`

Mężczyzna przyleciał na własny pogrzeb helikopterem. "Chciałem dać wam lekcję"

2 min. czytania
14.06.2023 14:25
Obserwuj nas na Google

David Baerten z Belgii postanowił dać nauczkę swojej rodzinie, która jak twierdzi, "nie zwracała na niego uwagi". Mężczyzna upozorował własną śmierć, a gdy na pogrzebie zebrali się żałobnicy, przyleciał na "uroczystość" helikopterem. - Czułem się niedoceniany, chciałem dać wam lekcję życia - powiedział do zgromadzonych.

Upozorował własną śmierć
fot. TikTok/Screen

Pewien Belg imieniem David Baerten nie mógł wytrzymać zachowania swojej rodziny. Jak tłumaczył, bliscy nie dzwonili do niego, nie zapraszali na ceremonie i "udawali, że nie istnieje". Wraz z żoną i dziećmi postanowił więc, że da im nauczkę, wymyślił coś, co zszokowało nie tylko rodzinę, ale i użytkowników TikToka. 

Upozorował własną śmierć. Chciał dać nauczkę bliskim

Mężczyzna postanowił upozorować własną śmierć, żeby sprawdzić, komu tak naprawdę na nim zależy i kto z bliskich pojawi się na jego "pogrzebie". W intrydze pomogły mu dzieci, które zamieściły w mediach społecznościowych pożegnalne wpisy. "Spoczywaj w pokoju tatusiu. Nigdy nie przestaniemy o tobie myśleć. Dlaczego ty, miałeś zostać dziadkiem, nigdy cię nie zapomnimy" - pisali.

David postanowił jednak pójść o krok dalej i zaaranżował swój własny pogrzeb. Na ceremonii w pobliżu miasta Liege pojawili się żałobnicy - przyjaciele i członkowie rodziny. Zanim jednak uroczystość się rozpoczęła, nad ich głowami pojawił się helikopter. 

Gdy maszyna wylądowała Dave wyskoczył z niej wraz z kamerzystą, witając żałobników słowami: "Witajcie na moim pogrzebie". Jak opisuje "New York Post", reakcje zgromadzonych były skrajnie. Jedni rzucili się przez pole, by przytulić mężczyznę, inni stali w miejscu wyraźnie skonsternowani "żartem".

"Postanowiłem dać wam lekcję życia"

Po chwili Dave wyjaśnił, dlaczego zdecydował się na upozorowanie własnej śmierci. - To, co dzieje się w mojej rodzinie często mnie rani. Nie jestem nigdzie zapraszany, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Wszyscy się od siebie oddaliliśmy. Czułem się niedoceniany, dlatego chciałem dać wszystkim lekcję życia. Pokazać, że nie należy czekać aż ktoś umrze, by się z nim spotkać - powiedział. 

Po wszystkim Dave w jednym z wywiadów powiedział, że niektórzy bliscy, którzy wcześniej się z nim nie kontaktowali, zdecydowali się zadzwonić. - Ten żart dowiódł, komu naprawdę na mnie zależy, więc w pewnym sensie wygrałem - mówił. 

Redakcja poleca

RadioZET.pl/"New York Post"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET