`

Ona wie, jak cierpiał Kamilek z Częstochowy. Wstrząsające słowa

3 min. czytania
12.05.2023 08:07
Obserwuj nas na Google

Jedyny przypadek dziecka oparzonego, który utkwił mi w głowie i pozostanie ze mną do końca życia, to jest maltretowany Kamilek - przyznała jedyna w Polsce psychotraumatolog Jolanta Golianek, zajmująca się pacjentami w chorobie oparzeniowej. Ekspertka wie, jak bardzo 8-latek z Częstochowy cierpiał, bo sama doznała kiedyś poważnych oparzeń w wyniku zapalenia ciała. Dodała też, że chłopiec "w pewnym sensie przyzwyczaił się do bólu, który znosił w ciszy".

Kamilek z Częstochowy
fot. Facebook (screen)

Sprawa maltretowania 8-letniego Kamilka z Częstochowy wstrząsnęła Polską. Na początku kwietnia dziecko z ciężkimi obrażeniami trafiło do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Lekarze informowali o rozległych oparzeniach: głowy, tułowia oraz kończyn, a także o złamaniach.

Chłopiec zmarł 8 maja. Okazało się, że przez długi czas był brutalnie maltretowany przez swojego ojczyma za zgodą i wiedzą matki. O tym, jak mógł cierpieć, opowiedziała w rozmowie z Polską Agencją Prasową Jolanta Golianek - jedyna w Polsce psychotraumatolog, specjalizująca się przede wszystkim w chorobie oparzeniowej.

Psychotraumatolog o tym, co czuje poparzony pacjent

Kobieta dawniej pracowała jako logopeda medyczny. Wszystko zmieniło się, gdy 14 lat temu doznała rozległych oparzeń jak zapaliła się podczas dokładania drewna do rozpalonego kominka. - Miałam oparzone 30 procent powierzchni ciała – głowa, szyja, ucho, cała klatka piersiowa, prawa dłoń i nogi - wymieniła. Przez wiele miesięcy – jak wyznała - nie mogła się odnaleźć, wstydziła się wyjść z domu, wytykano ją palcami, straciła część znajomych.

Po wypadku nie mogła już wrócić do zawodu m. in. z powodu problemów z mową. Znalazła lukę na rynku - okazało się, że osoby po oparzeniach nie mają wsparcia psychoterapeutycznego ze względu na brak fachowców w tej konkretnej dziedzinie. Postanowiła więc nauczyć się pracować z osobami po takiej traumie. Założyła też Fundację Poparzeni.

Redakcja poleca

Wyznała, że poparzony człowiek na początku swojego leczenia nie chce dalej żyć, ponieważ przeżywa ogromny ból. Na jego złagodzenie dostaje dożylnie dawki morfiny lub inne ciężkie leki. - W którymś momencie organizm uodparnia się na lekarstwa, a lekarze nie mogą dawać większych dawek, ponieważ jest to niebezpieczne. Więc boli dalej. Leży się w szpitalu miesiącami i chęć do życia mija - powiedziała.

Poparzeni pacjenci potrzebują wsparcia. - Najczęściej na terapię decydują się wtedy, kiedy sięgają dna, jak ja to mówię - zaczynają gryźć ziemię. Wtedy dochodzą do wniosku, że albo kończą ze sobą albo zaczynają coś robić, bo już nie mogą wytrzymać. Bardzo często mają myśli samobójcze - wyjaśniła. Dodała, że mają też PTSD, czyli zespół stresu pourazowego.

"Nie wierzę, że nikt nie widział i nie słyszał"

Kiedy Polskę obiegła informacja o 8-letnim Kamilku z Częstochowy, Jolanta Golianek śledziła los chłopca do jego śmierci. - Mam różnych pacjentów, dorosłych i dzieci, ale tego chłopca zapamiętam do końca życia. Czuję ten ból osobiście, wiem, jak bardzo cierpiał, leżąc oparzony w domu przez kilka dni. Ten ból powstał w wyniku świadomego skrzywdzenia - stwierdziła. Zdaniem ekspertki trudno byłoby nie słyszeć cierpienia chłopca w tak małym mieszkaniu.

- Dlatego nie wierzę, że nikt nic nie widział i nie słyszał. Kiedy odwiedzam swoich oparzonych pacjentów w ich domach, to najbliżsi mówią, że słyszą ich ból - oświadczyła. Według niej chłopczyk mógł tracić przytomność w domu, przesypiać ten stan, starać się zachowywać się jak najciszej.

Redakcja poleca

- Dla dziecka rodzice, nieważne, co będą z nim robić, są najważniejszymi osobami na świecie. Może sobie tłumaczył, że jeżeli będzie siedział cicho, to nadejdzie pomoc. Podświadomie wiedział, że nie może nic zrobić, bo wcześniej uciekał z domu, szukał pomocy na zewnątrz i jej nie dostał. Dlatego w pewnym sensie przyzwyczaił się do bólu, który znosił w ciszy - powiedziała.

Śmierć Kamilka. Ojczym usłyszy zarzut zabójstwa

Prokurator zarzucił ojczymowi dziecka, 27-letniemu Dawidowi B., że usiłował pozbawić życia swojego pasierba, polewając go wrzątkiem pod prysznicem i rzucając na rozgrzany piec węglowy. Zarzucono mu też, że znęcał się nad 8-latkiem ze szczególnym okrucieństwem - poprzez bicie, kopanie po całym ciele oraz przypalanie papierosami i spowodowanie u niego licznych złamań kończyn oraz ran oparzeniowych.

Matka chłopca Magdalena B. jest podejrzana o narażanie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, a także udzielenia pomocnictwa mężowi w znęcaniu się nad chłopcem. Nie reagowała na zachowania męża i nie udzieliła dziecku pomocy. Podejrzani przyznali się do popełnienia zarzucanych im przestępstw. Oboje zostali aresztowani na trzy miesiące.

Sekcja zwłok dziecka wykazała, że przyczyną śmierci były oparzenia. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało, że w sprawie zostaną zmienione zarzuty. Ojczym ma usłyszeć zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, a wobec matki rozważane jest uzupełnienie o pomocnictwo przy zabójstwie.

RadioZET.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET