Łacina wraca do szkół od września. "Tylko po co? Nawet księża łaciną się już nie posługują"

5 min. czytania
23.02.2023 08:25
Obserwuj nas na Google

Od września uczniowie w podstawówkach, liceach i technikach będą mogli uczyć się łaciny jako drugiego języka obcego. Młodzież już wyobraża sobie, jak będzie pisać maile w ramach ćwiczeń językowych po łacinie, a dyrektorzy szkół nawet dobrze nie zastanawiają się, kto będzie uczył tego przedmiotu. - Po co? Pomysł MEiN to sztuka dla sztuki - komentują.

Sala w szkole
fot. Tomasz Kawka/East News

„Czy łacina powinna wrócić do szkół? - takie pytanie minister edukacji Przemysław Czarnek zadał kilka dni temu Mikołajowi Kopernikowi, humanoidalnemu robotowi, który powstał z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Robot odpowiedział twierdząco i poparł pomysł szefa Ministerstwa Edukacji i Nauki.

W przeciwieństwie do większości nauczycieli, którzy – łagodnie mówiąc – sceptycznie podchodzą do zmian. A te, już w formie podpisanych rozporządzeń, mówią jasno: od 1 września 2023 r. uczniowie w klasach siódmych i ósmych mogą wybrać łacinę jako drugi język obcy. Czyli np. dzieci uczą się angielskiego (to najczęstszy wybór), a jako drugi język zamiast dotychczasowego niemieckiego czy hiszpańskiego wskazują łacinę.

To samo dotyczy klas pierwszych liceów i techników. Do tej pory niektóre klasy biologiczno-chemiczne lub prawnicze miały przedmiot język łaciński i kultura antyczna. MEiN zaznacza jednak, że ta możliwość nie zniknie, a wybór łaciny jako drugiego języka obcego będzie opcją niezależną. - Znajomość języka łacińskiego, a więc umiejętność obcowania z tekstami, spuścizną naszych przodków jest naszym dobrem narodowym – argumentuje nowe rozporządzenie resort edukacji.

Przypomina jednocześnie, że szerzenie założeń edukacji klasycznej jest jednym z podstawowych kierunków realizacji polityki oświatowej państwa. MEiN w związku z tym zapowiada również zmiany w maturze. Od roku szkolnego 2026/2027 maturzyści będą mogli napisać egzamin pisemny z łaciny jak np. z niemieckiego czy francuskiego.

Łacina w szkole. Kto będzie uczył i kogo?

Jest jednak jeden warunek: szkoła musi chcieć najpierw wprowadzić taką ofertę językową. - To nie będzie nawet procent, tylko promil szkół – przewiduje Maciej Rusiecki, dyrektor V LO im. Poniatowskiego w Warszawie. Wszystko rozbija się o dwie kwestie, czyli kto będzie uczył i czy będą chętni, żeby się tego uczyć. Ogólniakom, takim jak „Poniatówka”, będzie pewnie łatwiej w tym pierwszym aspekcie, bo łacina jako przedmiot dodatkowy jest już prowadzona w klasach biologiczno-chemicznych, by ułatwić potem uczniom studia na kierunkach medycznych.

Redakcja poleca

Podstawówki nauczycieli łaciny jednak nie mają. Dlatego zdaniem Dariusz Chętkowskiego, polonisty prowadzącego BelferBloga, pomysł ministra Czarnka to koło ratunkowe dla filologii klasycznej. - Przyszłość tego kierunku wisi na włosku w wielu uczelniach. Nabór często jest symboliczny, nieraz co drugi rok. Gdy łacina wejdzie do szkół jako drugi język obcy, znacznie wzrośnie zapotrzebowanie na absolwentów filologii klasycznej. Władze uczelni dostaną argument, aby utrzymywać ten kierunek – przewiduje.

Wiele się nie pomylił, bo Polskie Towarzystwo Filologiczne już uruchomiło adres mailowy, na który mogą zgłaszać się zarówno szkoły, jak i osoby prywatne poszukujące nauczyciela języka łacińskiego. PTF tworzy też bazę danych do zbierania informacji o nauczycielach łaciny. Jednocześnie od razu przekonuje sceptyków, że zaletą może być to, że jest to język martwy, bo nie zmienia się. W dodatku pokazuje ciągłość kulturową dawnego świata zachodniego, a szkoła jest jedynym miejscem, gdzie można się nauczyć łaciny – inne języki można poznać, wyjeżdżając po prostu za granicę.

Nauczyciele są, tylko po co?

Dyrektorzy do całej tej dyskusji podchodzą raczej na chłodno i ze spokojem. Większych zmian się nie spodziewają i wyjątkowo nie martwią się o braki nauczycieli. - Nie mam i nie będę mieć. U mnie uczniowie uczą się łaciny podwórkowej cały czas, niemalże od pierwszej klasy. Nie wiem, czy jest potrzebna jeszcze jakaś – nie kryje ironii dyrektorka jednej z łódzkich podstawówek. - Poważnie mówiąc, dzieci są wystarczająco obciążone innymi przedmiotami. Chcą poświęcać czas na coś, co będzie im przydatne w życiu. Łacina przydaje się tylko przyszłym lekarzom i tylko na studiach. Sztuka dla sztuki – dodaje.

- Nauczyciela mam, tylko po co? Nawet nie interesowałem się tym, czy ma wszystkie uprawnienia do uczenia łaciny jako drugiego języka obcego, bo zainteresowanie nim byłoby znikome – dodaje w podobnym tonie Rusiecki. - Nawet księża już tą łaciną się nie posługują. Młodzież myśląc perspektywicznie, wybiera języki, które mają jej ułatwić życie, być przydatne na co dzień – mówi. Np. takim językiem jest francuski, niemiecki, a ostatnio hiszpański. - Od kilku lat wygaszamy nawet rosyjski, bo jest małe zainteresowanie. To co byłoby z łaciną? – pyta retorycznie Rusiecki.

Redakcja poleca

Według Zuzy Karcz, aktywistki działającej na rzecz edukacji, łacina może być uczona dodatkowo, ale nie zamiast języka nowożytnego. - Łacina bywa przydatna choćby podczas nauki prawa, ale nie jest środkiem do opisywania dzisiejszego świata. Nie przystaje do zagadnień programowych, nie jest więc godnym zastępstwem – komentuje. Przypomina od razu o podstawach programowych, a te w wypadku języków obcych zakładają np. komunikację bieżących problemów społecznych. Jak to robić po łacinie? Albo omawiać kulturoznawcze zagadnienia, żeby nie tylko uczyć się na sucho gramatyki i słownictwa, ale faktycznie operować językiem w jego naturalnych warunkach?

Aktywistka od razu też wyobraża sobie polecenie, częste na innych językach obcych, czyli „napisz mail”. - Nie ma najmniejszego sensu uczyć się akurat łaciny, by lepiej uczyć się innych języków. Rzućcie może w tym MEiN-ie pieniądze dla nauczycieli języka włoskiego. To rozsądniejsze – podaje kolejny kontrargument.

Pomysł MEiN bezsensowny, ale konsekwentny

Dyrektor V LO zwraca uwagę na jeszcze jeden element – formalny – który zdaje się przesądzić porażkę ministerialnego pomysłu. - Do końca lutego dyrektor szkoły ma obowiązek umieścić regulamin rekrutacji z informacją o otwieranych oddziałach z wyszczególnieniem drugiego języka obcego. Czyli to nie jest tak, że uczeń przychodzi i mówi: ja chcę łacinę. Tylko ja w regulaminie piszę, że np. w klasie 1a do wyboru będzie niemiecki i hiszpański – mówi. Dyrektorzy nawet gdyby mieli więc chęć wprowadzenia łaciny, to zwyczajnie nie zdążą, bo chociażby muszą wiedzieć, czy będzie kadra.

- Przy obecnych przepisach części uczniów musimy narzucić drugi język. To znaczy połowa z najlepszymi wynikami może wskazać, jakiego drugiego języka chce się uczyć. Pozostali idą do grupy, w której są wolne miejsca. Skazywanie ich na język mało popularny byłoby niefajne, mało etyczne. Sam bym nie chciał, żeby szkoła przymuszała mnie do nauki takiego języka jak łacina – dodaje Rusiecki. Dlatego chociaż w V LO jest nauczycielka, to już wiadomo, że łaciny jako języka obcego w żadnej klasie nie będzie.

- Czy taki kierunek polityki oświatowej jest zrozumiały, sensowny, odpowiadający na potrzeby uczniów? Moim zdaniem nie. Ale na pewno jest konsekwentny, nie pierwszy rok widzimy, że MEiN stawia na edukację klasyczną – dodaje dyrektor V LO.

To też nie pierwszy nietrafiony pomysł resortu edukacji. Od września w ramach edukacji dla bezpieczeństwa uczniowie z liceów i techników mieli chodzić na zajęcia na strzelnicy. Jak to zorganizować, kto za to zapłaci strzelnicom, w końcu czy uczniowie i nauczyciele są do tego chętni i gotowi na to - o tym już MEiN nie pomyślało. W efekcie nawet jeśli strzelnica jest w pobliżu rejonu szkoły, to uczniowie i tak uczą się jak wcześniej w szkolnych salach.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET