`

Oskarżony o ponad 20 przestępstw zniknął? Adres, który podał sądowi, nie istnieje

2 min. czytania
05.02.2025 11:44
Obserwuj nas na Google

"Stalker z Tindera", czyli Robert I.  na wyrok ws. oszustw, znęcania się nad kobietami i kradzieży czeka na wolności. Taka była bowiem decyzja sądu. Spełnia się scenariusz, którego najbardziej obawiały się jego ofiary. Jak podaje "Gazeta Wyborcza", mężczyzna miał regularnie stawiać się na komisariacie, ale nie przyszedł ani razu. Ponadto adres, który podał w sądzie, nie istnieje.

Robert I.
fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl
  • Robert I. jest oskarżony przez wrocławską prokuraturę o ponad 20 przestępstw, w tym m.in. kradzież, włamanie, oszustwa, groźby, znęcanie psychiczne
  • Mimo to mężczyzna wyszedł na wolność - jego brat wpłacił kaucję w wysokości 100 tys. zł
  • Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", podany przez niego adres - który miał być miejscem pobytu po wyjściu z aresztu - nie istnieje

"Stalker z Tindera" na wolności. Planował uciec z kraju?

Robert I. przez wrocławską  prokuraturę został oskarżony o ponad 20 przestępstw, w tym m.in. kradzież, włamanie, oszustwa, groźby, znęcanie psychiczne. W tej sprawie jest siedmiu pokrzywdzonych - w tym sześć kobiet. Mężczyzna miał zawsze podobną taktykę - poznawał kobiety na portalach randkowych. Był życzliwy, szarmancki i opiekuńczy. Później manipulował, kłamał i okradał swoje ofiary. Kiedy kobiety chciały odzyskać  pieniądze, zaczynał im grozić, stosował też przemoc.

W połowie stycznia pisaliśmy, że Robert I. przebywa w areszcie od maja 2023 roku, ale ostatnia decyzja o przedłużeniu tymczasowego aresztowania została jednak podważona przez Sąd Apelacyjny, który orzekł, że nie ma ryzyka mataczenia czy ucieczki ze strony oskarżonego. Ustalono zatem, że będzie mógł opuścić więzienie. Warunkiem było wpłacenie 100 tys. zł kaucji do 31 stycznia 2025 roku. Zrobił to brat Roberta I. "Stalker z Tindera" dostał zakaz opuszczania kraju; miał meldować się dwa razy w tygodniu na komisariacie, odebrano mu paszport. Warto podkreślić, że jeszcze przed zatrzymaniem mówił znajomej, że chciałby wyjechać z kraju. 

Po Robercie I. ślad zaginął?

Robert I. wyszedł z więzienia 21 stycznia. Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", od tego czasu mężczyzna powinien był stawić się na komisariacie Wrocław Krzyki przy ul. Jaworowej już cztery razy, a nie pojawił się ani razu. Nie było go także na ostatniej rozprawie przed sądem, a podany przez niego adres - który miał być miejscem pobytu po wyjściu z aresztu - nie istnieje. Z doniesień "GW" wynika bowiem, że jest taka ulica we Wrocławiu, ale nie ma podanego przez oskarżonego numeru. 

Redakcja poleca

W sieci rozpoczęła się burzliwa dyskusja na ten temat. "Tyle miesięcy w areszcie wystarczyło, aby przemyśleć, jak ominąć system. Bo przecież po co sprawdzać adres, który podaje osadzony w areszcie. Lepiej uwierzyć mu na słowo. Przecież człowiek jest w świetle prawa jeszcze niewinny. Wystarczy wpisać do protokołu to, co powiedział i uznać to za prawdziwe. A później niech się policja martwi, gdzie on jest" - napisał jeden z internautów. "Odebranie paszportu jako sposób na zabezpieczenie przed wyjazdem za granicę wydaje się dosyć rozczulający" - czytamy w kolejnym komentarzu. 

Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET