Zmiany w podstawie programowej. Wiemy, co proponują nauczyciele
Do poniedziałku, 19 lutego, nauczyciele, rodzice, uczniowie mogli przesyłać opinie dotyczące zmian w podstawie programowej, które wcześniej zaproponowali ministerialni eksperci. Sugestii, często odmiennych, nie brakuje. Nowa, zawężona podstawa miałaby obowiązywać już od września 2024.
Najpierw zmiany w podstawie programowej zaproponowali ministerialni eksperci i przedstawiciele Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Potem przez tydzień nauczyciele, rodzice, uczniowie mogli przesyłać opinie dotyczące zaprezentowanych propozycji. W poniedziałek, 19 lutego, prekonsultacje zakończono.
Zmiany mają objąć przedmioty w podstawówkach (klasy IV-VIII) i w szkołach średnich. Chodzi o język polski, matematykę, historię, WOS, biologię, geografię, chemię, fizykę, informatykę, filozofię, historię muzyki, historię sztuki, języki obce, języki mniejszości i regionalne oraz łacinę. Jak tłumaczy Ministerstwo Edukacji Narodowej, ograniczenie materiału ma umożliwić „nauczycielom i uczniom spokojniejszą i bardziej dogłębną realizację treści, czego skutkiem będzie bardziej efektywne kształcenie”. Jakie sugestie zgłaszali nauczyciele?
Język polski. Lista lektur z Tokarczuk czy bez?
Z naszych rozmów ze szkolną kadrą i z komentarzy na nauczycielskich forach można stwierdzić jedno - zgodności nie ma. Ilu nauczycieli, tyle opinii. Zwłaszcza w wypadku ograniczenia listy lektur. MEN wraz z CKE zaproponowało, by w podstawówkach nie omawiać już m.in. „Syzyfowych prac”, „Katarynki”, „Janko Muzykanta”, czy, „Żony Modnej”. „W pustyni i w puszczy” miałoby być tylko we fragmentach, a „Quo vadis” do wyboru.
W szkołach średnich na poziomie podstawowym zniknęłoby kilkanaście lektur z 49, np.: „Romeo i Julia”, „Pamiętniki” Jana Chryzostoma Paska, „Konrad Wallenrod”, „Odyseja”, Kroniki Galla Anonima, czy „Boska Komedia”. Na rozszerzeniu uczniowie być może nie będą musieli już czytać „Eneidy” czy „Lilly Wenedy”. Z listy lektur uzupełniających eksperci zaproponowali usunięcie m.in.: utworów Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II dopisanych za kadencji Przemysława Czarnka.
Dariusz Martynowicz, polonista, Nauczyciel Roku 2021, ocenił, że zmiany idą w dobrą stronę, choć dalej nadreprezentowane są teksty staropolskie i literatura romantyczna. W uwagach do MEN stwierdził, że usunąłby „Kazania sejmowe” i „Potop”. „Cieszy jednak, że lektura uzupełniająca ma być wybierana przez nauczycieli lub uczniów oraz dodanie do proponowanych tekstów literatury XX i XXI wieku, choćby „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Wichy czy „Prawieku i innych czasów” Olgi Tokarczuk" – napisał na profilu. Na co kolejni poloniści skomentowali: „ze współczesnych cokolwiek, byle nie Tokarczuk”. Niemal identyczna sytuacja jest z „Potopem”.
Dariusz Chętkowski, polonista z Łodzi, prowadzący BelferBloga, z wprowadzaniem najnowszych tekstów też jest ostrożny. - Żeby wprowadzić literaturę najnowszą do kanonu w zamian za klasykę, to trzeba by otrzymać rekomendacje od niezależnych krytyków. Inaczej wprowadzimy coś, co może okazać się gniotem. Klasyki na pewno są wartościowe, ponieważ przetrwały próbę czasu. Tego argumentu nie da się zastosować do literatury najnowszej – mówił w rozmowie z RadioZET.pl.
Dodawał, że wątpliwości nie ma w wypadku książek noblistki Tokarczuk. Ale łatwo możemy powtórzyć sytuację z romantyzmem. Czyli za dużo danego autora. Sam nie chce proponować pozycji z kanonu do usunięcia, bo uważa, że popełniłby wtedy ten sam błąd, co twórcy obecnego kanonu. Chcą, żeby uczniowie czytali to, co twórcy kanonu lubią. A nie o to chodzi.
- Nie da się wprowadzić dla całej Polski, dla wszystkich szkół jednakowego kanonu lektur. Musi on być zróżnicowany. Bez sensu jest, żeby każdy umiał wszystko - wyjaśnia Chętkowski. Krótkie fragmenty i nauczyciel, który znając klasę, jej rozwój intelektualny, powiększa je albo zmniejsza. To według niego najlepsze rozwiązanie.
Z tym punktem zgadza się Aneta Korycińska, znana w sieci jako Baba od polskiego. - Fragmenty to nie tragedia. To europejska norma, sama też uczę głównie fragmentami – stwierdza. Zapewnia od razu przeciwników ograniczania listy lektur, że nikt polskości nie odbiera, a tekstów religijnych zostaje naprawdę sporo, np. "Bogurodzica", czy "Lament świętokrzyski". - Nadal jest to narzucona lista, niewielka autonomia dla nauczycieli, niewiele pozycji wykreślono – podsumowuje.
Mniej starożytności
W porównaniu z polskim w matematyce niewiele się zmienia. W szkołach średnich eksperci zaproponowali jedynie wykreślenie niektórych zagadnień z trygonometrii i przenieśli część materiału z podstawy np. z geometrii na rozszerzenie.
Wiesław Włodarski, matematyk z Warszawy, Nauczyciel Roku 2007, cieszy się, że nie zniknęły zapisy dotyczące uzasadniania, dowodzenia – One uczą rozumowania, więc są potrzebne. Podobnie jak obliczenia procentowe i statystyka. One służą temu, żeby nie dać się zmanipulować przekazywanym danym, które często są przekłamane. Warto umieć samemu wszystko przeliczyć – wyjaśnia. Jego zdaniem w dobie kalkulatorów powinniśmy odejść od mechanicznych przekształceń i obliczeń.
I tu nie ma zgodności, bo na forach nauczycielskich nie brakuje wpisów, by jak najwięcej było przeliczania ułamków, zamieniania metrów kwadratowych i sześciennych. Czyli według nauczycieli działań matematycznych przydatnych w życiu. W zamian za np. ciągi. Na co znów następni matematycy przypominają, że ciągi mogą służyć wyliczaniu rat kredytów.
Historia i wiedza o społeczeństwie stosunkowo niedawno przeszły już spore zmiany. Zamiast podstawowego WOS-u wprowadzono HiT, czyli historię i teraźniejszość, który przejął część zagadnień z historii po 1945 roku. Mimo to eksperci zaproponowali teraz kolejne modyfikacje. Najwięcej zagadnień wykreślili z czasów starożytności, Bizancjum, wczesnego średniowiecza i II wojny światowej (z tym że w tym okresie zagadnienia były bardzo szczegółowo rozpisane). Do tego proponują, by znikły treści dotyczące np. gospodarski, religii, populacji, czy w wypadku wiedzy o społeczeństwie literatury, które porusza się też na geografii czy polskim.
O mniejszy wymiar materiału ze starożytności i średniowiecza już wcześniej apelowali historycy. - Bardzo lubię Sumerów czy Babilończyków, ale ta wiedza uczniom nie jest potrzebna, czy wszystkie fakty z wojny stuletniej. Ważne, żeby wiedzieli, że taka wojna była – podpowiadała nieraz Dominika Maciaszek, historyczka z Łodzi.
Zdaniem niektórych historyków trafnie przesunięto akcent z przebiegu wydarzeń na ich przyczyny i skutki, analizowanie. Zwłaszcza, że przy obecnej dostępności źródeł informacji daty czy życiorysy danych postaci można w każdej chwili wyszukać, sprawdzić.
Zmiany w wiedzy o społeczeństwie - uogólnienie niektórych zagadnień - nauczyciele również uznają za dobre, choć wciąż niewystarczające. Aleksandra Dulas, nauczycielka WOS-u, proponuje usunięcie np. uczenia się na pamięć instytucji Unii Europejskiej. - Wymieniam je na lekcji i zapominam od razu, jak to wyłożę. Po co mam pamiętać, skoro w każdej chwili mogę sprawdzić w telefonie, która instytucja odpowiada za co – mówi. Podobnie jest z instytucjami państwowymi.
Z HiT-u wykreślono kilkanaście zagadnień, bardziej je uogólniając. I w tym względzie historycy różnią się. „Podstawa programowa to najbardziej ogólna rama, kierunkowskaz, który realizujemy w szkole. Nie musi być więc bardzo szczegółowo rozpisana” – przypomniała na swoim profilu przy okazji dyskusji o podstawach Agnieszka Jankowiak-Maik, znana jako Babka od histy. - Dostrzeżmy w podstawie kobiety, dzieci, mniejszości – dodała jednocześnie.
W dyskusji nie brakuje jednak głosów, że podpunkty i uszczegółowienia pomagają, gdy trzeba przygotować ucznia do matury i egzaminów – wtedy wiadomo co dokładnie ma opanować. Co ważne, w mediach społecznościowych pojawiły się głosy, że eksperci mieliby zaproponować wykreślenie informacji o Powstaniu Wielkopolskim. Jest to nieprawda, zostało ono w podstawie.
Chemia bez matematyki
Z chemii ewidentnie eksperci skupili się na zagadnieniach pamięciowych i tych powiązanych z matematyką czy biologią. Proponują uszczuplenie treści o składzie atomu, elektronach, izotopach i obliczeniach matematycznych typu obliczanie masy. Do tego skreślili zagadnienia dotyczące składu cukrów, a w szkołach średnich obliczenia fizyczne z kinetyki, a także skład cukrów, tłuszczów i białek.
Maciej Rusiecki, chemik, dyrektor V LO w Warszawie, na brak korelacji przedmiotowej już dawno zwracał uwagę. - Nie zazębiało się to terminowo. Każdy przedmiot sobie, a przecież podział na chemię, matematykę, fizykę jest sztuczny – mówi i popiera zwłaszcza zmniejszenie treści o budowie atomu. - To wielki dział pełen teorii i pojęć. Mamy tam bardzo mało rzeczy, które możemy pokazać w sposób praktyczny – wyjaśnia.
Nauczyciele chemii skupieni w Centrum Chemii w Małej Skali i w Polskim Stowarzyszeniu Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych uważają jednak, że zero-jedynkowe likwidowanie treści matematycznych nigdy nie przynosi niczego dobrego. W przesłanych do MEN sugestiach proszą o zachowanie rozwagi w tym względzie. Do tego bezwzględnie postulują przywrócenie zapisu o definiowaniu i rozróżnianiu kwasów i zasad. „Uważamy, że poprzedni zapis był precyzyjniejszy” – argumentują.
W wypadku szkół średnich znacznych zmian jest niewiele. Większość to usunięcie treści powielanych w innych punktach, czasem doprecyzowanie tych nieprecyzyjnych, więc to chemicy uznają za duży plus. „Kontrowersje budzi wszędobylska wstawka „wyszukuje, porządkuje, porównuje i prezentuje informacje” będąca swoistą pułapką” – sugerują nauczyciele w opinii. Według nich z jednej strony pozwala to uniknąć „wbijania do głowy uczniom zbędnych informacji dostępnych w sprawdzonych źródłach". Z drugiej strony zastanawiają się, czy uczeń może być sprawdzany z umiejętności wyszukiwania informacji na egzaminie maturalnym, a jeśli tak to w jaki sposób?
Wątpliwości nauczycieli budzi jeszcze zamiana z „przeprowadzania” doświadczenia na „obserwowanie” go. „Przecież nie o taką szkołę walczymy, w której uczeń tylko obserwuje. Owszem, w polskiej szkole nadal nie wszędzie istnieją warunki do prowadzenia doświadczeń, ale rozwiązaniem tego problemu nie powinno być usuwanie wymagań ich prowadzenia” – uważają chemicy.
Co na biologii, co na geografii
Z biologii wykreślono kilka chorób, grup organizmów i metod badań, ale zdaniem nauczycieli są to zmiany kosmetyczne. I znów zwracają uwagę na korelację międzyprzedmiotową. - Omawiamy potężną część biochemiczną, czyli m.in. budowę białek, lipidów. To nie przydaje się większości uczniom w życiu i jest też na chemii – mówi Marzena Kamińska, nauczycielka biologii, dyrektorka VI LO w Lublinie.
Treści z inżynierii genetycznej nieco zmniejszono, ale Kamińska zmniejszyłaby je jeszcze mocniej. - Niektóre zagadnienia, które poruszamy, przydają się tylko naukowcom – stwierdza. Metody biotechnologii. To od razu proponuje wyrzucić Magda Konkolewska, nauczycielka biologii z Łodzi. - Te techniki tak szybko się zmieniają, że to jest czysto encyklopedyczna wiedza – stwierdza. W geografii eksperci skupili się głównie na ograniczeniu treści geopolitycznych dotyczących kultury, turystyki i statystyki. Nauczyciele uważają to za dobre rozwiązanie, bo była to wiedza typowo pamięciowa i szybko zmieniająca się. Ale mają jeszcze swoje propozycje.
- Mamy np. astronomię, która zresztą też jest na fizyce. Uczniowie myślą, że będą się uczyli o czarnych dziurach, a tu nie przestają liczyć. Jak na matematyce – opowiada Krystyna Pufal, nauczycielka geografii. Z programu na pewno usunęłaby też obliczanie kąta padania promieni słonecznych. W dobie nawigacji jej zdaniem nie potrzebne jest też poświęcanie takiej uwagi na naukę określania współrzędnych geograficznych. Jeśli chodzi o fizykę, ministerialni eksperci i nauczyciele również skupili się w uwagach i cięciach na przenikaniu się tych samych treści na chemii czy matematyce.
Po analizie nadesłanych uwag MEN przygotuje projekty rozporządzeń w sprawie podstawy programowej. W kwietniu miałyby one trafić do konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych, a w czerwcu do podpisu przez szefową MEN. Nowa, zawężona podstawa programowa będzie obowiązywać w okresie przejściowym od roku szkolnego 2024/2025. W tym czasie eksperci mają pracować nad kompleksową reformą programową, która wejdzie w życie od 1 września 2026/2027 w szkole podstawowej i od roku szkolnego 2028/2029 do szkół ponadpodstawowych.
Źródło: Radio ZET
- Tydzień z życia nauczyciela. "Dojechałam do grudnia i dopadło mnie wycieńczenie"
- Za długa. Trudna do przeczytania. Nieprzystająca do naszych czasów. Lista lektur do zmiany
- Po co dzieciom rozmnażanie nicieni i płazińców na biologii? Albo tyle dat z historii?
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET