Zamknij

Studniówka 2023 jak wesele. 1,5 tys. zł może nie wystarczyć. "Winna inflacja i rodzice"

30.11.2022 10:53

Biała bluzka, czarna spódnica i zabawa w szkolnej sali gimnastycznej za grosze to już przeszłość. Dziś za studniówkę w hotelu lub sali konferencyjnej trzeba zapłacić prawie tysiąc złotych za parę. Niemal drugie tyle kosztuje strój i dodatki. Nie brakuje też weselnych atrakcji jak fotobudka. - To nie są nasze pomysły, rodzice tak wymyślają – nie ukrywają złości maturzyści.

Studniówka
fot. Adam STASKIEWICZ/East News

- Drogo, bardzo drogo – stwierdza Miłosz, maturzysta z Warszawy, gdy wylicza, ile trzeba będzie wydać na studniówkę. W jego liceum za osobę płaci się 500 zł. Za partnera, partnerkę spoza szkoły – dodatkowe 200 zł. Chociaż panuje niepisana zasada, by osoby towarzyszące były z tego liceum.

W kwocie 500 zł (lub 700 zł za parę) mieści się tzw. talerzyk, czyli catering, wynajem sali (studniówka jest w centrum konferencyjnym), dekoracje, kwiaty dla nauczycieli, zaproszenia, fotograf i DJ. - Chociaż każda klasa miała przygotować i przesłać listę piosenek, której chciałaby posłuchać, więc DJ specjalnie się nie napracuje – mówi maturzysta.

500 zł to jednak nie koniec wydatków. Przed Miłoszem jeszcze zakupy. Na garnitur planuje wydać maksymalnie 400 zł. - Potem będzie już na matury i na inne okazje, także mam zamiar go wykorzystać nie tylko na studniówkę – zastrzega. Podobnie jak koszulę, buty, krawat, pasek. Za to pewnie trzeba będzie zapłacić ok. 500, 600 zł. Miłoszowi odpadł jeden zakup - spinki do mankietów planuje pożyczyć od taty. Fryzjera sobie daruje, ale w wypadku strzyżenia i stylizacji byłoby to kolejne 50,60 zł.

Układ do poloneza wymyślił dyrektor, teraz z klasami choreografię ćwiczy wuefistka, więc na szczęście nie trzeba było wynajmować trenera. Chociaż niektóre szkoły wybierają taką opcję, więc dochodzą kolejne wydatki. W liceum Miłosza podczas studniówki można też tańczyć tango i walca. Podstawowych kroków uczy jeden z uczniów – wolontaryjnie. W sumie – nie licząc transportu na bal i z balu - Miłoszowi, który idzie na studniówkę z partnerką ze szkoły (więc ona płaci swoją część) wyjdzie prawie 1,5 tys. zł.

Studniówka 2023 w szkole niewiele tańsza

Zdecydowanie więcej drobiazgów i przygotowań jest przed dziewczynami. Oliwia, tegoroczna maturzystka z Warszawy, sukienki jeszcze nie wybrała, ale pierwsze rozeznanie z koleżanką już robiła. - Myślę, że za fajną sukienkę 400, 500 zł trzeba będzie wydać – mówi. Do tego będzie musiała dokupić jeszcze buty – za nie wyjdzie ok. 200 zł.

Upięcie włosów u fryzjera kosztowałoby minimum 100 zł, profesjonalny makijaż u kosmetyczki – 200 zł. Oliwia jednak chce sama się uczesać i umalować, te wydatki więc odpadają. Planuje jedynie iść na paznokcie i zrobić hybrydy, za to zapłaci 120,130 zł. Torebkę i biżuterię pożyczy pewnie od mamy, albo wykorzysta te, które ma, więc obędzie się bez dodatkowych kosztów.

Za siebie i partnera Oliwia zapłaciła 600 zł. W tym jednak jest tylko sala (w małym zamku), catering i dekoracje. Za DJ-a i fotografa trzeba było zapłacić osobno – niecałe 100 zł. Znów za całość – a trochę wydatków i tak Oliwia usunęła z listy – wyjdzie niespełna 1,5 tys.

To i tak nieźle. W kolejnym warszawskim liceum za parę płaci się aż 950 zł. Do tego strój, dodatki – prawie 2 tys. zł trzeba więc będzie zapłacić. Taniej, choć różnice nie są ogromne, wychodzi w nielicznych szkołach, które nie wynajmują sali. Np. maturzyści z liceum im. Batorego w Warszawie zgodnie z wieloletnią tradycją swój bal mają w szkolnej auli. Za osobę płacą 385 zł, za osobę towarzyszącą spoza szkoły dodatkowe 305 zł.

Oczywiście, Warszawa zwykle jest droższa niż inne miasta. Ale wygląda na to, że w innych zakątkach Polski ceny styczniowych i lutowych balów dla maturzystów wiele się w tym roku nie różnią.

Studniówka poza Warszawą, ceny podobne

- Ceny warszawskie - stwierdza Natasza, maturzystka z Łodzi, gdy podlicza, ile wyjdzie za jej studniówkę. Za parę trzeba zapłacić 800 zł. Bal jest pod Łodzią w pałacu, więc trzeba doliczyć jeszcze dojazd i powrót – to pewnie jakieś 50 zł za osobę.

Natasza czeka z wyborem sukienki na czas świąt i Nowego Roku. Liczy, że będzie wtedy większy wybór. Jest już zdecydowana: chce długą czerwoną kreację. Maksymalnie za 300 zł. - Jestem dość niska, więc pewnie będę musiała ją skracać, przerabiać, więc dochodzą dodatkowe wydatki – tłumaczy. Weronika, maturzystka z Lublina, jeszcze przygotowań nie zaczęła, ale już słyszała od koleżanek, że całe sukienki szyją u krawcowych. To koszt 350,450 zł. Wychodzi więc na to samo jak w sklepach. - Mamy gorzej, bo te sukienki wykorzystamy pewnie tylko na tę okazję – dodaje Weronika.

Dziewczyny z klasy Nataszy szukając oszczędności, chcą zamówić sobie czerwone podwiązki w internecie hurtowo. Wyjdzie taniej i ładniej na zdjęciach, gdy wszystkie będą miały takie same. Biżuterii, torebek Natasza ma sporo, więc nic nowego nie planuje kupować, ale buty będzie musiała dobrać to sukienki – to 200 zł. Do tego trzeba doliczyć ścięcie włosów przed studniówką (zgodnie z przesądem, że do matury już nie wolno ścinać) i upięcie na bal. Natasza liczy, że wyjdzie jej za całość 100-150 zł. Za paznokcie kolejne 80 zł, więc te usługi rzeczywiście kosztują trochę mniej niż w Warszawie. Za całość wyjdzie pewnie i tak ponad 1,5 tys.

- Jak to wszystko podliczyłam, a przede wszystkim zobaczyłam główną cenę za parę, to byłam mocno zaskoczona. To naprawdę dużo – mówi. Zwłaszcza, że ma porównanie. Rok i dwa lata temu ze względu na pandemię tylko nieliczne szkoły zdecydowały się na studniówkę. Organizowano wtedy często bale maturalne po maturze lub w ogóle nie było takich imprez. Trudno więc porównywać ceny do tych sprzed roku czy dwóch lat. Starsza siostra Nataszy miała jednak studniówkę cztery lata temu i płaciła 500 zł za parę. - My teraz płacimy prawie tyle za osobę – mówi Natasza.

- Mój brat miał pięć lat temu studniówkę i płacił połowę tego co my. Jak usłyszałam tegoroczne ceny, to byłam zaskoczona, że tyle studniówka może kosztować. Myślałam, że 200, 300 zł maksymalnie – dodaje Weronika z Lublina. U nich za parę płaci się 650 zł. Jeśli ktoś idzie sam, albo z osobą ze szkoły – tak jak Weronika - to odlicza 179 zł.

Winna inflacja i rodzice

Dwie osoby z klasy Weroniki m.in. ze względu na koszta nie wybierają się na studniówkę. - Gdy poznaliśmy tę podstawową cenę, tylko za salę, catering itd., sześć osób powiedziało, że nie idzie – dodaje Miłosz.

Inflacja, podwyżki cen jedzenia, energii, a co za tym idzie wszystkich usług, to jedno. - A rodzice drugie - wzdycha Miłosz, gdy mówi o organizacji studniówki, która już od kilku lat przypomina bardziej bale sylwestrowe czy wesela. - To oni wszystko wymyślają, rozdmuchują, tłumacząc nam, że taki bal ma się raz w życiu. To wcale nie my uczniowie chcemy takiego rozmachu – opowiada. U niego np. dodatkową atrakcją ma być fotobudka. U Nataszy ścianka do robienia zdjęć. U Oliwii w szkole z kolei rodzice zdecydowali, że kamerzysty nie będzie, bo nikt nie będzie nagrywał ich dzieci.

W liceum Weroniki prawdziwe boje były o tort. Rodzice chcieli, chociaż wiązało się z dodatkową opłatą, a uczniowie nie, bo stwierdzili, że jest to niepotrzebny wydatek. - Rodzice też poprosili uczniów, którzy mają doświadczenia z tańcem, by układali choreografię poloneza. Ćwiczymy pd października na wychowaniu fizycznym, teraz nawet próby mamy mieć w soboty – mówi zniechęcona Weronika. - I alkohol. To dopiero były cyrki – dodaje. Niektórzy rodzice nie chcieli się zgodzić, by stał na stole, inni nie mieli nic przeciwko. Zwłaszcza, że większość maturzystów jest już pełnoletnich. Sprawa otarła się o kuratorium.

- Nie rozumiem, dlaczego za nas podejmują wszystkie decyzje i skąd takie pomysły. Chcą, żebyśmy byli tak samo utrapieni jak oni? - nie kryje ironii Miłosz. - Chcemy się po prostu dobrze bawić, spędzić fajnie czas, oderwać się na chwilę od hasła „matura”. Owszem, to jest jedyny taki bal w życiu, ale do tego nie potrzeba nam takich atrakcji jak fotobudka, tort czy dodatkowe tańce – stwierdza Miłosz.

loader

RadioZET.pl