Obserwuj w Google News

"Chciałem tylko ugodę". Brutalne zabójstwo komorniczki

9 min. czytania
03.01.2024 14:46

W korytarzu kancelarii komorniczej policjantka reanimuje 44-letnią Ewę Kochańską. W sąsiednim pomieszczeniu innych funkcjonariusz zakłada kajdanki nożownikowi, który chwilę wcześniej miał zadać komorniczce 40 ciosów nożem. - Oni zabrali mi wszystko! - krzyczy, szarpiąc się z policjantem.

fot. Wojciech Olkusnik/East News

Łuków. Niespełna 30-tysięczne miasto w województwie lubelskim. To największy ośrodek miejski między Lublinem a Siedlcami. Przy ulicy Koziej 3 znajduje się kancelaria komornicza, którą do niedawna prowadziła komorniczka Ewa Kochańska. 18 listopada 2022 roku w swoim gabinecie została zaatakowana nożem przez 42-letniego Karola M. Zmarła tego samego dnia w szpitalu. Jak doszło do tej tragedii?

Łuków, 18 listopada, godzina 8 rano

Ewa wraz z mężem - byłym policjantem - jedzie do kancelarii. Jarosław ma towarzyszyć jej w czynnościach komorniczych zaplanowanych o 10:45 w pobliskiej miejscowości. Po ich wykonaniu wracają do Łukowa. W drodze powrotnej zahaczają o gabinet lekarski. Jarosław ma zaplanowaną wizytę. Po niej wsiadają do samochodu i jadą do kancelarii. Jarosław odwozi żonę do pracy, a sam udaje się do pobliskiej apteki po przepisane leki. Jest godzina 12:42, gdy dzwoni telefon Jarosława. Na ekranie wyświetla się nazwisko współpracownicy jego żony. Mężczyzna odbiera połączenie. Jest w aptece. W jednej ręce trzyma telefon, w drugiej leki. Pracownica kancelarii prosi Jarosława, aby ten szybko przyjechał do Ewy, bo stało się coś złego. Ten natychmiast upuszcza lekarstwa i wybiega z apteki. 

Przed kancelarią komorniczą stoi już radiowóz policyjny i karetka pogotowia. Jarosław wbiega po schodach na pierwsze piętro budynku. W korytarzu leży jego żona. Jest cała we krwi. Ratownicy reanimują ją. Jarosław podchodzi do Ewy. Chwyta ją za dłonie. Są zimne. Jej źrenice są rozszerzone. 

W gabinecie Ewy na podłodze siedzi Karol M. To on miał zaatakować nożem komorniczkę. Na rękach ma kajdanki. Pilnuje go policjant. Pogotowie zabiera kobietę do szpitala. Jej jest stan jest bardzo ciężki. Niedługo później Ewa umiera. 

Dwie godziny wcześniej… 

O godzinie 11 do kancelarii komorniczej Ewy Kochańskiej przychodzi Karol M. Chce się widzieć z komorniczką. Nie chce jednak przedstawić się pracownikom kancelarii. W końcu słyszy, że Ewa Kochańska jest w terenie i wróci koło 13. Na to mężczyzna rzuca: - To ja przyjdę później.

Karol M. wychodzi spokojnie z kancelarii. Pracownicy zapamiętaj tylko, że mężczyzna mówił niewyraźnie i był tajemniczy. Jego zachowanie niczym innym nie wyróżniało się.

350 metrów od miejsca zabójstwa

Około godziny 12 do kancelarii prowadzonej przez komornika Grzegorza Bartysia przychodzi mężczyzna. To Karol M. Pracownicy kancelarii dobrze go kojarzą, bo występuje w postępowaniach komorniczych jako dłużnik. Mężczyzna dziwnie się zachowuje. Nic nie mówi. Nagle rusza w kierunku sekretariatu. Za nim jest gabinet komornika Grzegorza Bartysia. Gdy Karol łapie za klamkę dopada go jeden z pracowników. Mówi mu, że nie może tam wejść. Mężczyzna jednak nie reaguje. Jest pobudzony. Dalej napiera na drzwi. Dochodzi do szamotaniny. Karol M. próbuje uderzyć pięścią jednego z pracowników. Ostatecznie zostaje wypchnięty w głąb korytarza kancelarii. Drzwi zostają zamknięte na klucz. Agresor próbuje jeszcze wyrwać przegrodę z plexi dzielącą pracowników od interesantów. Nie udaje mu się to. Wycofuje się. Wychodząc przewraca stojak z dokumentami. Pracowników dziwi, że podczas całej awantury mężczyzna nie wypowiedział ani jednego słowa. Natychmiast powiadamiają policję o zdarzeniu i zamykają na klucz kancelarię w obawie przed powrotem agresora. Wszystko wskazywało na to, że Karol M. chciał dostać się do gabinetu komornika. Grzegorza Bartysia nie było jednak w pracy.

Redakcja poleca

Karol M. stoi przed budynkiem kancelarii, w której wszczął awanturę. Wciąż jest pobudzony. Nagle z budynku wychodzi kurierka. Przed chwilą dostarczyła paczkę klientowi. Mija Karola M. i nagle otrzymuje uderzenie pięścią w ramię. Kobieta jest w szoku. Nie spodziewała się tego ataku. Przed uderzeniem mężczyzna nie powiedział do niej ani jednego słowa. Ofiara krzyczy do niego: - Co ty człowieku robisz!

W odpowiedzi zostaje opluta. Przestraszona szybko ucieka w kierunku zaparkowanego samochodu. Gdy już jest w bezpiecznej odległości mówi do Karola M., że zadzwoni na policję. Wtedy mężczyzna grozi jej: - Idź stąd bo cię zabije!

Kurierka oddala się i powiadamia policję o ataku. Mówi, że nieznany jej mężczyzna uderzył ją, opluł i groził śmiercią. 

W międzyczasie policjanci przyjeżdżają pod kancelarię komorniczą na Wyszyńskiego. Karol M. zniknął. Funkcjonariusze pytają pracowników o powód zaskakującej wizyty mężczyzny. Okazuje się, że przeciwko Karolowi M. prowadzone jest postępowanie egzekucyjne. Mężczyzna nie płaci alimentów na swoje dziecko. Od kilku miesięcy komornik ściąga pieniądze z części jego wynagrodzenia za pracę. Dzięki temu matka dziecka otrzymuje alimenty. Pracownicy kancelarii przekazują policjantom jeszcze jedną - ważniejszą - informację. To nie było pierwsze agresywne zachowanie dłużnika. Karol M. już wcześniej obrażał pracowników przez telefon, a podczas jednej z wizyt w kancelarii próbował ich opluć. Przeszkodziła mu w tym przegroda z plexi. 

"Rzuć nóż, bo strzelam!"

Karol M. stoi przed kancelarią komorniczą przy ulicy Koziej. Nerwowo pali papierosy. Pod kancelarię podjeżdża samochód. Wysiada Ewa Kochańska. Wchodzi do budynku. Gdy tylko mąż komorniczki odjeżdża Karol M. idzie za nią. Kobieta wita się z pracownikami i udaje się do swojego gabinetu. Minutę później Karol M. niezauważony przez pracowników kancelarii wchodzi do pomieszczenia, w którym znajduje się Ewa Kochańska. Nagle jeden z pracowników słyszy hałas przesuwanego krzesła i krzyk komorniczki.

Pracownicy zrywają się i wbiegają do gabinetu szefowej. Jeden z nich widzi, jak Karol M. atakuje Ewę Kochańską. Próbuje odepchnąć napastnika, ale w odwecie otrzymuje cios nożem w tył głowy. Zasłania twarz rękami, co chroni go przed kolejnym uderzeniem. Ranny pracownik wybiega z gabinetu. Zamyka się w łazience. Słyszy krzyki komorniczki, które po chwili ustają. 

Pozostali pracownicy wybiegają na ulicę i wołają o pomoc. Zatrzymują przejeżdżający radiowóz. Jeden z policjantów, wraz z towarzyszącym mu przechodniem, wkracza do kancelarii. Wchodzi po schodach i widzi idącego w jego kierunku mężczyznę z nożem w ręku. To Karol M. Policjant każe mu rzucić nóż, ale ten zamiast tego próbuje dźgnąć go. Funkcjonariusz blokuje uderzenie, odsuwa się i wyciąga broń. Krzyczy: - Rzuć nóż, bo strzelam!

Redakcja poleca

Karol M. wycofuje się do gabinetu komorniczki. Próbuje zabarykadować się w środku, ale policjant kopniakiem otwiera drzwi. Karol M. rusza w jego kierunku z nożem gotowym do ataku. Nie reaguje na polecenia policjanta. Nagle pada strzał. Funkcjonariusz trafia w brzuch napastnika. Ten osuwa się na podłogę. Wciąż trzyma nóż. Policjant kopniakiem wytrąca mu go z ręki na podłogę. Chowa broń do kabury i obezwładnia Karola M. Zakłada mu kajdanki, ale ten wciąż stawia opór. Szarpie się wykrzykując: - Oni zabrali mi wszystko. 

W korytarzu kancelarii policjantka udziela pierwszej pomocy Ewie Kochańskiej. Ranny jest też Karol M. Pocisk wystrzelony przez funkcjonariusza trafił go w brzuch. W budynku pojawiają się kolejni mundurowi. Mają ze sobą apteczki. W końcu na miejsce przyjeżdża pogotowie ratunkowe. Ofiara oraz agresor zostają przewiezieni do szpitala. Karol M. w asyście policji. Pogotowie zabiera również pracownika kancelarii, który został ranny próbując bronić komorniczkę.

Po godzinie 16 Ewa Kochańska zmarła. Sekcja zwłok wykazała, że otrzymała 40 ciosów nożem w praktycznie wszystkie części ciała. Ostrze miało 11 centymetrów długości. To był szaleńczy atak. Śmiertelny cios trafił w płuco. 

Jeszcze tego samego dnia prokurator przedstawił zarzuty Karolowi M. Pierwszy z nich dotyczył zabójstwa komorniczki Ewy Kochańskiej. Drugi i trzeci - próby zabicia policjanta i pracownika, który stanął w obronie ofiary. To nie wszystko. Prokuratura zarzuciła mu również, że naruszył nietykalność cielesną kurierki i groził jej pozbawieniem życia.

Karol M. ze względu na stan zdrowia po postrzeleniu dopiero kolejnego dnia został przesłuchany. Nie przyznał się do winy. Twierdził, że nie pamiętał, co się stało. Decyzją sądu został aresztowany na trzy miesiące.

Sprawa z przeszłości

Karol M. jest chory. W 2011 roku miał wypadek. Po upadku z wysokości doszło do uszkodzenia mózgu. Mężczyzna cierpi na padaczkę pourazową i zaburzenia osobowości. Od kilku lat leczy się psychiatrycznie. Ma orzeczony znaczny stopień niepełnosprawności.

Na studiach Karol M. poznał dziewczynę. Najpierw razem mieszkali w akademiku. Później przeprowadzili się do domu rodziców dziewczyny. Niedługo później urodziła się im córka. Ich związek zaczął się psuć. Mężczyzna nie okazywał zainteresowania życiem rodzinnym. Często wpadał w złość, a gdy coś nie szło po jego myśli to miewał napady furii. Po jednym z takich ataków kobieta poczuła się zagrożona. Karol wyskoczył do niej z rękoma, ale udało się jej uciec do sąsiadki. Po tym zdarzeniu stwierdziła, że związek z Karolem nie ma przyszłości.

Po rozstaniu Karol przestał interesować się losem dziecka. Nie zapewniał wsparcia finansowego. Został pozbawiony praw rodzicielskich, ale nie zamierzał płacić alimentów. Dlatego sprawa trafiła do komornika Grzegorza Bartysia. To właśnie do niego Karol próbował dostać się 18 listopada. 

Gdy mu się to nie udało poszedł do kancelarii Ewy Kochańskiej. Dlaczego? Co od niej chciał? Okazało się, że urzędniczka prowadziła w przeszłości postępowanie przeciwko niemu. Mężczyzna został ukarany grzywną za utrwalenie napisów na murze. Nie zapłacił ją, dlatego sprawa trafiła do komorniczki. Mężczyzna nie mógł się pogodzić z tym, że musi spłacać alimenty i grzywnę. Twierdził, że to nie on zrobił napisy na murze. Jego rodzina próbowała interweniować u komornika w sprawie alimentów. Argumentowała, że Karol M. jest niepełnosprawny, ma niski dochód, a alimenty są bardzo wysokie. Ściąganie ich miało pozbawiać go środków do życia. Mężczyzna pracował jako ochroniarz.

Komorniczka Ewa Kochańska niedługo przed zabójstwem doświadczyła agresywnego zachowania ze strony jednego z dłużników. Mężczyzna zwyzywał ją oraz opluł. Komorniczka ostrzegła przed agresywnym człowiekiem pozostałe kancelarie w Łukowie. Czy tym mężczyzną był Karol M.? Tego już się prawdopodobnie nie dowiemy.

Alimenty, problemy rodzinne...

Dlaczego Karol M. postanowił zabić komorniczkę? Mężczyzna był bardzo skrytym człowiekiem. Z powodu wady wymowy rzadko zwierzał się swoim bliskim i znajomym. Tych drugich nie miał za wielu. Nikt jednak nie spodziewał się, że Karol popełni tak straszliwą zbrodnię. Mężczyzna żalił się rodzinie, że ma problemy finansowe spowodowane alimentami. Miał dużo pretensji do sędziów, którzy nałożyli na niego alimenty oraz komorników, którzy je ściągali z pensji. Czy problemy finansowe były jedynym powodem, dla którego Karol mógłby zabić?

Sam Karol M. powiedział prokuratorowi, że został wrobiony w zabójstwo komorniczki. Często musiał powtarzać swoje wyjaśnienia, bo przez wadę wymowy były one niezrozumiałe. Sam bał się, że prokurator nie zrozumie tego, co chce mu przekazać. Prosił go o pomoc, wyrozumiałość i łagodne traktowanie. Chciał, żeby wypuszczono go do domu i zatrudniono w zakładzie pracy chronionej.

Podczas przesłuchania w końcu padło najważniejsze pytanie: Dlaczego to zrobił? Karol M. odpowiedział krótko: 

- Ale ja nie chciałem tego zrobić. Ja chciałem tylko ugodę.

Prokurator chciał drążyć dalej, ale obrońca Karola poprosił o chwilę przerwy. Po niej mężczyzna płakał i milczał. Nie chciał kontynuować przesłuchania. Na koniec rzucił:

- Bardzo przepraszam dobrzy ludzie, miłego życia.

Proces

W sierpniu 2023 roku do Sądu Okręgowego w Siedlcach trafił akt oskarżenia przeciwko Karolowi M. Mężczyzna stanął przed sądem pod zarzutem zabójstwa komorniczki Ewy Kochańskiej. Zdaniem prokuratury Karol M. zadał kobiecie 40 ciosów nożem powodując między innymi rany głowy, klatki piersiowej i brzucha. Oskarżyciel uznał, że było to działanie zasługujące na szczególne potępienie. 

To nie wszystko. Oskarżony będzie musiał tłumaczyć się jeszcze z czterech innych zarzucanych mu czynów. Chodzi o usiłowanie zabójstwa interweniującego policjanta oraz pracownika kancelarii, który próbował bronić zaatakowaną komorniczkę. Mężczyzna został raniony przez Karola M. nożem w tył głowy oraz rękę. Dwa ostatnie zarzuty dotyczą naruszenia nietykalności kurierki oraz grożenia jej śmiercią.

Karol M. długo nie przyznawał się do popełnienia tych czynów. Dopiero pod koniec prokuratorskiego śledztwa zmienił zdanie. Nie potrafił jednak wyjaśnić swojego zachowania. Próbowali za to biegli psychiatrzy. Po obserwacji w zamkniętym szpitalu stwierdzili u niego nieprawidłową osobowość i możliwe występowanie zaburzeń psychicznych. Prokuratura uznała, że Karol M., gdy zaatakował komorniczkę miał w znacznym stopniu ograniczoną zdolność do rozpoznania znaczenia swojego zachowania i pokierowania swoim postępowaniem. W sytuacji, gdy oskarżony w chwili popełnienia czynu miał częściowo zniesioną poczytalność, to sąd wydając wyrok może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary. Nie jest to jednak obligatoryjne. Karolowi M. grozi nawet dożywocie.

List do matki

Dziennikarze telewizji TVN dotarli do listu, który Karol M. wysłał do swojej matki. 

“Kochana Mamo, z całego serca żałuję, ubolewam! Przepraszam rodzinę i dzieci pani Ewy Kochańskiej. Nie wiem, co mnie opętało, co się stało, dlaczego. Nie wiele pamiętam. Mam mętlik w głowie, obłęd, a czasami trochę świadomości. Działam mniej więcej, jak maszyna. Jestem niepełnosprawny. Potrzebuję pomocy, współpracy, porozumienia”.

Ewa Kochańska osierociła dwóch synów: 25-letniego Macieja i 17-letniego Aleksandra. Młodszy z nich jest niepełnosprawny. Urodził się z małogłowiem. Nie mówi, a jego rozwój zatrzymał się na etapie 3-letniego dziecka. Do końca życia będzie potrzebował szczególnej pomocy i troski. Do niedawna o syna troszczyli się rodzice. Po tragicznej śmierci Ewy cały ciężar opieki spadł na barki ojca. Ten jednak trzy lata temu przeszedł udar. Sam nie jest w stanie poradzić sobie z opieką nad niepełnosprawnym synem. Tragedia, jaka dotknęła jego rodzinę odbiła się również na zdrowiu psychicznym mężczyzny. Dlatego siostra zamordowanej Ewy Kochańskiej otworzyła zbiórkę na leczenie i rehabilitację Aleksandra. Tak wytłumaczyła potrzebę jej uruchomienia:

“Największą troską Ewy zawsze była przyszłość synów, szczególnie Olka. Bała się, jak to będzie, jak jej już zabraknie, lub nie będzie miała siły się nim zajmować. Dzisiaj już jej nie ma z nami, a ja chciałabym, aby jej największa troska zniknęła. Chciałabym, aby - już z góry - zobaczyła, że jej rodzina jest bezpieczna. Chciałabym, żeby już niczym nie musiała się przejmować".

Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET