Zamknij

Fereshte uczy uchodźców angielskiego i tego, czym jest nadzieja

10.10.2020 09:52
Fereshte, 17-latka z Afganistanu, uczy w Grecji migrantów angielskiego
fot. Piotr Drabik/RadioZET.pl

Fereshte jest przekonana, że jako kobieta musi być tak silna, jak mężczyzna. Powinna poradzić sobie w każdej sytuacji. Dlatego w obozie dla uchodźców 17-latka z Afganistanu nie czeka na pomoc - sama ją organizuje.

Długie rzędy białych kontenerów, namioty poupychane w każdym możliwym miejscu i pokryte żwirem ścieżki. Od ponad pół roku tak wygląda najbliższa okolica Fereshte. Po krótkim spacerze w końcu trafiamy na jeden z białych kontenerów. W ciasnym pomieszczeniu siadamy przy dwóch stołach. Na ścianach plakaty z alfabetem greckim i angielskim.

Obok tablicy stoi niewielka półka z książkami. Wśród nich jedna z części Harry’ego Pottera i podręczniki. - Interesowałam się angielskim od dzieciństwa. Wszystko zaczęło się od oglądania filmów w tym języku – opowiada 17-latka. Na twarzy dziewczyny z czarnymi włosami zakrytymi chustą rysuje się uśmiech. Rozmawiamy w sali lekcyjnej, gdzie Fereshte uczy migrantów angielskiego – dzieci, nastolatków i dorosłych. Dla niektórych to pierwsze zetknięcie z edukacją, od kiedy trafili do Grecji.

- Uczę angielskiego w obozie na trzech poziomach. Aby prowadzić lekcje, musiałam dostać zgodę od greckich urzędników i IOM (Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji – przyp. red.). Na podstawowym poziomie ludzie uczą się alfabetu i podstawowych słów. Nie biorę za to żadnych pieniędzy – podkreśliła. 

Fereshte
fot. Piotr Drabik/RadioZET.pl

"Moje bohaterki? Mama i siostra"

W obozie dla uchodźców Malaksa, oddalonym o około 30 kilometrów na północ od Aten, nie ma zbyt wiele powodów do radości. Ponad 1600 osób, głównie z Afganistanu, jest stłoczonych na niewielkim terenie sąsiadującym z grecką bazą wojskową. To, dlatego ten obszar jest zamazany na mapach satelitarnych. Dziennikarze i inni goście nie są tutaj mile widziani. Wyjątkiem są zaproszenia od jednego z mieszkańców obozu. Pomimo że ośrodek znajduje się przy ruchliwej drodze, nikt nie może tutaj trafić przypadkiem.

Zobacz także

Praktycznie w każdym możliwym miejscu uchodźcy rozbijają prowizoryczne namioty. Ci, którzy mają szczęście mogą zostać w kontenerach. Są to głównie migranci, którzy czekają na główną rozmowę w sprawie przyznania statusu uchodźcy. Z powodu dużej liczby chętnych i ograniczonych możliwości greckich urzędników, są zmuszeni nawet latami czekać na to spotkanie. Fereshte ma je zaplanowane dopiero na 2023 roku. Do tego czasu musi zostać w Malakasie.

Nastolatka nie wie, co wydarzy się do tego momentu. Nie daje po sobie poznać obaw rodzących się w jej głowie. Jak podkreśla - jako kobieta - musi być tak silna, jak mężczyzna. Musi poradzić sobie w każdej sytuacji. Dla niej życiowymi bohaterkami są mama i siostra. To z nimi podjęła próbę dostania się do Europy. Jej rodzina pochodzi z Afganistanu. Kiedy Fereshte była małą dziewczynką, ojciec zginął w zamachu terrorystycznym przeprowadzonym przez Talibów. Jechał wtedy do stolicy kraju, Kabulu.

- Zgodnie z miejscową tradycją, żona po śmierci męża musi poślubić jego brata. Moja mama nie chciała tego zrobić – wspomina. Poza tym kobieta samotnie wychowująca dzieci w Afganistanie nie może liczyć na żadne wsparcie. Dlatego rodzina Fereshte uciekła do Iranu, ale nie została tam w komplecie. Brat i siostra dziewczyny podjęli próbę wyjazdu do Szwecji, gdzie obecnie mieszkają. – Dodatkowo jeden z moich braci był deportowany z Iranu do Afganistanu. Nie mamy z nim kontaktu. Nie wiemy, co się z nim dzieje – dodała.

Żyjąc w Europie trudno pojąć, jak wygląda codzienność dla mieszkańców Afganistanu. Praktycznie od 40 dekad kraj w środkowej Azji wpada od jednej wojny domowej w drugą. Interwencja wojsk USA i ich sojuszników w 2001 roku nie przyniosła pokoju. Mają to zmienić rozmowy pokojowe pomiędzy talibami (sunnici fundamentaliści islamscy) a amerykańskim rządem. Mimo to wciąż ludzie giną w zamachach terrorystycznych, a przeciwnicy talibów nie mogą czuć się bezpieczni nawet po ucieczce z Afganistanu.

Około 90 proc. mieszkańców żyje za 2 dolary dziennie. Dostęp do edukacji jest bardzo ograniczony, zwłaszcza dla kobiet. Ze względu na tradycję większość małżeństw jest aranżowana przez rodziny młodej pary. Sprawców gwałtów są bezkarni, a ofiary muszą drżeć o woje życie.

"Bóg mi pomaga być wsparciem dla innych"

W końcu w Iranie została Fereshte ze starszą o 9 lat siostrą i mamą. Wdowa ciężko pracowała, aby utrzymać rodzinę. Po powrocie z pracy często od razu zasypiała ze zmęczenia. Odbiło się to na jej zdrowiu – ma m.in. problemy z sercem oraz cukrzycę. Dużą cześć wychowania Fereshte wzięła na siebie starsza siostra. Nastolatka jest jej za to ogromnie wdzięczna. Iran nie okazał się dla jej rodziny ziemią obiecaną. Fereshte nie może ujawnić bezpośredniego powodu wyjazdu do Europy. Media społecznościowe i plotki przekazywane pocztą pantoflową wśród innych uchodźców sprawiają, że nawet daleko od ojczyzny migranci muszą żyć w ciągłym zagrożeniu.

Zobacz także

- Próbowaliśmy się dostać z Turcji do Grecji siedem razy. Turecka policja nas zatrzymywała i biła. Byłyśmy kompletnie zrezygnowane. Powiedziałyśmy sobie: jeśli za siódmym razem by się nie udało, to wracamy do Iranu – opowiada nastolatka. Kiedy trafiły na grecką wyspę Lesbos (oddalona ok. 20 km od tureckiego wybrzeża – przyp. red.) we wrześniu 2019 roku myślały, że w końcu los się do nich uśmiechnął.

- Byłyśmy zadowolone i pełne nadziei, że w końcu się udało. Jednak od ludzi na miejscu usłyszeliśmy: witajcie w piekle. Nie rozumiałyśmy wówczas, co mieli na myśli – wspomina. Tym piekłem była Moria – największy w Europie obóz dla uchodźców, oficjalnie funkcjonujący jako miejsce recepcyjne dla migrantów. To oznacza, że cudzoziemcy mieli w nim zostać tylko na chwilę, do czasu rozpatrzenia ich wniosków o ochronę międzynarodową. W praktyce większość zostają latami praktycznie bez wsparcia.

- W kolejce do toalety trzeba czekać 40 minut. Kolejne 2-3 godziny do łazienki, a do jedzenia nawet 4-5 godzin. Czasami woda, która była dystrybuowana, nie nadawała się do picia. Gdzie ci ludzie mieli znaleźć czas na naukę czy myślenie o innych rzeczach? – pyta Fereshte. Duża część uchodźców w Morii mieszkała w prowizorycznych obozowiskach i padała ofiarami przemocy – ze strony policjantów i strażników, jak i innych migrantów.  

Fereshte
fot. Piotr Drabik/RadioZET.pl

Większość uchodźców nie zna nawet kilku słów po angielsku, a co dopiero po grecku. Bariera językowa utrudnia przetrwanie w nowych warunkach. - Widziałam, że w Morii ludzie naprawdę nie mieli co robić. Nie mogłam na to patrzeć, jak wiele dzieci tam cierpi. Być może część z tych problemów udałoby się rozwiązać, gdyby znali choć kilka słów po angielsku. Postanowiłam, że zacznę uczyć ludzi – podkreśliła 17-latka. Po chwili dodała: - Jeśli zrobisz małą dobrą rzecz teraz, to może ona mieć wielkie konsekwencje w przyszłości. Tego właśnie nauczyłam się od mojej mamy.

Jak wspomina, lekcje odbywały się w bardzo trudnych warunkach. Często nie było prądu, a nauka czasami prowadzona była po zmierzchu. Jako oświetlenie uczniowie używali latarek w smartfonach. - Kiedy po kilku miesiącach widziałam postępy wśród moich uczniów i jak pomagali innym, naprawdę mnie to uszczęśliwiało – dodała. Po kolejnych pożarach w Morii jesienią 2019 roku, Fereshte dostała gazem łzawiącym od greckich policjantów. Potem pojawiły się bóle głowy, które stawały się nie do zniesienia. Miejscowi lekarze bagatelizowali jej objawy. W końcu z mamą i siostrą udało jej się wydostać z Lesbos. Najpierw trafiły najpierw do Aten, a potem do Malaksy.

To o wiele mniejszy obóz niż Moria, ale sytuacja uchodźców jest tutaj również dramatyczna. Nie tylko dzieci odcięte są od edukacji. Na ponad tysiąc mieszkańców obozu jest tylko jedna 6-osobowa klasa, która raz w tygodniu ma naukę greckiego. Fereshte po raz kolejny postanowiła, że weźmie sprawy w swoje ręce. Zwróciła się do administracji obozu o zgodę na prowadzenie lekcji angielskiego.

Zobacz także

- Moi zagraniczni przyjaciele, którzy chcą pomóc, wysyłają mi zeszyty, książki czy przybory do pisania. Mój kontener jest pełny tego wszystkiego – mówi z uśmiechem nastolatka. - Bóg pomaga mi być wsparciem dla innych. Nie robię na to dla sławy czy rozpoznawalności – chcę dać ludziom coś praktycznego.

"Jeśli będziemy cierpieć bardziej - zginiemy"

Fereshte nie mogła prowadzić lekcji w swoim kontenerze, gdzie mieszka razem z siostrą i inną rodziną. W sumie siedem osób. Siedząc na piętrowym łóżku nastolatka wyciąga małą reklamówkę. Znajdują się w niej największe skarby. Nastolatka po kolei pokazuje zeszyty z notatkami, własny malunek przepołowionego serca z napisem „Broken” czy ulubione książki. Z dumą trzyma w rękach egzemplarz „Becoming. Moja historia” Michelle Obamy oraz „To ja, Malala” Malali Yousafzai. Oczywiście po angielsku. Rozmawiając z Fereshte nie sposób uciec od losów Pakistanki nagrodzonej pokojowym Noblem, która cudem uniknęła śmierci od talibów za walkę o prawa kobiet i dostęp do edukacji.   

Fereshte
fot. Piotr Drabik/RadioZET.pl

- Popatrzcie na Malalę – dostała szansę i skończyła studia filozoficzne na Oxfordzie – podkreśla 17-latka. Fereshte marzy, aby zostać lekarzem albo prawnikiem. Pomagać tym, którzy cierpią i są ofiarami niesprawiedliwości. Jednocześnie nie chce stać w pierwszym rzędzie, być rozpoznawalną. - Pewnie w zupełnie innych czasach i miejscu nie zabierałabym głosu. Preferuję prowadzenie spokojnego życia w czasach pokoju. Dopóki jestem w Grecji, chcę uczyć ludzi. Nie wydaje mi się, że mam wystarczająco dużo energii, aby być głosem wszystkich uchodźców – mówi szczerze. Nie ukrywa, że gdy jest ciężko, spędza wiele nocy płacząc w łóżku.

Jej najnowszym zmartwieniem jest sytuacja matki. W drodze do Niemiec, aby spotkać się z bratem, została zatrzymana przez polską policję. Została zamknięta w ośrodku dla cudzoziemców, zabrano jej telefon komórkowy, a z córkami może rozmawiać raz dziennie w obecności funkcjonariuszy. Fereshte ma tylko jeden cel – znów być razem, z mamą. Nawet w Polsce, gdzie zbyt wielu migrantów  z Afganistanu, a uchodźcy są traktowani jak obcy.   

- Chcę powiedzieć do nastolatków i innych ludzi na Zachodzie: człowieczeństwo sprawia, że nasze dusze są bogatsze. My, uchodźcy, cierpimy bardzo i jeśli będziemy cierpieć więcej, zginiemy. Przybiliśmy tutaj, żeby uratować swoje życie. Dla wielu z nas ciepły prysznic jest rzeczą praktycznie niedostępną – mówi szczerze młoda Afganka.

Fereshte nie traci czasu. Kiedy tylko może spotyka się ze swoimi rówieśnikami w innych obozach. Odwiedza swoich przyjaciół, których poznała na Lesbos, a teraz są rozsiani po całej Grecji w różnych ośrodkach. Dodaje otuchy, motywuje do nauki angielskiego, spędza z nimi czas.

Zobacz także

Ponadto Fereshte jest wolontariuszką grupy Moria Corona Awareness Team, która informowała mieszkańców Morii o zagrożeniu pandemią koronawirusa i rozdawała środki ochrony osobistej. Nie wiadomo, kiedy Fereshte odwiedzi znajomych na Lesbos. Zaledwie tydzień po naszym spotkaniu obóz dla uchodźców Moria doszczętnie spłonął. Ponad 13 tys. osób straciło skrawki normalności, które mieli na greckiej wyspie.    

Fereshte obiecuje, że kiedy już będzie bezpieczna, chce wrócić do Grecji i nadal pomagać innym uchodźcom. – „Jeśli inni Cię złamią, to będziesz złamana” – zawsze mi powtarzała mama – mówi 17-latka.

Książki, zeszyty, flamastry, długopisy, palety na zbudowanie sal lekcyjnych. To wszystko może się przydać, aby Fereshte i jej przyjaciółka Parwana mogły prowadzić lekcje dla obozach uchodźców. Zbiórkę na rzecz ich inicjatywy można na stronie pomagam.pl/dziewczynyzmorii.

Artykuł powstał dzięki wsparciu Minority Rights Group International.

RadioZET.pl