`

Bliscy ofiar wypadku w Krakowie zabierają głos. "Tak się dowiedzieliśmy"

2 min. czytania
17.07.2023 12:40
Obserwuj nas na Google

Dla nas kierowca jest mordercą - mówili Onetowi bliscy Aleksandra, jednej z czterech ofiar wypadku niedaleko mostu Dębnickiego w Krakowie. Niektóre osoby, które zostawiają znicze na miejscu tragedii, obarczają winą pieszego. W feralną noc przechodził on przez jezdnię w niedozwolonym miejscu.

Wypadek w Krakowie
fot. Telewizja Kraków (screen), PAP/Łukasz Gągulski

Wypadek w Krakowie, który wydarzył się w nocy z piątku na sobotę, poruszył całą Polskę. Czworo młodych mężczyzn - Patryk, Aleksander, Michał oraz Marcin - zginęło na miejscu po tym, jak samochód marki Renault Megane dachował i uderzył w mur na bulwarze Czerwieńskim. Wcześniej kierowca stracił panowanie nad pojazdem, przejechał przez skrzyżowanie przed mostem, zjeżdżając w lewą stronę oraz uderzył w słup sygnalizacji świetlnej i lampę oświetlenia ulicznego - wynika ze wstępnych ustaleń śledczych.

Na światło dzienne wychodzą nowe fakty dotyczące tragedii. - Śledczy mają dokładnie analizować monitoring z nagrania, ustalić, jaki wpływ na zdarzenie miała prędkość pojazdu, czy rolę w wypadku odegrało zwężenie drogi na moście Dębnickim spowodowane remontem tego mostu. Jak na przebieg zdarzenia wpłynął pieszy, który – jak widać na nagraniu – próbował wejść na drogę w miejscu niedozwolonym - mówił PAP Leszek Brzegowy z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Redakcja poleca

Wypadek w Krakowie. Bliscy ofiar przerywają milczenie

Mieszkańcy Krakowa i okolic w miejscu wypadku zostawiają znicze i zastanawiają się, dlaczego doszło do tej tragedii. Wśród nich byli również sąsiedzi jednej z ofiar. - Był dla mnie jak syn - powiedziała Onetowi sąsiadka Aleksandra. Wyjaśniła, że młody mężczyzna stracił rodziców, którzy zmarli na raka.

- W sobotę policja przyjechała do nas do domu i tak się dowiedzieliśmy… Nie możemy wciąż w to uwierzyć - dodał mąż kobiety. Zdaniem bliskich Aleksandra młody mężczyzna nie kolegował się z uczestnikami nielegalnych wyścigów. - Z Michałem i Marcinem to się kumplowali, przyjaźnili, ale z Patrykiem to nie. Nie wiem, czemu w piątek z nim jechali - tłumaczył mężczyzna w rozmowie z Onetem.

Jego żona powiedziała wprost, że przyczyną wypadku była "prędkość i głupota". - Może pani napisać, że dla nas kierowca jest mordercą - dodał mężczyzna. 

Niektóre osoby, które zostawiają znicze na miejscu wypadku, winą za tragedię obarczają inną osobę niż kierowcę renault. "To ewidentnie wina pieszego", "To przecież mógł być każdy z nas" - to niektóre komentarze zebrane przez Onet. 

Media ustaliły, że w feralną noc pojazd prowadził Patryk P., prywatnie syn celebrytki i bizneswoman Sylwii Peretti. Mężczyzna w serwisach społecznościowych wielokrotnie podkreślał, że jest fanem szybkiej i niebezpiecznej jazdy samochodem.

RadioZET.pl/Onet.pl/PAP

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET