Nowy trend w turystyce dotarł do Polski. Mikro-ucieczki coraz popularniejsze
Krótkie, czasem 48-godzinne wypady na łono natury, bez intensywnego planu zwiedzania, ale za to z jakościowym wypoczynkiem, nazywane mikro-ucieczkami, to nowy trend w turystyce. Również w Polsce, szczególnie w czasie wakacji, coraz częściej decydujemy się na tego typu wypady, wyżej stawiając relaks niż „zaliczanie” kolejnych atrakcji.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego turyści wybierają mikro-ucieczki zamiast city breaków.
- Jak mikro-ucieczki wpływają na plany turystów i ich przygotowanie do wyjazdu.
- Co sprawia trudność gospodarzom w planowaniu krótkoterminowych rezerwacji.
Jeszcze kilka lat temu krótkie wakacje kojarzyły się głównie z city breakami, w Berlinie, Mediolanie czy Londynie, gdzie roiło się od turystów, a kalendarz takich wypadów był maksymalnie napakowany zwiedzaniem, zakupami i wizytami w restauracji. Teraz coraz więcej ludzi decyduje się na wyjazdy, nazywane mikro-ucieczkami (ang. „micro escapes”).
Nowy trend w turystyce
Wiąże się to przede wszystkim z krótką ucieczką za miasto, w góry czy nad jezioro, bez konieczności zwiedzania i „zaliczania” jak największej liczby atrakcji. Turyści zaczynają stawiać na obcowanie z naturą, regionalną żywność, ale też doceniają możliwość porządnego wyspania się w niewielkim pensjonacie czy agroturystyce, gdzie na dodatek będą mogli spędzić czas bez telefonu, internetu i tłumu ludzi wokół.
Eksperci uważają, że ten trend wiąże się z ogólną zmianą trybu życia ludzi, którzy czują się przebodźcowani i szukają chwili ciszy i spokoju, żeby wrócić do fizycznej i psychicznej równowagi. Zwyczajnie się zrelaksować i wyciszyć.
Szybkie spa
W mikro-ucieczkach chodzi przede wszystkim o krótki, ale jakościowy wypoczynek. Bez listy rzeczy do „odhaczenia”. I bez uczucia zmęczenia po urlopie, które do tej pory bardzo często towarzyszyło turystom stawiającym na intensywne zwiedzanie.
Ten trend jest widoczny m.in. w polskich górach, gdzie chętnie przyjeżdżają turyści z większych miast, szukając kontaktu z naturą. - Prowadzę pensjonat i restaurację w niewielkim uzdrowisku Wysowa w Beskidzie Niskim i większość naszych rezerwacji to właśnie pobyty na 2-3 dni, które nazywam „szybkim spa”. Latem zdarzają się dłuższe, nawet tygodniowe, ale regułą się takie krótsze wypady – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Katarzyna Miernik-Pietruszewska, właścicielka Starego Domu Zdrojowego.
- Dominują osoby 50+, pojawiają się także 40-latkowie, coraz mniej za to jest rodzin z dziećmi, choć może to być przypadłość naszej okolicy, bo jest tutaj mało infrastruktury dla dzieci – dodaje.
Jak mówi Miernik-Pietruszewska, ludzie przyjeżdżają, żeby pochodzić po górach, pojeździć na rowerze, wypocząć na świeżym powietrzu. Mieć ciszę i spokój. - Większość rzeczy mają już przygotowanych. Wiedzą, na którą górę chcą wejść, znają szlaki, mają przygotowane mapy, zaznaczone cerkwie, które chcą odwiedzić. Dopytują czasem o szczegóły, ale w większości są dobrze przygotowani do tego swojego szybkiego wypoczynku – opisuje.
Kłopot dla gospodarzy?
Mikro-ucieczki charakteryzują się również podejmowaniem decyzji w sposób spontaniczny. Turyści nierzadko w środku tygodnia, zmęczeni natłokiem zajęć, decydują się na weekendowy wyjazd. - Albo dzwonią w niedzielę, że przyjeżdżają we wtorek, bo też jest coraz więcej takich rezerwacji w środku tygodnia, niekoniecznie zahaczających o weekend. Zapewne z obawy przed tym, żeby nie trafić na tłum innych turystów, tych bardziej przypadkowych. Mieć przyrodę tylko i wyłącznie dla siebie – mówi Miernik-Pietruszewska.
To sprawia również pewien kłopot gospodarzom agroturystyk oraz właścicielom hoteli i pensjonatów, bo trudno o planowanie kalendarza, kiedy ten zapełnia się właściwie z dnia na dzień. Jak mówi właścicielka Starego Domu Zdrojowego, może to być powodem stresujących sytuacji. - Oczywiście, że wolałabym mieć wszystko zabukowane pół roku wcześniej, ale jest inaczej. Jeszcze na początku lata, większość naszych wakacyjnych rezerwacji to byli stali goście, którzy przyjeżdżają co roku, w tym samym okresie, właśnie na tygodniowe i dłuższe pobyty. Jednak było jeszcze sporo luk - te wypełniają się krótkimi rezerwacjami. Jesień zapowiada się podobnie, ale większość rezerwacji będzie 3-4 dniowych, spontanicznych, uzależnionych też od pogody.
- Jednak, choć na krótkie pobyty, sporo gości przyjeżdża do nas po prostu kilka razy w roku. Czasem, żeby się wyspać w ciszy i zjeść dobre śniadanie, ale również, by doświadczyć Beskidu Niskiego o każdej porze roku – puentuje.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET