Zamknij

Krzysztof Daukszewicz: Chciałbym polubić władzę, ale nie potrafię

Jakub Plecha
05.05.2021 16:00

- Lewica się jeszcze zdziwi, jak duży jest nocnik, w który włożyli swoje małe rączki. Na 80 proc. jestem pewny, że jest duży - tak głosowanie nad Funduszem Odbudowy ocenił Krzysztof Daukszewicz. Jak stwierdził, Prawo i Sprawiedliwość to nie jest partia, która dotrzymuje obietnic, a najbardziej lubi je łamać. Krzysztof Daukszewicz powraca z nową książką - "Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska". Znany satyryk podpatruje naszą rzeczywistość i ją komentuje. "Czasem złośliwie, czasem dobrodusznie, ale zawsze dowcipnie i szczerze" - zachęca. Bo jak mówi Sasza Żejmo z kabaretu Jurki: "Tylko trzy rzeczy nie potrafią kłamać: dzieci, leginsy i… MENELE!".

- Kiedy skończyła się komuna to wiele osób mówiło, że skończy się satyra. Jednak ja wiedziałem, że tak się nie stanie - mówił Krzysztof Daukszewicz w Radiu ZET. Satyryk w popołudniowej odsłonie gościa Radia ZET odniósł się do bieżącej sytuacji politycznej, ale i upadku komunizmu - Wtedy Lech Wałęsa zaczął jeździć z tym dużym długopisem i Matką Boską w klapie marynarki. Solidarność zaprosiła go do teatru na Targówku. Stałem za kolumną i oglądałem całą tę euforię. Podszedł do mnie dyrektor teatru Marian Jonkajtys i stwierdził, że roboty mi nigdy nie zabraknie - dodał.

Prowadząca program Beata Tadla zapytała satyryka czy z koronawirusa i pandemii można żartować - Oczywiście, w tych czasach potrzebujemy jakiegoś wentyla, który pozwoli na zejście napięcia - mówił Krzysztof Daukszewicz. Jak stwierdził, z tego względu ukazała się również jego najnowsza książka - “Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska”. - Jest w niej bardzo mało polityki. Zbierałem opowieści o menelach, które lekko podrasowałem. Sienkiewicz napisał trylogię i też chciałem to zrobić. Może moja książka to nie “Ogniem i Miecze”, ale potop to już tak - dodał.

- W tej książce jest kilka mądrości życiowych. Właściwie to są takie trzy główne. “Śniadanie na kacu jest jak przeszczep, może się nie przyjąć”, “nieważne, co byś robił i tak znajdzie się ktoś, kto zarabia więcej”, no i trzecie to słowa Joanny Lichockiej, która jest specjalistką od pokazywania znaku pokoju środkowym palcem: Może to są fakty, ale to nie jest prawda - tak o swojej najnowszej książce mówił satyryk Krzysztof Daukszewicz w programie “Gość Radia ZET”.

Pytany czym jest tytułowa logika białoruska odpowiada: - To szalenie zaskakujące twierdzenie, które wykracza poza moją wyobraźnię. To samo dotyczy też “winy Tuska”. Kiedyś przeczytałem ogłoszenie, które brzmiało: “WC nieczynne - zapraszamy do grilla”.

- Masz swojego ulubionego polityka? - pytała Beata Tadla.

- Oczywiście, nawet kilku. Zdecydowanie prym wiedzie pan Marek Suski, bo z jego słów można tworzyć legendy. Na drugim miejscu jest pan Antoni Macierewicz. Kiedyś nawet napisałem o nim epitafium: Tu pod złamaną brzozą, na wysokiej skale spoczywa Antoni Macierewicz przygnieciony karakalem” - odpowiedział satyryk.

Środowy gość Radia ZET stwierdził, że żartuje z polityków różnych partii. - Są politycy barwni i mdli. Jednak opozycja należy do tej drugiej kategorii. Oni nic nie wnoszą. Co może wnieść Borys Budka? Jego słuchają tylko kury, kaczki i psy, bo jak tylko zaczyna mówić to słychać, że ktoś szczeka w tle - ironizował Krzysztof Daukszewicz. 

Beata Tadla pytała również o bieżącą sytuację polityczną w Polsce i głosowanie ws. Funduszu Odbudowy. - Lewica się jeszcze zdziwi, jak duży jest nocnik, w który włożyli swoje małe rączki. Na 80 proc. jestem pewny, że jest duży - ocenił Krzysztof Daukszewicz. Jak stwierdził, Prawo i Sprawiedliwość to nie jest partia, która dotrzymuje obietnic, a najbardziej lubi je łamać.

Mówią, że jestem satyrykiem lirycznym, a nawet łagodnym

- Stefan Niesiołowski, kiedyś mi uratował życie. Pod koniec lat 60, zorganizowaliśmy festiwal piosenki antyradzieckiej. Wykonano o tym 18 piosenek. UB zwinęłoby nas na bank. Wygrała ballada o Gagarinie, “Szkoda, że w noc kwietniową, ciągnąc za sobą smród spalin, w kosmos wyleciał nie cały związek a jeden Gagarin. A jak uratował nas pan Niesiołowski? Kiedy zaczynaliśmy ten koncert, Niesiołowski urwał nogę Leninowi w Poroninie i całe UB szukało tej nogi - opowiadał Krzysztof Daukszewicz.

Pytany czy satyryk ma jakieś granice wolności słowa odpowiada: - Nie śmiałem się jedynie z Jana Pawła 2. Kilka żartów na jego temat opowiedziałem, ale były to bardzo dobrotliwe dowcipy. To jest ten jeden wyjątek, bo tak to śmieję się ze wszystkiego i wszystkich.

- Wolałbym wymyślać mniej śmieszne opowiadania, ale żeby politycy byli mądrzy. Zależy mi na przyszłości moich wnucząt. Chciałbym żeby żyły w kraju mądrym spokojnym i bezpiecznym - mówił Krzysztof Daukszewicz. Jak przyznał satyryk, kraj jest piękny, ale nie mamy szczęścia do polityków. - Chciałbym polubić władzę. Jedyną, którą lubiłem był rząd Tadeusza Mazowieckiego. Wszystko było autentyczne i ludzie przeżywali zmiany. Z każdą kolejną władzą było coraz gorzej - dodał.

RadioZET.pl