Daniel opowiedział o zabójstwie Oliwii. Sąd zdecydował ws. 19-latka
Jest decyzja sądu o tymczasowym, trzymiesięcznym areszcie dla nożownika, który przyznał się do ataku na Oliwię i inne osoby domu dziecka w Tomisławicach w województwie łódzkim. W czwartek prokuratura postawiła 19-latkowi zarzut zabójstwa i pięciokrotnego usiłowania zabójstwa.
19-letni Daniel M. przyznał się na przesłuchaniu do zabójstwa Oliwii z domu dziecka w Tomisławicach. - Zgoda sądu na tymczasowy, trzymiesięczny areszt dla nożownika była jedynie formalnością. Ze względu na grożącą mu surową karę - powiedziała Radiu ZET Jolanta Szkilnik z prokuratury okręgowej w Sieradzu. - Za każdy z tych czynów grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności - wyjaśniła.
W czwartek prokurator Szkilnik przekazała mediom, co powiedział śledczym Daniel M. - Podejrzany przyznał się, że użył noża i popełnił zabójstwo. Przyznał się też i potwierdził znajomość z pokrzywdzoną. Na teren budynku wszedł otworem okiennym. Szczegółowe wyjaśnienia będą wymagały weryfikacji procesowej i analizy pod kątem podanych przez niego okoliczności i faktów z tym zdarzeniem związanych - mówiła Szkilnik. Jak zaznaczyła, 19-latek nie był w stanie wskazać bezpośredniego motywu swojego postępowania i to będzie przedmiotem śledztwa.
Śledczy planują teraz wywiad środowiskowy o podejrzanym. Będzie też badany stan jego poczytalności. Powołani zostaną w tym celu biegli z zakresu psychiatrii i psychologii.
Zabójstwo Oliwii w Tomisławicach. Daniel M. trafi do aresztu
"Fakt" dotarł do zdjęć pary, które zarówno Oliwia, jak i jej chłopak zamieszczali na Faceboooku. Wiadomo, że byli parą od dłuższego czasu. Dlaczego chłopak zabił? W sprawie wciąż jest wiele niewiadomych. Głos w sprawie zabrał brat zamordowanej 16-latki. - Od ponad roku byli z sobą. Mieli wspólne plany. Dlatego to jest taki szok i zaskoczenie – mówił brat Oliwii. Nie słyszał o kłótni ani żadnym konflikcie. - Jeśli coś się stało, to wydarzyło się z dnia na dzień - stwierdził.
W szpitalach nadal są trzy osoby poszkodowane przez nożownika. Z kolei wychowankowie placówki, którzy bezpośrednio nie ucierpieli w tym zdarzeniu, trafili do innego domu pomocy społecznej. Są pod opieką psychologa.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET