Alarm bombowy w Waszyngtonie. Niedoszły zamachowiec w rękach policji
Policja Kapitolu wszczęła w czwartek śledztwo w sprawie zagrożenia bombowego w pobliżu Biblioteki Kongresu, która została ewakuowana. Źródło policyjne poinformowało, że nie potwierdzono informacji, że na miejscu incydentu są materiały wybuchowe - relacjonuje Reuters. Niedoszły zamachowiec jest już w rękach policji. Nikt nie ucierpiał.
Wcześniej ewakuowano jeden z budynków Biblioteki Kongresu USA, siedzibę Sądu Najwyższego oraz Cannon House Office Building, gdzie mieści się część biur należących do Kongresu, gdy w pobliżu zaparkował kierowca, który zagroził detonacją ładunku.
USA. Alarm bombowy w Waszyngtonie
Policja otoczyła pojazd. Okoliczne drogi zostały zablokowane, a na miejscu są eksperci od materiałów wybuchowych. W śledztwo włączyło się FBI.
Ludziom przebywającym w innych budynkach w okolicy polecono ukrycie się w swoich biurach. Stacja CNN podała wcześniej, że policjanci prowadzili rozmowy z kierowcą pojazdu, który zagroził detonacją ukrytej w środku bomby.
Mężczyzna relacjonował swoje działania na żywo na Facebooku, żądając m.in. rozmowy z prezydentem USA Joe Bidenem i zapowiadając nadejście "rewolucji". Jego wideo zostało usunięte z serwisu.
Ray Rosenberry w rękach policji
Informacje z profilu potencjalnego zamachowca na Facebooku wskazują, że nazywa się Ray Rosenberry i pochodzi z Karoliny Południowej. W czwartek rano czasu miejscowego podjechał czarnym pick-upem pod budynek Biblioteki Kongresu USA, twierdząc, że ma bombę złożoną z azotanu amonu, która jest w stanie wysadzić w powietrze dwie przecznice. Jednocześnie twierdził, że może ona wybuchnąć tylko, jeśli on sam zostanie zastrzelony.
Z transmisji wideo, którą zamieścił w internecie, nie wynika konkretny motyw, którym mógłby się kierować. Mężczyzna domagał się rozmowy z Bidenem, mówił o rozpoczynającej się "rewolucji", sugerował też, że działa w porozumieniu z innymi "patriotami".
"Zastrzelicie mnie, to 2,5 przecznicy wyleci w powietrze. Zacznie się rewolucja. Ona tu już jest" - mówił w nagraniu. Twierdził, że "Demokraci zabijają Amerykę", i zdawał się domagać się bombardowania Afganistanu.
W reakcji na jego groźby ewakuowano część budynków należących do kompleksu Kapitolu i Biblioteki Kongresu. Mężczyzna poddał się po pięciu godzinach negocjacji.
Szef Policji Kapitolu Tom Manger poinformował, że nie wie jeszcze, czy w pojeździe były materiały wybuchowe. Dodał, że mężczyzna zmagał się z problemami osobistymi, w tym ze śmiercią w rodzinie.
RadioZET.pl/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET