„Obowiązkowe promocje w sklepach”. Zaskakujący sposób „walki” z inflacją
Najpierw limity cen na podstawowe produkty spożywcze, teraz obowiązkowe promocje nakazane przez władze. Rząd Orbana siłą chce zdusić inflację, która oficjalnie sięga na Węgrzech niemal 20 proc.
Inflacja w Polsce wciąż utrzymuje się na dwucyfrowym poziomie i jest dwa razy większa od średniej w strefie euro. Pocieszeniem jest jednak fakt, że pod względem sposobów walki z drożyzną daleko nam do Węgier.
"Obowiązkowe promocje" w sklepach
Z danych Eurostatu wynika, że czerwcowa inflacja w Polsce sięgnęła 11 proc., co plasuje nas na czwartym miejscu w tym niechlubnym rankingu państw z najszybciej rosnącymi cenami. Przed nami są Czechy, Słowacja i lider na liście, czyli Węgry z wynikiem 19,9 proc.
Tamtejszy rząd zdecydował o zniesieniu limitów cen na podstawowe dobra spożywcze. Taki sposób duszenia inflacji kosztem płynności finansowej przedsiębiorców miał zastosowanie od półtora roku. Rząd zauważył jednak, że inflacja spada, więc ograniczenia w biznesie nie będą już potrzebne.
Jak informuje portal Telex, niektóre ceny produktów objętych dotychczas limitami wzrosły we wtorek 1 sierpnia o kilkadziesiąt procent, choć nie jest to regułą. W różnych sklepach ceny poszczególnych produktów kształtowały się inaczej. Choć limitów cen ma nie być, to podobny efekt mają dać „obowiązkowe obniżki cen” wybranych kategorii produktów.
„Zasada wymaga, aby co najmniej dwa produkty każdego rodzaju były oferowane z minimalnym rabatem w wysokości 15 proc. ceny zakupu tygodniowo” – napisał portal Telex.
Rząd od kilku miesięcy monitoruje ceny w sklepach. Interwencja państwa ma doprowadzić do spadku inflacji do poziomu jednocyfrowego w dość optymistycznej wersji – do końca bieżącego roku.
RadioZET.pl/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET