Niespodziewany ruch żołnierzy z Grupy Wagnera. Wojskowy ocenia zagrożenie
Najemnicy z Grupy Wagnera przemieścili się z Białorusi na wschodni front na Ukrainie. Część najemników zmarłego Jewgienija Prigożyna udała się do Afryki. "Byli wagnerowcy są obecni na terytorium Wschodniego Zgrupowania Sił i biorą udział w walkach" - przekazał w komunikacie rzecznik Wschodniego Zgrupowania Sił Zbrojnych Ukrainy Ilja Jewłasz.
Grupa Wagnera po tragicznej śmierci przywódcy Jewgienija Prigożyna zaczęła się rozpadać. Obóz wagnerowców zlokalizowany pod Osipowiczami na Białorusi w ciągu kilku miesięcy zmniejszył się o połowę. Członkowie prywatnej formacji wojskowej otrzymali propozycje dołączenia do rosyjskiej armii lub firmy ochroniarskiej należącej do Łukaszenki. Część żołnierzy wróciła jednak na front na Ukrainie.
"Byli wagnerowcy są obecni na terytorium Wschodniego Zgrupowania Sił i biorą udział w walkach" - przekazał rzecznik Wschodniego Zgrupowania Sił Zbrojnych Ukrainy Ilja Jewłasz. Najemnicy mają przybywać z terytorium Białorusi.
Grupa Wagnera na Ukrainie. "Nie stanowią takiego zagrożenia jak jeszcze rok temu"
Obecnie siły Grupy Wagnera są rozformowane, a byli najemnicy trafiają do różnych jednostek. Część z nich udaje się do Afryki, niektórzy podpisują kontrakty z rosyjskimi ministerstwem obrony i biorą udział w wojnie w różnym charakterze, w tym jako instruktorzy. Niektórzy trafiają do zwykłych jednostek bojowych.
"Byli najemnicy nie stanowią już takiego zagrożenia, jak jeszcze rok temu. Ponieważ utracili swojego szefa, Jewgienija Prigożyna" - ocenia Jewłasz. Według Andrija Demczenko, rzecznika ukraińskiej straży granicznej, na Białorusi przebywało około 6 tys. wagnerowców, teraz ich liczba jest szacowana na 500.
- Horror w autobusie. 15-latka jechała do szkoły, została zamordowana
- Pożar na weselu, zginęło co najmniej 100 osób. W sieci pojawiło się szokujące nagranie
- Ludzie Putina wściekli na Kadyrowa. Brutalne nagranie wstrząsnęło Moskwą
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET