Zamknij

Dziennikarz sportowy kontra reżim Łukaszenki. "A Sasza wyjdzie?"

09.08.2021 06:00
Alaksander Iwulin
fot. Instagram/@a_ivulin

Dopóki milczysz, jesteś bezpieczny. Reżim Łukaszenki surowo karze wszystkich, którzy łamią tę zasadę. Brutalnie przekonał się o tym youtuber i dziennikarz sportowy Alaksander Iwulin.

Fragment rozdziału autorstwa Katarzyny Kopeć-Ziemczyk i Piotra Drabika z książki "Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki" (Wydawnictwo Adam Marszałek), zawierającej 20 reportaży o białoruskich dziennikarzach napisanych przez 29 reporterów z Polski.

Był 3 czerwca 2021 roku. Zawodnicy Krumkaczy Mińsk, klubu piłkarskiego grającego w pierwszej lidze (druga klasa rozgrywkowa), spotkali się na treningu. Na liście obecności zabrakło Alaksandra Iwulina, napastnika zespołu, a zarazem dziennikarza sportowego i youtubera. Szybko okazało się, że jego absencja nie była związana ze zdrowiem.

Tego samego dnia po godzinie trzynastej ubrani po cywilnemu mężczyźni, w tym niejaki Maksim Dziomin, weszli do mieszkania Iwulina. O tym, że nie byli to akwizytorzy, świadczyły kominiarki na głowach. Dokładnie przeszukali mieszkanie. Pytali sąsiadów, czy będą zeznawać przeciwko Iwulinowi. Trzy godziny później piłkarz i dziennikarz wyszedł skuty kajdankami, wsiadł do samochodu w towarzystwie „akwizytorów" i pojechał w nieznanym mu kierunku.

Razem z Iwulinem zatrzymano Jarasłaua Pisarenkę, operatora i byłego dziennikarza telewizji państwowej. Pisarence udało się zadzwonić do bliskich i powiedzieć, że trafi do aresztu przy ulicy Akrescina, owianego złą sławą ze względu na torturowanie uczestników protestów. W tle było słychać głos Iwulina. - O Akrescina można usłyszeć same smutne historie. Jeden z moich rozmówców opowiadał, że w dziesięcioosobowej celi stłoczono setkę zatrzymanych. Ludzie byli traktowani jak jeńcy wojenni, trzymani bez jedzenia i wody przez kilka dni – opowiada Anton Trafimowicz, dziennikarz freelancer.

Dzień po zatrzymaniu Iwulin i Pisarenka stanęli przed sądem. Zarzut: wywieszenie w oknie mieszkania biało-czerwono-białej flagi, która jest uznawana przez władze za symbol ekstremistyczny.

Iwulin zauważył, że funkcjonariusz, wchodząc do jego mieszkania, nie mógł widzieć okna, o którym mówił. Dla sądu te wyjaśnienia nie miały jednak znaczenia. Po kilku godzinach decyzja: winny, trzydzieści dni aresztu. To nie był jego pierwszy wyrok. Już w listopadzie 2020 roku został zatrzymany podczas wiecu, a półtora miesiąca później sąd orzekł wobec niego karę grzywny w wysokości 810 rubli (1215 złotych).

Sierpień zmienił wszystko

Alaksandr Iwulin jest jednym z najpopularniejszych białoruskich blogerów sportowych. Jego kanał „CzestnOK” na YouTubie (po rosyjsku “czestno” znaczy „uczciwie”) obserwuje ponad siedemdziesiąt dwa tysiące subskrybentów, a na Instagramie – dwadzieścia dwa tysiące użytkowników.

Publikowane filmy dotyczyły przede wszystkim futbolu. Pod koniec marca 2021 roku Iwulin rozpoczął projekt “A Sasza wyjdzie?”, który przedstawił jako pierwsze reality show o tym sporcie. W ramach eksperymentu rozpoczął karierę piłkarską w klubie Krumkaczy Mińsk i na bieżąco ją relacjonował.– Zawsze marzyłem, żeby zostać piłkarzem. Grałem na poziomie lokalnym, ale nie przeszedłem na zawodowstwo. Wybrałem zawód dziennikarza, żeby przynajmniej pisać i rozmawiać o piłce nożnej – tłumaczył Iwulin po powołaniu do zespołu Krumkaczy. Program przerwało zatrzymanie z 3 czerwca.

Jak dla wielu rodaków, również dla niego punktem zwrotnym okazał się sierpień 2020 roku. Dwudziestoośmioletni wówczas dziennikarz poczuł, że nie chce już opowiadać tylko o piłce. Polityka z całą brutalnością odcisnęła piętno także na świecie sportu, ale większość piłkarzy nie udźwignęła roli liderów społecznych. Nieliczni zawodnicy, którzy wzięli udział w protestach i zostali za to ukarani, pojawiali się na kanale Alaksandra.

Rozmowę z Siarhiejem Padalinskim, pobitym na ulicy Akrescina, wyświetlono do tej pory ponad trzysta sześćdziesiąt tysięcy razy. To najchętniej oglądane wideo w kanale „CzestnOK”. Na kolejnych miejscach też znajdują się rozmowy z represjonowanymi zawodnikami. Nic dziwnego, że Iwulin zwrócił na siebie uwagę aparatu represji.

– Jesteś bezpieczny, dopóki milczysz. Nawet jeśli niektórzy hokeiści nie zgadzają się z polityką państwa, to i tak nie będą wyrażać swoich opinii, bo ich kariera zależy od dotacji państwa dla drużyn hokejowych – wyjaśnia Trafimowicz.

Po sierpniu ubiegłego roku świat sportu przestał być ślepy na działania Łukaszenki. Od Białorusi odwróciły się międzynarodowe federacje. Odebrano jej mistrzostwa świata w pięcioboju nowoczesnym, mistrzostwa Europy w kolarstwie torowymi mistrzostwa świata w hokeju na lodzie. Nikt nie chciał kojarzyć się z represjami, które dotknęły m.in. piłkarzy Krumkaczy.

Kibice nie zapomnieli o Saszy

Od momentu zatrzymania Iwulina odbyło się kilka happeningów w jego obronie. Ich symbolem stała się biała koszulka z numerem 25, z którym Alaksandr występował na boisku. Podczas meczu Krumkaczy ze Słonimem-2017, rozgrywanego trzy dni po zatrzymaniu Iwulina, w dwudziestej piątej minucie kibice mińskiego klubu pokazali białe kartki z tą liczbą i skandowali: „A Sasza wyjdzie?”.

Jarasłau Pisarenka wyszedł z aresztu 19 czerwca po piętnastu dniach odsiadki. – Przez pierwsze pięć dni byliśmy z Saszą. W drugiej części odsiadki wszystko było w porządku. Były materace i pościel. Czasami w celi było dużo ludzi. Ale generalnie nie chcę komentować tych kwestii – opowiadał w rozmowie z serwisem Tribuna.

Iwulin miał wyjść na wolność 3 lipca. Nie wyszedł. Dzień wcześniej przypadał akurat światowy dzień dziennikarza sportowego, a Iwulin usłyszał nowy zarzut organizacji lub udziału w działaniach poważnie naruszających porządek publiczny, za co grożą mu trzy lata pozbawienia wolności.

- Ponieważ Sasha Ivulin przebywa w więzieniu, cała społeczność sportowa będzie nadal walczyć - powiedziała 29 lipca Swietłana Cichanouska, liderka białoruskiej opozycji.

9 sierpnia ukazała się książka "Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki" (Wydawnictwo Adam Marszałek) pod redakcją Arlety Bojke i Michała Potockiego. Zawiera 20 reportaży o białoruskich dziennikarzach represjonowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki po wybuchu protestów w sierpniu 2020 r. Ich sylwetki napisało 29 reporterów z Polski z różnych redakcji m.in. TVP, TVN24, Polskiego Radia, "Newsweek Polska" i Radio ZET. Partnerami książki jest m.in. białoruski i polski Press Club.

Dochód ze sprzedaży książki trafi do Informacyjnego Biura Białoruś w Fokusie, które przeznaczy pieniądze na pomoc represjonowanym dziennikarzom. Prowadzona jest zbiórka na wsparcie białoruskich reporterów pod adresem:  pomagam.pl/partyzanci. 

Partyzanci
fot. Wyd. Adam Marszałek

RadioZET.pl