Google przegrywa kolejny proces. Co dalej z technologicznym gigantem?
Amerykański sąd federalny orzekł, że dział reklamowy Google działa jako nielegalny monopol. To druga poważna porażka koncernu w postępowaniach antymonopolowych prowadzonych przez Departament Sprawiedliwości. W grę wchodzi możliwy podział firmy oraz potencjalne zmiany w strukturze jednego z jej najbardziej dochodowych segmentów – reklamy cyfrowej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- co sprawiło, że amerykański sąd federalny uznał działania Google za nielegalny monopol w reklamie cyfrowej
- jakie konsekwencje mogą spotkać firmę, w tym możliwy przymusowy podział jej działów i odsprzedaż kluczowych usług
- w jaki sposób ten wyrok wpisuje się w szerszą kampanię antymonopolową przeciwko gigantom technologicznym
Google z kolejnym wyrokiem antymonopolowym. Sąd uznał dominację w reklamie online za nielegalną
Sąd federalny w Alexandrii w stanie Wirginia orzekł, że dział technologii reklamowej Google stanowi nielegalny monopol. Sprawę prowadziła sędzia Leonie M. Brinkema z amerykańskiego Sądu Okręgowego dla Wschodniego Dystryktu Wirginii. To już drugi niekorzystny wyrok dla Google – wcześniej koncern przegrał sprawę dotyczącą wyszukiwarki.
Pozew złożył Departament Sprawiedliwości USA we współpracy z prokuratorami generalnymi z kilku stanów. Według aktu oskarżenia Google "ustawił zasady aukcji reklamowych" na własną korzyść, szkodząc wydawcom, reklamodawcom i użytkownikom internetu.
Rynek reklamy cyfrowej w USA. Google oskarżany o nadużycie dominującej pozycji
Google utrzymuje, że jego pozycja wynika z jakości usług, a nie z praktyk antykonkurencyjnych. Według danych eMarketer firma kontroluje 25,6 proc. rynku reklamy cyfrowej w USA o wartości 303 mld dolarów. Dla porównania Meta ma 21,3 proc., a Amazon 13,9 proc.
Prokuratorzy federalni twierdzą, że w niektórych segmentach rynku udział Google jest jeszcze większy – nawet 90 proc. wydawców internetowych korzysta z jego systemu do obsługi reklam displayowych na swoich stronach.
Możliwy przymusowy podział Google. Sąd zdecyduje o konsekwencjach dla koncernu
Proces rozpoczął się we wrześniu, a końcowe argumenty strony przedstawiły miesiąc temu. Sędzia Brinkema rozważa obecnie, jakie środki zastosować, aby przywrócić konkurencję na rynku. Możliwe jest m.in. zmuszenie Google do sprzedaży całego działu technologii reklamowej lub jego części. Firma może oczywiście złożyć apelację. Ostateczne rozstrzygnięcie sprawy może potrwać nawet kilka lat.
Google zmaga się także z osobnym procesem antymonopolowym w Waszyngtonie. W sierpniu sędzia Amit P. Mehta orzekł, że koncern prowadził działalność wyszukiwarkową jako nielegalny monopol. W opinii sądu Google zawierał umowy z producentami smartfonów i komputerów, które blokowały dostęp konkurencji do rynku.
Departament Sprawiedliwości wnioskuje, by Google został zmuszony do odsprzedaży przeglądarki Chrome, a być może także systemu Android. To byłaby jedna z najdotkliwszych kar dla firmy technologicznej w historii amerykańskiego prawa antymonopolowego.
Presja polityczna wokół sprawy. Trump ostrożny wobec podziału Google
Zmiana administracji prezydenckiej w USA wprowadziła niepewność co do kierunku postępowań przeciwko Big Tech. Prezydent Donald Trump wyraził wątpliwość, czy rozbicie Google jest właściwe, argumentując, że może to osłabić pozycję USA w rywalizacji technologicznej z Chinami.
Szef Google Sundar Pichai od czasu wyborów w USA próbuje zacieśniać relacje z nową administracją. Po ogłoszeniu ich wyniku zamieścił na platformie "X" wpis: "Jesteśmy w złotym wieku amerykańskiej innowacyjności i zobowiązujemy się do współpracy z administracją Donalda Trumpa, by korzyści z tego okresu trafiły do wszystkich".
Kontrowersje wokół praktyk Google. Usuwanie czatów i zasłanianie się tajemnicą adwokacką
W toku procesu pojawiły się również zarzuty, że Google celowo niszczył potencjalne dowody. Firma miała usuwać wewnętrzne wiadomości z czatów oraz oznaczać część korespondencji jako poufną, powołując się na ochronę prawną związaną z konsultacjami prawnymi – mimo że nie dotyczyła ona kontaktów z prawnikami. Sędzia Leonie Brinkema ostrzegła, że takie praktyki mogą poważnie podważyć wiarygodność Google przed sądem.
Źródło: Radio ZET/The Washington Post
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET