Aplikacja zakazana dla dzieci, ale nauczyciel jej wymaga. „Córka nie założyła i jest wykluczona”
- Wychowawczyni na Messengerze wysyła wszystkie materiały uczniom. Moje dziecko nie ma tam konta, bo nie skończyło regulaminowych 13 lat. I jest wykluczone – skarży się mama 11-latki. Jakich aplikacji mają prawo wymagać szkoły od uczniów?
Ala ma 11 lat, chodzi do czwartej klasy. - Wychowawczyni na Messengerze utworzyła grupę z uczniami, na którą wysyła wszystkie informacje i materiały. Moje dziecko nie ma tam konta. Jest to wbrew zasadom, które wyznajemy. Takie platformy są od określonego wieku i chcemy tego przestrzegać – mówi nam mama Ali. Gdy zgłosiła to nauczycielce, ta miała wysyłać wiadomości mailem. Zrobiła tak raz, potem temat mimo próśb rodziców ucichł.
- Córka raz książki nie przyniesie, bo pani napisała o tym na Messengerze, a to nie wie o jakiejś zbiórce. Wkurza mnie to – nie ukrywa mama dziewczynki i zastanawia się, czy nauczyciel ma prawo wymagać od uczniów posiadania konta na takich platformach jak Messenger czy Facebook. W dodatku jeśli uczniowie nie spełniają wymogów wiekowych.
Szkoła pyta rodziców o zgodę
Z Facebooka i Messengera, tak jak zresztą z większości tego typu platform, mogą korzystać osoby, które ukończyły 13 lat. Mówi o tym regulamin aplikacji. Dzieci sprawnie omijają jednak ten przepis, podając inny rok urodzenia przy zakładaniu konta.
W ocenie mecenasa Magdaleny Patelak sam proceder zakładania konta przez dzieci poniżej 13 r. życia nie jest przestępstwem. - Ale takie konta powinny być zgłoszone i usunięte jako niezgodne z regulaminem i prawem – zaznacza. - Sam fakt, że nauczyciel nakłania do łamania obowiązującego regulaminu, rzekomo dla dobra dzieci, jest co najmniej moralnie dyskusyjne. Dyrekcja, a jeśli ona nie widzi problemu to kuratorium, powinno się tym zająć - dodaje. Zdaniem dr. Artura Modlińskiego z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego, który zajmuje się m.in. badaniami nad cyberkomunikacją w tej sytuacji wszystko rozbija się o zgodę rodziców.
Część uczniów z pewnością już wcześniej korzystała z platformy, bez namowy nauczycielki. Czyli pytanie nie w jakim wieku korzystamy z danej aplikacji, tylko w ogóle na jaką aplikację się decydujemy. Bo od tego - internetowych komunikatorów - szkoły w XXI wieku nie uciekną.
- Pracując z osobami niepełnoletnimi, nie podjąłbym się bez zgody wszystkich rodziców odgórnego wskazania, z jakiej platformy korzystamy. Wolałbym, żeby szkoła zapewniła taką zgodę. Jeśli to zrobi i wszyscy się zgadzają to w porządku – stwierdza. Jeśli nie to trzeba znaleźć inną drogę komunikacji z uczniem. Ekspert nie ma wątpliwości, że nauczyciel jest wręcz do tego zobowiązany. Zresztą niektóre szkoły wprowadzają takie zabezpieczenia i pytają rodziców, z jakich technologii mogą korzystać. Inne zakładają własne platformy, do której każdy uczeń ma dostęp. Jeszcze inne kontaktują się przez librus (dziennik elektroniczny).
- W powszechnie dostępnych mediach społecznościowych nieraz zdarzają się włamania na konta – przypomina dr Modliński. Nie omija to nauczycieli. - Wyobraźmy sobie, że konto wychowawczyni jest zhakowane i ktoś w jej imieniu prosi o wpłatę na wycieczkę. Nawet jeśli dwoje, troje dzieci złapie się na to, to mamy problem. Może się też okazać, że z takiego konta dziecko dostanie niewłaściwe treści, a nauczyciel nie będzie nawet o tym wiedział – podaje przykład dr Modliński.
Pokazać dziecku bezpieczny internet
Dr Magdalena Śniegulska, psycholożka dziecięca z Uniwersytetu SWPS i Szkoły Edukacji PAFW i UW przyznaje, że rodzic zgadzając się na założenie konta dziecku poniżej 13. roku życia na takiej platformie, w pewnym sensie pokazuje, że można łamać regulaminy. Patrząc jednak na popularność mediów społecznościowych pytanie, na ile rodzic ma siłę z nimi walczyć. - Może to mu się nie podobać, może tupać nogą, ale jaki to jest koszt dla dziecka – mówi psycholożka.
Jej zdaniem są dwa wyjścia: można znaleźć grupę społeczną, która ma podobne wartości i zapewni dziecku kontakty, relacje społeczne bez mediów społecznościowych. Jeśli jednak dziecko żyje w grupie, w której wszyscy używają takich platform, to trzeba zadbać o to, żeby dziecko było bezpieczne. - To znaczy, pokazać mu, jak bezpiecznie korzystać z internetu, ale nie wykluczać go z takiej aktywności – mówi psycholożka i porównuje to do używania noża w kuchni: można się nim skaleczyć, ale można przygotować sobie nim posiłek.
Prof. Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu Jacek Pyżalski, pedagog specjalizujący się w edukacji medialnej, podaje z kolei przykład nauki pływania. Rodzic może być całkiem odcięty od świata dziecka i nie wiedzieć, co robi w sieci. Może być też kontrolerem i myśleć, że samo wprowadzenie haseł blokujących wystarczy. Ale jeśli chcemy, żeby dziecko się nie utopiło, to mamy dwa wyjścia: możemy wszystkie jeziora i rzeki otoczyć murami, czyli być kontrolerem, albo możemy je nauczyć pływać.
Dr Modliński zaznacza, że wiele zmieniła też nauka zdalna i pandemia, podczas której media społecznościowe nawet dla młodszych dzieci stały się czymś naturalnym. Z drugiej strony gdy prowadził zajęcia z uczniami ze szkół podstawowych o zagrożeniach w sieci, zaskoczyło go to, z jak dużą ilością różnego rodzaju wymuszeń i przemocy spotykają się dzieci w sieci. Potrafią to rozpoznać, ale rzadko zgłaszają, nie reagują. - Każdego miesiąca pojawiają się nowe zagrożenia i w 100 proc. dzieci nie są w stanie się na to uodpornić – dodaje dr Modliński.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET