak jest się w ciąży, to powinno się mieć jeszcze lepszą opiekę. Siostra spędziła święta w szpitalu, pożegnałam się z nią w ostatniej chwili. Aż zgasła - oświadczyła. 

- Bardzo potrzebujemy sprawiedliwości i będziemy jej szukać. Złożyliśmy skargę do Rzecznika Praw Pacjenta i zawiadomienie do prokuratury. Chcemy uczcić pamięć mojej ukochanej siostry i ochronić inne kobiety w Polsce od podobnego losu - dodała pani Wioletta. 

Pod budynkiem przemawiała także m.in. liderka Strajku Kobiet Marta Lempart. - Wszyscy i wszystkie mamy poczucie klęski. Protesty przeciwko zakazowi aborcji w 2020 nie dotyczyły abstrakcyjnego kształtu prawa, tylko ludzkiego życia. To były protesty przeciw skazywaniu na śmierć. Tym razem Agnieszka. Zakazem aborcji pisowscy mordercy zgotowali jej agonię w męczarniach i śmierć - mówiła.

Pojawiły się również posłanki Lewicy: Magdalena Biejat i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. - Kiedy zmarła pani Iza z Pszczyny, też krzyczałyśmy "Ani jednej więcej". I wiedziałyśmy już wtedy, że nie to było życzenie, które nie miało szansy się spełnić. Bo tak długo jak nad lekarzami, którzy podejmują decyzję o aborcji, wisi groźba więzienia, tak długo zakaz aborcji będzie zabijał - mówiła Dziemianowicz-Bąk, cytowana przez "Gazetę Wybiorczą". - W tej chwili tylko nacisk społeczny jest w stanie zmienić prawo w sprawie aborcji. Dlatego tym bardziej chciałam podkreślić, jak wielką odwagą wykazała się rodzina pani Agnieszki, mówiąc publicznie o jej śmierci - dodała Biejat.

Śmierć Agnieszki. Rodzina oskarża szpital w Częstochowie

37-letnia Agnieszka trafiła do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie pod koniec grudnia ubiegłego roku, gdy była w pierwszym trymestrze bliźniaczej ciąży bliźniaczej, z powodu wymiotów oraz nasilających się bóli brzucha.

Według ekspertyzy lekarskiej dwa dni później zmarł pierwszy z bliźniaków, drugi zaś 29 grudnia. Przez ten czas płody cały czas znajdowały się w organizmie kobiety - usunięto je dopiero 31 grudnia. Lekarze zwlekali bowiem z usunięciem ciąży aż do obumarcia drugiego płodu.

Stan pacjentki pogorszył się po Nowym Roku. Zdaniem rodziny zachorowała na sepsę, na co miała później wskazywać podwyższona liczba białek CRP w organizmie (o 100 jednostek więcej niż norma). Krewni oskarżają jednak częstochowski szpital o utrudnianie im kontaktu z Agnieszką oraz dostępu do dokumentacji medycznej. 23 stycznia doszło do zatrzymania akcji serca 37-latki. Udało się ją uratować, po czym przewieziono ją do szpitala w pobliskiej Blachowni, gdzie dwa dni później zmarła. 

Dyrekcja opublikowała oświadczenie ws. śmierci pani Agnieszki, w którym zapewniła, że lekarze postępowali zgodnie z procedurami, a stan pacjentki pogorszył się po zakażeniu koronawirusem. Placówka zaprzeczyła również jakoby utrudniała rodzinie kobiety kontakt z nią. "Szpital podjął w tym zakresie działania przy zachowaniu obostrzeń wynikających z pandemii, które pomogły w kontakcie rodziny z pacjentką" - czytamy w komunikacie. 

RadioZET.pl/Gazeta.pl/wyborcza.pl/Twitter/PAP

C