Nauczycielka odwiedziła fińskie szkoły: Za swoje niepowodzenia odpowiada tam uczeń, nie nauczyciel

8 min. czytania
16.06.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

- U nas nauczyciel stara się zainteresować klasę, przekazać materiał nieraz rozrywkowo, żeby jak najwięcej osób zapamiętało i zdało egzamin, bo nauczyciel jest z tego rozliczany. Tam za swoje niepowodzenia odpowiada uczeń. Nauczyciel nie jest kimś, kto musi skupiać w swojej osobie mentora, showmana, czy psychologa - opowiada w rozmowie z RadioZET.pl Nauczycielka Jutr@ Beata Jeżewska po wizycie w fińskich szkołach.

Szkoła
fot. Karol Porwich/East News

Beata Jeżewska, dyrektorka Bielańskiego Centrum Edukacji Kulturalnej w Warszawie, w ramach nagrody w konkursie Nauczyciel Jutr@ w maju odwiedziła dwie szkoły ponadpodstawowe w Helsinkach oraz ośrodek dla młodzieży od 15. do 25. roku życia. Obserwowała, jak wygląda fiński system edukacji uważany za jeden z najlepszych w Europie i na świecie. Uczestniczyła jako obserwatorka w lekcjach m.in. biologii, fizyki, plastyki, czy w zajęciach z gotowania. 

Jak mówi, w Finlandii mają zupełnie inne priorytety w szkole, inaczej kształtują dzieci, młodych ludzi. Różni się też przestrzeń, w której uczy się młodzież. Nauczycielka zauważyła też pewne podobieństwa między naszym a ich systemem edukacji.

Aleksandra Pucułek: - W ramach nagrody w konkursie Nauczyciel Jutr@ była pani na wizycie studyjnej w Finlandii. Odwiedziła pani szkoły w Helsinkach. Zobaczyła pani tam inny edukacyjny świat? Czy problemy są wszędzie takie same?

Beata Jeżewska, nauczycielka wspomagająca, dyrektorka Bielańskiego Centrum Edukacji Kulturalnej w Warszawie, laureatka konkursu Nauczyciel Jutr@: - Gdybym powiedziała, że było tak samo, to bym skłamała. Finlandia zachwyciła mnie spójnością, połączeniem cudów krajobrazu z architekturą i spokojem, w jakim to koło siebie funkcjonuje. Ten spokój przechodzi również na mieszkańców. Na ulicach, w szkole nie słyszałam krzyków, wrzasków. Być może różnicę robi tu liczba mieszkańców Polski i Finlandii.

Pani jeszcze na co dzień mieszka w Warszawie.

- Tak, głośnej, tętniącej życiem. Dlatego napawałam się ogromnym spokojem i pięknem Helsinek. I spokojem w edukacji. W Finlandii mają zupełnie inne priorytety w szkole, inaczej kształtują dzieci, młodych ludzi. Od początku jest jasne, że im więcej zasiejesz, tym więcej zbierzesz. Im więcej w siebie zainwestujesz w edukacji, tym większy sukces odniesiesz w przyszłości, bo będziesz specjalistą w danej dziedzinie.

Redakcja poleca

Joanna Mikusek-Przystajko, pierwsza laureatka tego konkursu, po wizycie studyjnej też zwróciła uwagę na to, że odpowiedzialność za uczenie jest tam mocno scedowana na ucznia, u nas na nauczyciela. Mówił mi o tym też Jarosław Pytlak, dyrektor warszawskiej szkoły. Stwierdził, że „pozwoliliśmy na brak poczucia odpowiedzialności u uczniów wobec instytucji edukacyjnej, ale nie zwolniliśmy tej instytucji z pełnej odpowiedzialności za naukę ucznia.”

- Zdecydowanie tak. Uderzyło mnie to zwłaszcza, gdy obserwowałam, jak pisali tam sprawdzian.

Z?

- Fizyki. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, jak chłopcy tłumaczyli sobie temat. Nie podpowiadali poprawnej odpowiedzi, nie ściągali, byle tylko zaliczyć klasówkę, tylko objaśniali koledze, o co chodzi w zadaniu. U nas nauczyciel stara się zainteresować, zaciekawić klasę, przekazać materiał nieraz rozrywkowo, przystępnie, żeby jak najwięcej osób go zapamiętało i zdało jak najlepiej egzamin, bo inaczej nauczyciel jest z tego rozliczany. Tam nie ma czegoś takiego. Za swoje niepowodzenia odpowiada uczeń. Nauczyciel jest towarzyszem procesu edukacji. Nie jest kimś, kto musi skupiać w swojej osobie aktora, mentora, coacha, showmana, czy psychologa.

A sprawdzian klasa pisała ręcznie? Bo słyszymy, że teraz kraje skandynawskie odchodzą od technologii i wracają do czystej, zwykłej kartki.

- To co od razu zauważyłam, to brak podręczników. Biblioteki są fantastycznie zaopatrzone, natomiast uczniowie nie noszą książek. Korzystają z platformy edukacyjnej. Każdy uczeń ma laptopa, którego zostawia w szkole lub zabiera do domu. Sprawdzian klasa pisała na komputerze, ale na innych zajęciach pisała ręcznie. Na lekcji gotowania wyświetlano np. notatkę na tablicy multimedialnej, przepis, a potem uczniowie przechodzili do działania praktycznego. Prace domowe są, ale jeśli zrobisz je na lekcji, to później masz wolne. To jest kwestia twojej organizacji pracy, umiejętności zarządzania czasem.

A sprawdza ktoś potem te zadania?

- Tam jest w ogóle zupełnie inny model nauki. Nauczyciel przesyła tylko informację dla rodzica - bez emocji, skargi - o zachowaniu, postępach dziecka i od rodziców zależy, czy coś z tym zrobią. Np. na jednej z lekcji nauczycielka spytała uczniów, kto zostawił pustą puszkę na ławce. Oczywiście według siedzących tam nastolatków puszka była niczyja, więc nauczycielka spytała, czy ktoś wyrzuci śmieci do kosza. Jeden z uczniów wstał i wyrzucił, na co ona podziękowała i powiedziała, że napisze o tym rodzicom. Nie było żadnego przepychania się, kłótni.

Kto chce iść do toalety, to idzie. Nauczyciel nie ma wątpliwości, puścić nie puścić, czy nic się takiej osobie nie stanie. Na przerwach, na stołówce nie ma dyżurujących. W czasie lunchu najpierw staliśmy w kolejce po jedzenie, po zjedzeniu ustawiliśmy się w kolejnej kolejce, żeby w jednym miejscy wyrzucić serwetki, w drugim opłukać talerze, w trzecim odłożyć sztućce do odpowiednich pojemników. Nikt się nie przepychał, nie było krzyków, wrzasków. Takie podstawy kształtują potem świadomego domownika, użytkownika życia publicznego.

Redakcja poleca

Podobnie było na zajęciach z gotowania. Najpierw klasa rozmawiała, co i jak po kolei trzeba wykonać. Potem uczniowie ubierali fartuchy, zbierali surowce, sprzęty i po całym gotowaniu pakowali zmywarkę. Te nawyki, umiejętności będą owocować w przyszłości. Oglądam nieraz materiały, jak nasza młodzież nie wie, jak wygląda por, jak twierdzi, że mleko jest z Biedronki, więc ewidentnie takie zajęcia się przydają. W Finlandii prowadzą je nauczyciele, ale to młodzi sami dochodzą do tego, dlaczego trzeba tak, a nie inaczej postąpić, np. żeby ciasto wyrosło. Zachwycił mnie też warsztat dla młodzieży. Prowadzono tam lekcje przypominające nasze dawne prace techniczne. Teraz w Polsce niestety od tego odchodzimy, bo boimy się, żeby nasi podopieczni broń Boże nie zrobili sobie krzywdy. Tam uczą podstaw zaradności.

A co ze zwykłymi szkolnymi przedmiotami, jak matematyka, języki obce?

- Uczestniczyłam w różnych lekcjach. Byłam na matematyce, biologii, muzyce, plastyce. Te dwie ostatnie szczególnie mnie ujęły.

Czym?

- Tym jak można pracować na tematach aktualnych. Na lekcji plastyki uczniowie mieli narysować karykaturę kogoś znanego. Jedni rysowali Messiego, inni Jordana, jeszcze inni Trumpa, Putina. Potem rozmawiali o swoich wyborach, tłumaczyli, dlaczego tak wybrali, że jednych lubią, drugich nie. Ale mogli wybierać z teraźniejszości, z tego co ich dotyczy. Na muzyce klasa podzielona na grupy miała znaleźć ważny temat i napisać tekst piosenki. Pisali o głodzie na świecie, globalnym ociepleniu, prawach kobiet.

Jakie szkoły pani obserwowała?

- W związku z tym, że jestem opiekunką Młodzieżowej Rady Dzielnicy Bielany i dyrektorem Bielańskiego Centrum Edukacji Kulturalnej, to chciałam skupić się na młodzieży. Poprosiłam więc o odwiedzenie ośrodka młodzieżowego oraz szkoły ponadpodstawowej. Byłam w dwóch takich szkołach. Jedna z nich mieściła się w siedmiopiętrowej kamienicy. Przepięknie zaaranżowana przestrzeń.

Po rozmowach z architektami, mam wrażenie, że przestrzeń także narzuca system uczenia.

- Tam zdecydowanie jest większe pole do popisu, jeśli chodzi o przestrzeń. Korytarze mają pełno zaułków. Jeśli uczniowie chcą usiąść i posłuchać muzyki, to mogą to zrobić, jeśli mają ochotę poleżeć i przykryć się kocem, też mają taką możliwość.

Redakcja poleca

To samo dotyczy nauczycieli. Mogą posiedzieć razem, mogą w ciszy popracować przy komputerze. Jeśli chcą wyciągnąć nogi i zrelaksować się, to mają fotel masujący. Dbają tam o kadrę. U nas dużo oczekujemy od nauczycieli, ale mało im dajemy, jeśli chodzi o ich niezależność, profesjonalizm, zaufanie. A dobrostan nauczycieli mocno oddziałuje na podopiecznych.

W fińskiej szkole też mają pokój nauczycielski?

- Tak, w pierwszej szkole w kamienicy to były dwa połączone mieszkania, z przedsionkiem, gdzie można było się spokojnie przebrać, z łazienką, więc nie trzeba było pędzić przez pół korytarza, żeby skorzystać z toalety.
Druga szkoła mieściła się w biurowcu po Nokii. Cała dawna recepcja, lobby, hol były dla uczniów. Przed gabinetem dyrektorki stała kanapa z kocem, na korytarzach stworzono boksy, żeby w grupie można było posiedzieć.

A są tam nauczyciele wspomagający?

- Tak, zresztą miałam też możliwość zobaczenia ich pokoju. Wyglądał jak pokój młodzieży z grami, z elementami, dzięki którym można rozładować emocje, wyciszyć się. Te sale wyodrębniono w innym skrzydle, żeby zyskać spokój i możliwość pracy jeden na jeden.

Ale żeby było jasne, nie wszystko jest tam idealne. Oczywiście nie dla każdego ucznia nauka, edukacja jest priorytetowa.

To znaczy?

- Są rodzice, młodzi ludzie, którym za bardzo nie zależy na edukacji. Ale odpowiedzią na to jest ośrodek dla młodzieży od 15. do 25. roku życia, który miałam też szczęście odwiedzić. Zrodził się on z budżetu obywatelskiego i tak się przyjął, że teraz jest częścią systemu. Młody człowiek może tu przyjść z ulicy i powiedzieć: „nawaliłem w edukacji, nie wiem, gdzie mogę ubiegać się o miejsce w szkole”. W ośrodku pracują osoby, jak u nas w wydziale oświaty, które podpowiadają, gdzie i jak znaleźć miejsce w szkole. Ktoś inny zgłasza problemy finansowe i też otrzymuje pomoc. Nie musi przy tym składać tysiąca różnych podań i udowadniać, że jego babcia, prababcia i kolejne pokolenia osiągały niski dochód.

Jaką pomoc można otrzymać w takim ośrodku?

- Przeróżną, proponowane są grupy wsparcia, jeśli ktoś mierzy się z uzależnieniem, oferowana jest możliwość spotkania z doradcą finansowym, który pomaga dojrzale korzystać z pieniędzy. U nas męczmy młodzież, przerażamy ją stosem dokumentów, które trzeba wypełnić, żeby udowodnić, że potrzebuje się pomocy. I do tego każda pomoc jest w innym krańcu dzielnicy. A przecież trudnym momentem jest już samo przyznanie się do tego, że potrzebuję pomocy. Jeśli już ktoś okaże taki hart ducha, to pomóżmy mu.

Beata Jeżewska
Fot. Adam Burakowski/East News
Beata Jeżewska, Nauczycielka Jutr@

Ta wizyta zmieniła pani spojrzenia na pracę nauczyciela, czy tylko utwierdziła panią w przekonaniu, jak działać?

- Od pięciu lat jestem opiekunką młodzieżowej rady, staram się wspierać młodzież w kwestiach zdrowia psychicznego, teraz uczymy się umiejętności samozaopiekowania się. Dzięki wizycie w Helsinkach dostałam potwierdzenie, że moje działanie, towarzyszenie młodzieży, bycie partnerem na konkretnych zasadach to jest właściwy kierunek. Nie pretenduję do roli najlepszego nauczyciela, jestem zlepkiem słabości, sprzeczności, ale jestem w tym autentyczna.

W czym jesteśmy podobni, jeśli chodzi o nasze systemy uczenia, pracy w edukacji?

- Chcemy młodzieży przekazać jak najwięcej wiedzy i chcemy, żeby potem z tej wiedzy skorzystali. Mamy inne okoliczności, inną otoczkę tego wszystkiego. U nas ta otoczka jest zbyt mocno rozbudowana. Przypomina mi to czasem bieganie z pustą taczką. Gdy takiego robotnika zapytamy, dlaczego tak robi, to odpowiada, że ma tyle roboty, że nie ma kiedy tych taczek załadować. Nieraz jest tak w polskim systemie edukacji. Ciągle pędzimy, bo wymaga się od nas statystyk, podpisu pod zrealizowaną podstawą programową, wyników z matury, egzaminu ósmoklasisty. Wciąż ktoś czegoś od nas oczekuje, więc chcemy na wszystkie te oczekiwania odpowiedzieć.

W przeładowanych klasach nie mamy czasu, żeby przyjrzeć się poszczególnym uczniom. Gdybyśmy już w podstawówce mocniej zwracali uwagę na to, w którym kierunku wzrastają nasi uczniowie, gdybyśmy szli za ich głosem, to mielibyśmy mnóstwo specjalistów, ekspertów, pasjonatów. Zawsze przy tym temacie wspominam mojego dawnego podopiecznego Mateusza Kaczmarczyka, który jako jedyny z Polski dostał się na Harvard. Cieszmy się z małych rzeczy, nie bójmy się robić małych, dobrych rzeczy, bo to są cegiełki, które sprawiają, że potem możemy coś wartościowego z nich wybudować.

A w czymś Finowie mogliby się od nas uczyć, jeśli chodzi o edukację, szkoły?

- Mamy mnóstwo fantastycznych nauczycieli, którzy są pionierami w swoim fachu, młodych ludzi, którzy tworzą fantastyczne projekty, którzy angażują się w działalność wolontariacką. Ten ogień, to zaangażowanie jest warte tego, by świat się o tym dowiedział. Sama chodziłam do szkoły, gdy nauczyciel cieszył się dużym szacunkiem, autorytetem, ale nie dlatego, że uczniowie się go bali, ale dlatego że słowo nauczyciela miało moc sprawczą. Nasi nauczyciele mają moc. Tylko tę moc trzeba pielęgnować. Młodzi ludzie pełni determinacji potrafią wybić się ponad tłum narzekających. Jako Polska mamy ogromne pole do popisu, byle byśmy nie zlekceważyli oddolnego głosu młodzieży. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET