Zamiast 93 pkt wpisano 39. "Weryfikujcie wyniki matury i egzaminu ósmoklasisty, piszcie odwołania"

5 min. czytania
04.07.2023 08:51
Obserwuj nas na Google

- Miałam takie sytuacje, że ktoś nie zdał matury, a po weryfikacji punktów zdał. Albo dzięki odwołaniu ósmoklasista dostał się do wymarzonej szkoły. Zdarzył mi się też arkusz, w którym źle wpisano punkty. Zamiast 93, wpisano 39. Naprawdę niewiele jest takich prac, że nic się nie uda ugrać - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Aneta Korycińska, polonistka, która pisze odwołania od wyników matury i egzaminu ósmoklasisty. Przewiduje, że w tym roku będzie ich znacznie więcej.

Matura
fot. TOMASZ RADZIK/AGENCJA SE/East News

Aleksandra Pucułek: 3 lipca poznaliśmy wyniki egzaminu ósmoklasisty. Masz już pierwsze zgłoszenia, by pomóc w pisaniu odwołań?

Aneta Korycińska, polonistka, znana w sieci jako Baba od polskiego: - Tak, już są. Cała poczta zapchana i telefony nieustannie dzwonią. Chociaż uczniowie nie widzieli jeszcze pracy. Znają tylko wyniki - zwykle powyżej przeciętnej, czyli 66 proc.

Pamiętasz, ile w zeszłym roku napisałaś takich odwołań?

- Nie zliczyłam, ale dużo. Zapytań o napisanie takich odwołań miałam jeszcze więcej, ale musiałam odmawiać, bo czas jest mocno ograniczony. Przy jednej pracy spędzam zazwyczaj pięć, sześć godzin. Muszę stworzyć dobre argumenty, wszystko przeanalizować, posprawdzać, policzyć. A uczniowie mają tylko dwa dni na wysłanie całego uzasadnienia.

Czego dotyczyły te odwołania, gdzie można znaleźć dodatkowe punkty?

- Tak naprawdę wszędzie. Chodzi o to, żeby walczyć na argumenty. Oczywiście najwięcej pola do popisu mamy przy zadaniach otwartych i w wypracowaniu. Tu np. można ugrać dodatkowe punkty, pokazując, że uczeń wykazał się dbałością o język, dlatego że zastosował terminologię naukową. Taką terminologią jest już np. nazwa gatunku typu ballada, satyra. Albo piszemy, że zastosowano cztery formy zdań - pojedyncze, złożone, wtrącone, imiesłowowy równoważnik zdań – więc uczeń posługuje się rozbudowaną składnią. Za to też należy się wyższa ocena. Głównie to właśnie kwestie językowe dają przestrzeń do zdobycia dodatkowych punktów. Naszym zadaniem jest przekonanie oceniającego, że młody człowiek wykazał się konkretnymi umiejętnościami.

Redakcja poleca

Jeśli komuś odjęto punkty za to, że pomylił fabułę, czy imię bohatera lektury, to zazwyczaj tłumaczę to tak, że patrząc na opis problematyki utworu, jest to dopuszczalny błąd i wyjaśniam dlaczego, odnosząc się np. do zawiłości fabuły czy przemiany bohatera. Jeśli ktoś pomyli autora książki, to też nie powinno być liczone jako błąd, bo pisarz i tak jest wymieniony w arkuszu, w którym mamy podaną listę lektur. Do takiego argumentu też nieraz się odwołuję.

Najwięcej uczniowie zazwyczaj tracili, gdy wybierali na wypracowaniu interpretację wiersza albo interpretację porównawczą. Mało się tego ćwiczy w szkole i niektórzy zapominali, że w takim wypracowaniu też trzeba napisać tezę i argumenty. Wtedy pokazujemy, że młody człowiek ma rację, bo podał taki i taki argument, wprawdzie nie jest on w pełni wyrażony, ale ujął to w ogólny sposób. Czasem pisanie takich odwołań jest jak bycie adwokatem diabła.

Z jakim skutkiem?

- Z reguły zwycięsko. Miałam takie sytuacje, że ktoś nie zdał matury, a po weryfikacji zdał. W ubiegłym roku pisałam takie odwołanie. Dla tego maturzysty to była trauma. Gdy rozmawiałam z nim niedawno, opowiadał, że w tym roku, jak były egzaminy, to cały się trząsł. Zdarzył mi się też arkusz, w którym źle wpisano punkty. Zamiast 93, wpisano 39. Naprawdę niewiele jest takich prac, że nic się nie uda ugrać. 

Myślałam, że jest na odwrót. Tylko w wypadku nielicznych udaje się coś zmienić.

- Są takie, ale jest ich niewiele. Np. zdarzyły się prace z błędami kardynalnymi. Nieraz i takie udaje się je wybronić, ale np. rok temu zgłosił się do mnie maturzysta, który nie dość, że napisał zbyt krótkie wypracowanie, to jeszcze stwierdził w nim, że Jacek Soplica ożenił się z Ewą. Takie drobne pomyłki, jak zaręczyny, zaślubiny, dałoby się wytłumaczyć, bo skąd młody człowiek ma wiedzieć, czym się to różni. Ale takich zmian w fabule nie potrafiłam obronić. Nigdy też nie obiecuję, że się uda, bo nie wiem, jaką pracę dostanę, ale podejmuję wyzwanie, staram się.

Kto się do ciebie najczęściej zgłasza z prośbą o napisanie takiego odwołania?

- Jeśli chodzi o ósmoklasistów, to przede wszystkim rodzice, których dzieci walczą o to, żeby mieć maksymalną liczbę punktu z egzaminu. Każdy punkt jest na wagę złota przy rekrutacji do szkół średnich. To jest okropne, ale czasem taki jeden punkt ratuje. Miałam takie sytuacje, że ósmoklasista dzięki temu dostał się do wymarzonej szkoły. Maturzyści z kolei walczą zazwyczaj o ratujące pojedyncze punkty. Chodzi o to, żeby przekroczyli próg 30 proc. i zdali egzamin. 

Czyli mimo wszystko warto prosić o wgląd do pracy i odwoływać się?

- Warto. Każdemu mówię, żeby w dniu ogłoszeniu wyników - bo terminy rekrutacji gonią - napisał przez stronę internetową właściwej Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej wniosek o wgląd do pracy. Potem w ciągu pięciu dni dostaje się informację o dacie, godzinie i miejscu oglądania pracy. Ósmoklasista musi iść z opiekunem prawnym, maturzysta - z dowodem osobistym. Koniecznie trzeba wziąć telefon i zrobić dokładne zdjęcia. Na każdego przewidziane jest pół godziny. Można od razu pytać osoby, która pokazuje pracę, dlaczego tak zostało to ocenione, a nie inaczej.

Czyli od razu można zweryfikować?

- Teoretycznie tak, ale w praktyce nigdy to się nie dzieje, bo pracownicy OKE jednak bronią się i twierdzą, że dobrze to zostało ocenione. Dlatego w ciągu dwóch dni trzeba wysłać mailowo odwołanie do konkretnych zadań. Na stronie internetowej OKE można znaleźć wskazówki, jak to zrobić. Nie trzeba się odwoływać do słowników bądź podręczników, tylko do informatorów CKE.

W podanej tabeli sprawdza się, ile błędów interpunkcyjnych, językowych, ortograficznych można zrobić. Jeśli masz rozbudowany język pracy, to możesz zrobić więcej błędów, więc udowadniasz wtedy, że masz rozbudowany język pracy i mimo błędów powinieneś mieć więcej punktów. Chyba że masz rażące błędy, to znów mniej punktów. I tak skaczesz po tabeli, po kategoriach i szukasz.

Oczywiście komisja może uznać naszą argumentację albo może jej nie uznać. W wypadku egzaminu ósmoklasisty, jeśli nie uzna, to możliwości się kończą. Można tylko raz napisać taki wniosek. W wypadku matury pozostaje jeszcze jeden etap, czyli odwołanie do Kolegium Arbitrażu Egzaminacyjnego, w którym inni ludzie będą analizować naszą pracę i nasze argumenty. Szanse więc są.

W egzaminie z polskiego najłatwiej chyba znaleźć dodatkowe punkty. 

- Tak, ale biolodzy i historycy też zachęcają, żeby iść i weryfikować wynik, bo w tych egzaminach również jest dużo rzeczy uznaniowych.

W tym roku matura odbywała się dwóch formułach. Egzaminatorzy sprawdzali więc arkusze według dwóch różnych kluczy. Skarżyli się na ogrom pracy. Stąd też brakowało chętnych polonistów do sprawdzania matur. OKE określiły potrzeby na 4913 egzaminatorów, zgłosiło się 4706 osób. Możemy się więc spodziewać więcej podań o wgląd do prac i więcej odwołań?

- Tak, będzie więcej. Zwłaszcza że klucz do nowej matury, jeśli chodzi o wymogi, za co przyznaje się punkty, jest bardzo uznaniowy. Wymieniono tam np. taką kategorię jak erudycyjność pracy, ale nie wyjaśniono dokładnie, na czym ona ma polegać. Czy wystarczy jedno słowo w wypracowaniu i dzięki temu możemy stwierdzić, że ktoś jest erudytą? Czy to mają być konkretne terminy? Jeśli tak to ile: jeden, dwa, 10?

Przy pisaniu odwołań trzymałabym się więc tego, że wystarczy jedno takie określenie, np. ktoś wspomniał, że dana lektura to jest powieść realistyczna i już, jest erudytą. Więcej odwołań będzie zapewne też w wypadku egzaminu ósmoklasisty. 1,5 rocznika idzie do szkół średnich, konkurencja jest więc większa. Każdy punkt będzie miał znaczenie.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET