Minuta ciszy przed lekcjami. Wyłączono dzwonki szkolne
Od minuty ciszy rozpoczęły się w poniedziałek lekcje w Szkole Podstawowej im. Ignacego Krasickiego w Straszynie w województwie pomorskim. Dwóch uczniów – 7- i 10-latek – zginęło w piątkowym karambolu na S7 w Borkowie koło Gdańska. Sprawca wypadku, 37-letni kierowca ciężarówki, usłyszał zarzut spowodowania katastrofy drogowej.
W karambolu na S7 zginęli uczniowie ze Straszyna
"W poniedziałek zostaną wyłączone dzwonki szkolne, a pierwsza lekcja rozpocznie się od minuty ciszy" – napisano w oświadczeniu Szkoły Podstawowej im. Ignacego Krasickiego w Straszynie. "W obliczu ogromnej tragedii, która dotknęła społeczność szkolną, składamy najszczersze kondolencje dla rodzin naszych uczniów" – dodano. Jak ustalił reporter Radia ZET Maciej Bąk, władze gminy Pruszcz Gdański w najbliższym czasie zadbają o to, żeby dzieci miały zapewnioną pomoc psychologiczną.
Chłopcy w wieku 7 i 10 lat kibicowali Lechii Gdańsk. W piątek wieczorem wracali z meczu swojej ukochanej drużyny. Byli też zawodnikami miejscowej szkoły piłkarskiej Escola Futbolu, która na czas żałoby zawiesiła wszystkie swoje mecze i treningi.
Karambol na trasie S7. Kierowca ciężarówki usłyszał zarzut
Przypomnijmy: do karambolu doszło na remontowanym odcinku trasy S7 w Borkowie, między wjazdem Lipce a Gdańsk Południe. W katastrofie uczestniczyło 21 pojazdów - 18 osobowych i 3 ciężarowe, którymi łącznie podróżowało 56 osób. Zginęły 4 osoby (w tym dwóch chłopców w wieku 7 i 10 lat). Tożsamość pozostałych ofiar wciąż jest ustalana. Rannych zostało 15 osób.
W niedzielę 37-letni kierowca tira, który staranował auta na S7, usłyszał zarzuty spowodowania katastrofy w ruchu lądowym zagrażającej życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu wielkich rozmiarów. Grozi mu do 15 lat więzienia. Sąd zdecydował, że będzie pod dozorem policyjnym i 7 razy w tygodniu musi stawiać się we właściwej jednostce policji. – Nasz klient jest w wielkim szoku po tym, co się stało. Jest zdruzgotany psychicznie – mówił jeden z obrońców podejrzanego mecenas Marek Wasilewski. Mężczyzna w prokuraturze nie przyznał się do zarzutów i odmówił składania wyjaśnień.
Badania wykazały, że 37-latek w chwili zdarzenia był trzeźwy i nie znajdował się pod wpływem środków psychoaktywnych. Z zapisu tachografu wynika, że w momencie zderzenia z innymi pojazdami ciężarówka poruszała się z prędkością 89 km/h. Na tym odcinku trasy dopuszczalna prędkość wynosi 80 km/h.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET