`

Za długa. Trudna do przeczytania. Nieprzystająca do naszych czasów. Lista lektur do zmiany

5 min. czytania
25.01.2024 09:23
Obserwuj nas na Google

SZKOŁA OCZAMI UCZNIÓW. Niewyspani, wymęczeni, sfrustrowani uczniowie to nie mit. Natalia, licealistka, całkiem sporo takich osób mija codziennie na szkolnych korytarzach. Ma to szczęście, że do nich nie należy. - Parcie na oceny? To najczęściej nie wychodzi od uczniów - uważa.

Klasa w szkole
fot. Beata Zawrzel/REPORTER

Szkoła oczami… - to nasz autorski cykl, w którym przedstawiamy historie uczniów, nauczycieli i rodziców z różnych miast i szkół. Kolejni nasi bohaterowie opowiadają nam, jak wygląda ich szkolny tydzień, co odpowiada im w polskiej edukacji, co by zmienili. Każda z tych grup – uczniowie, rodzice, nauczyciele – współtworzy polską szkołę. Jednocześnie często odbiera ją zupełnie inaczej. Połączenie tych spojrzeń daje pełny obraz polskiego systemu edukacji.

Natalia nie przejmuje się za bardzo ocenami. Tak samo jak straszeniem widmem matury przez nauczycieli. Nie spędza dużo czasu nad pracą domową i nauką w domu. Nie chodzi też na korepetycje. Po tym krótkim opisie łatwo stworzyć sobie w głowie obraz przeciętnej lub nawet słabszej uczennicy mającej co najmniej luźny stosunek do zdobywania szkolnej wiedzy. W wypadku Natalii zgadza się jednak tylko określenie "luźny".

17-latka uczy się w klasie biologiczno-chemicznej z rozszerzoną matematyką w jednym z najlepszych łódzkich liceów. Chodzi do trzeciej klasy. Ma głównie piątki. Myśli o studiowaniu medycyny albo kierunku okołomedycznego. Jednocześnie do niedawna trenowała intensywnie piłkę ręczną.

Siedem lekcji dziennie, godzina nauki w domu

Czy jej szkolny dzień wygląda wyjątkowo? W liceum lekcje zaczyna o godz. 8 lub 9. W tym roku szczęśliwie jej klasie nie przypadły zerówki. Do szkoły ma dosyć daleko. Przy małych korkach i obecnych sporych remontach autobusem dojeżdża w 30 minut. Uważa, że i tak nie ma co narzekać, bo większość jej klasy jest spoza Łodzi i albo kursuje pociągami, albo mieszka w bursie.

Natalia zazwyczaj ma 6, 7 lekcji dziennie. Po południami kilka razy w tygodniu chodzi na siłownię. Oprócz tego uczy się dodatkowo niemieckiego - jak mówi dla fanu, bo lubi języki obce - i angielskiego – dla certyfikatu. Zdecydowanie uważa się za nocnego marka, ale w trakcie roku szkolnego stara się kłaść spać o godz. 22,23. Żeby się wyspać i łatwiej wstać z łóżka następnego dnia.

Redakcja poleca

Niewyspani, wymęczeni, sfrustrowani odkładaniem swoich pasji na bok uczniowie to nie jest jednak mit. - Znam takie osoby, także w naszej szkole. I to całkiem sporo – przyznaje Natalia. Domyśla się, co wpływa na taki obraz edukacji i jak można go poprawić.

Praca domowa? Kto chce

- Trafili mi się super nauczyciele – mówi, w czym jeszcze bardziej się utwierdza, przypominając sobie swoją poprzednią szkołę. - Po doświadczeniach z podstawówki nie wiedziałam, że można tak przekazać wiedzę z biologii czy chemii. Moi obecni nauczyciele bardzo dobrze tłumaczą. Robimy sporo projektów, więc lepiej przyswaja się materiał. Matematykę zawsze lubiłam, niezależnie od nauczyciela, ale mój matematyk też ma naprawdę świetne podejście do ucznia – opowiada zachwycona.

Na Natalię dobrze wpływa też atmosfera w liceum. Kolejne akcje, pikniki, spotkania integrują szkołę i dają możliwość poznania osób z innych klas. - Dyrektor chętnie się na te wszystkie pomysły zgadza. Nauczyciele też się angażują – mówi Natalia.

Po szkole na prace domowe poświęca ok. godziny dziennie. Nie wszystkie są obowiązkowe. Np. z matematyki nie ma przymusu, żeby je robić. Uczniowie jednak robią je dla siebie. Jednocześnie z przedmiotów, których nie ma rozszerzonych, każdy robi to, co go interesuje. Nauczyciele luźno do nich podchodzą, więc poziom jest niższy. Nie mają restrykcyjnych wymagań, a uczniowie poczucia, że marnują czas.

Klasówki? Kartkówki? Nauczyciele, aby przestrzegać regulaminu szkoły wyznaczającego dopuszczalną liczbę sprawdzianów w tygodniu, nieraz kłócą się o terminy i prześcigają, kto pierwszy zaklepie sobie datę. Dzięki temu uczniowie dużo wcześniej dostają informacje o klasówkach. Choć kumulacje testów się zdarzają, ale średnio na naukę w domu Natalia poświęca kolejną godzinę.

Redakcja poleca

Najlepsi uczniowie w najlepszym liceum

- Moi rodzice są bardzo wyrozumiali – to element, który jej zdaniem najmocniej wpływa na podejście do szkoły i czas spędzany nad lekcjami. - Widzę, jak u niektórych rodzice mają duże parcie na stopnie. To często przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. Ludzie stresują się, siedzą nocami nad książkami, są więc bardziej zmęczeni i jeszcze trudniej zdobyć im piątkę. U mnie rodzice zostawiają mi wolną rękę, kompletnie nie wtrącają się w to – mówi. Ale też nie muszą się wtrącać.

I to ten trzeci element wpływający na niemal idealny obraz szkoły. Uczniowie, którzy - nie oszukujmy się - w najlepszym liceum też są w większości najlepsi, już na wejściu. Po drugie Natalia ma umiejętność wybitnie potrzebną w polskiej szkole - zapamiętuje niemal wszystko z lekcji. Dlatego przy świetnej kadrze wiele już jej nie potrzeba. 

W tym niemal idealnym obrazie Natalia widzi jednak rysy i to całkiem spore. - Więcej miejsca – apeluje. Na własnej skórze 17-latka odczuła reformę edukacji i podwójny rocznik, który po likwidacji gimnazjów przyszedł do szkół średnich. - Jest naprawdę duży tłok. Na przerwach siedzimy w salach. Gdybyśmy wszyscy wyszli na korytarz, nie zmieścilibyśmy się – opowiada. Na takie rozwiązanie po reformie edukacji zdecydowała się niejedno liceum.

Lista lektur. Długa, trudna, oderwana

W kolejnym punkcie, który wymienia Natalia, nauczyciele, rodzice i uczniowie są zgodni. Czyli odchudzenie podstawy programowej. - Zwłaszcza, że teraz gdy każdy spodziewa się jakiś zmian i trochę nie wiadomo, co robić, robimy wszystko – mówi. Nieraz ucząc się biologii, która najtrudniej jej wchodzi do głowy, zastanawia się: kiedy i gdzie ja to wykorzystam? Poraża ją jeszcze jedna kwestia. - Nauczyciele opowiadają nieraz nam, że uczyli się z takiej i takiej książki, którą zresztą znaleźli u swoich dziadków, bo ci też się z niej uczyli. I teraz my możemy się z tego uczyć. To pokazuje, że nic się nie zmienia – opowiada.

A zwłaszcza lista lektur, do której ma ewidentny uraz. - To nie jest tak, że nie lubię czytać. W wolnym czasie zawsze sięgam po książki, tylko sama je wybieram. Takie narzucone zupełnie nie są przydatne – mówi i w skrócie opisuje szkolną listę: - Dużo za duża. Książki trudne do przeczytania. Nie przystają do naszych czasów.

Pierwszy lepszy przykład z brzegu. Ostatnio omawiała „Nie-Boską komedię” i zastanawiała się, po co wciąż widniej w spisie lektur. - Ciężka, w dodatku z wątkami antysemickimi, oderwana od rzeczywistości – ocenia. Nie ukrywa, że w piątki, na koniec szkolnego tygodnia, już jej się nie chce, a rano myśli: "o matko, znowu szkoła". Ale wbrew pozorom, gdy tak się nad tym zastanowi, to nie chce jej jeszcze kończyć. Dobrze wybrała i dobrze się tu czuje. Głównie ze względów na przyjaciół.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET