Alibi, brak dowodów i motywu. Wyrok? Dożywocie. "Wymyślili sobie sprawców tego zabójstwa"
Marcin Chmielewski i Krzysztof Kaczmarczyk zostali oskarżeni o brutalne zabójstwo dwóch nastolatków. Nie przyznali się do winy i przedstawili alibi. Prokuratura nie miała żadnych dowód na ich winę oprócz pomówień współoskarżonych. Mimo to sąd skazał ich na dożywocie. Czy Kaczmarczyk i Chmielewski zostali wrobieni w brutalne zabójstwo?
Jesienią 1998 roku w Giżycku na Mazurach doszło do brutalnego morderstwa braci Nefel: 11-letniego Szymona i 16-letniego Adama. Ze względu na okoliczności zbrodni sprawa wstrząsnęła całą Polską. Adam zginął po tym, jak sprawcy wbili mu w gardło trzy kołki. Natomiast obserwujący tragiczną śmierć brata Szymon został utopiony.
- Mama zabroniła nam wychodzić z domu po zmroku. Nad Giżyckiem zapanował blady strach, bo pojawiła się plotka, że to sataniści zamordowali tych chłopców - mówi Anna Biesiadecka, siostra jednego ze skazanych za to zabójstwo, który nigdy nie przyznał się do winy.
Za ten brutalny mord skazanych zostało pięć osób: Robert T., Sebastian S., Piotr P. oraz Krzysztof Kaczmarczyk i Marcin Chmielewski. Wymienieni z imienia i nazwiska mężczyźni nigdy nie przyznali się do winy, a ich odpowiedzialność za śmierć braci Nefel budzi ogromne wątpliwości. Na podstawie pomówień współoskarżonych otrzymali najwyższy wymiar kary - dożywocie. Jak to możliwe? Zacznijmy od ustaleń prokuratury i sądu w tej sprawie.
Sąd i prokuratura: Kaczmarczyk i Chmielewski zabili braci Nefel
Na podstawie zebranego przez śledczych materiału dowodowego sąd ustalił, że Adam i Szymon Nefel zginęli 11 października 1998 roku. Około godziny 14 chłopcy łowili ryby w pobliżu kanału nad mostem kolejowym w Giżycku. To wtedy zostali zauważeni przez pijących alkohol Roberta, Sebastiana, Piotra oraz Krzysztofa Kaczmarczyka i Marcina Chmielewskiego. Gdy mężczyźni podeszli do chłopców Krzysztof miał krzyknąć do Adama: “ty konfidencie, mamy Cię nareszcie”.
Jak stwierdził sąd, Kaczmarczyk wraz z Chmielewskim siłą zaciągnęli Adama na polanę za wzgórzem Brunona. Wraz z Robertem T. i Piotrem P. brutalnie pobili chłopca. Krzysztof dodatkowo podduszał Adama szalikiem. Chłopiec próbował się bronić, ale nie miał większych szans. Jego ciało zostało przykryte gałęziami. Całą sytuację z niedużej odległości obserwował młodszy brat Adama, Szymon, którego pilnował Sebastian S. Chwilę później mężczyźni zaprowadzili 11-latka nad jezioro Niegocin. Nad brzegiem wody Krzysztof Kaczmarczyk, Marcin Chmielewski i Robert T. pobili chłopca, a następnie dwaj pierwsi utopili go w rzece.
Po zabójstwie młodszego z braci mężczyźni wrócili do przykrytego gałęziami starszego Adama. 16-latek wówczas jeszcze żył. Krzysztof Kaczmarczyk przyniósł trzy kołki. Dwa z nich w gardło chłopca wbili Krzysztof i Marcin. Do dziś nie wiadomo kto miał wbić trzeci kołek.
Według prokuratury i sądu, po dokonanej zbrodni mężczyźni ukryli ciało Adama i wracając do domu złożyli przysięgę, że nikomu nie ujawnią tego, co zrobili. Ponad miesiąc po tragicznym wydarzeniu policjanci odnaleźli ciało najpierw Adama, a dwa tygodnie później Szymona.
Wkrótce po tym policja zatrzymała pięciu mężczyzn, których następnie prokuratura oskarżyła o brutalne zamordowanie Adama i Szymona Nefel. Sąd prawomocnie uznał ich winnych popełnienia zbrodni. 18-letniego Krzysztofa i 19-letniego Marcina skazał na dożywocie, 18-letniego Roberta T. na 25-lat pozbawienia wolności, a nieletnich Piotra P. i Sebastiana S. na odpowiednio 8 i 7 lat więzienia.
"Boże, za co? Jestem niewinny!"
Krzysztof Kaczmarczyk i Marcin Chmielewski od samego początku śledztwa nie przyznawali się do zabójstwa braci Nefel. Zaprzeczali, że mają cokolwiek wspólnego z tą sprawą. Zamordowanych dzieci praktycznie nie znali, a z pozostałych oskarżonych kojarzyli jedynie Roberta T. W czasie ogłaszania wyroku Marcin Chmielewski krzyczał, że jest niewinny.
“Boże, za co? Jestem niewinny. Nie wiem za co zostałem skazany, nie mam z tym nic wspólnego” - krzyczał na sali sądowej Chmielewski.
Dotarliśmy do akt sprawy zabójstwa braci Nefel. Z dokumentów sądowych wynika, że wersja obciążająca Chmielewskiego i Kaczmarczyk została ustalona przez prokuraturę i sąd jedynie na podstawie zeznań trzech współoskarżonych: Roberta T., Piotra P. i Sebastiana S.
- Oni zostali pomówieni przez współoskarżonych. Taki dowód rządzi się swoimi prawami. Musi zostać podparty innymi dowodami. To nie może być tak, że po prostu można sobie każdego, mówiąc potocznie, wkopać w popełnienie przestępstwa - tłumaczy Maria Ejchart-Dubois z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Innych dowód na winę Kaczmarczyka i Chmielewskiego śledczy nie znaleźli. Nie przeszkodziło to jednak prokuraturze oskarżyć mężczyzn o zabójstwo, a sądowi wydać wyrok skazujący. Kaczmarczyk i Chmielewski nigdy nie przyznali się do winy. Mieli nawet alibi. Obaj spędzali ten dzień w gronie rodziny.
- Zeznawała babcia i ciotki, ale sąd nie uwierzył im, bo są z rodziny - mówi Anna.
O rzekomym udziale Marcina Chmielewskiego w zbrodni policjanci nie dowiedzieli się dzięki zebranym dowodom na miejscu zabójstwa, czy zeznaniom świadków, a z wyjaśnień podejrzanego Roberta T., który ostatecznie okazał się jednym ze sprawców morderstwa braci Nefel.
- Inaczej się ocenia wyjaśnienia sprawców, a inaczej zeznania świadków. Mówiąc w skrócie sprawca, który składa wyjaśnienia, nie musi mówić prawdy. Natomiast świadek, który zeznaje, już tak - tłumaczy Maria Ejchart-Dubois.
Policjanci postanowili zatrzymać Marcina Chmielewskiego, jako podejrzanego o zabójstwo braci Nefel.
Szklane Oko
W wyjaśnieniach zatrzymanego Roberta T. nie pojawiał się Krzysztof Kaczmarczyk. Również z ust pozostałych zatrzymanych, Piotra P. i Sebastiana S. nie padło ani razu nazwisko Kaczmarczyk. Mężczyźni wspominali tylko o człowieku nazywanym “Szklane Oko”.
- Oni cały czas mówili "Szklane Oko". Mój brat urodził się z wadą oka. Miał zaćmę całkowitą i w związku z tym to oko nie wyglądało, jak u zdrowego człowieka. Krzysztof miał jednak ksywkę "Oczko". Nikt nigdy na niego nie mówił "Szklane Oko" - mówi Anna, siostra Krzysztofa.
Policjanci, jako ostatniego w tej sprawie zatrzymali właśnie Krzysztofa Kaczmarczyka. I podobnie, jak było to w przypadku Marcina Chmielewskiego, śledczy nie mieli dowodów na rzekomy udział 18-latka w zabójstwie braci Nefel. Dlaczego zatem policja podejrzewała Kaczmarczyka o udział w morderstwie? Jeden z policjantów pracujących przy śledztwie zeznał w sądzie, że prawdopodobnie to Robert T. naprowadził ich na Krzysztofa Kaczmarczyka. W protokołach zatrzymania podejrzanego nie ma jednak o tym śladu.
- Wcześniej Krzysiek zachorował na nowotwór. Lekarze dawali mu 10% szans na przeżycie. Podczas wizyty w szpitalu w Białymstoku dowiedział się, że pokonał nowotwór. Wracając do Giżycka policjanci zatrzymali samochód rodziców. Krzyśka zgarnęli z samochodu na oczach mojej młodszej siostry, która strasznie to przeżyła - wspomina Anna.
Przeciwko Krzysztofowi Kaczmarczykowi świadczyć miał dowód z okazania przedstawiony Robertowi T. Mężczyzna wskazał na Kaczmarczyka, jako jednego z uczestników zbrodni. Jak zauważyła jednak Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która zainteresowała się procesem w tej sprawie, z pięciu mężczyzn, którzy brali udział w okazaniu tylko jeden z nich miał widoczną wadę oka - był nim właśnie Kaczmarczyk. Według prawników fundacji, w tej sytuacji doszło do naruszenia przepisów, a taki dowód nie może być uznany za wiarygodny. Dlaczego? W powiązaniu z pojawiającymi się podczas przesłuchania informacjami o osobie zwanej “Szklane Oko”, czy “Oczko” wada oka Krzysztofa Kaczmarczyka sugerowała, że to on musi być osobą o tym pseudonimie.
Takiej sugestii mógł ulec właśnie Robert T., który wskazał na Kaczmarczyka mimo że go nie znał i nie kojarzył wcześniej ze wspomnianymi pseudonimami. Oto fragment jego zeznań:
„O pseudonimach <
Kontrowersyjny proces
Jeszcze większe kontrowersje dotyczące procedury okazania przyniosły wyjaśnienia Roberta T. złożone przed sądem. Mężczyzna powiedział, że funkcjonariusz policji tuż przed okazaniem przyniósł zdjęcia i na nich wskazał mu osoby, które ma rozpoznać.
To nie jedyne kontrowersje, które miały miejsce podczas procesu przed Sądem Okręgowym w Suwałkach. Gdy oskarżeni Piotr P. i Sebastian S. usiedli na ławie oskarżonych obok Krzysztofa Kaczmarczyka i Marcina Chmielewskiego doszło do kuriozalnej sytuacji.
- Oni wielokrotnie mdleli na sali sądowej. Mówili, że Krzysiek jest niski, gruby, ma czarne włosy. Mieszali osoby, nie potrafili określić, kto był na miejscu zbrodni, jak wyglądał, co robił. Nie potrafili nic wskazać - opowiada siostra Kaczmarczyka, Anna.
Zajrzeliśmy do protokołu z pierwszej rozprawy w sprawie zabójstwa braci Nefel. Po odczytaniu aktu oskarżenia przez prokuratora o złożenie wyjaśnień przed sądem poproszony został Piotr P. Oto ich fragment:
“Ja słyszałem pseudonim <
“Na sali rozpraw nie ma osoby o pseudonimie <
Piotr P. jako jedyny nie brał udziału w okazaniu Krzysztofa Kaczmarczyka i Marcina Chmielewskiego. Przed sądem twierdził, że wiele szczegółów w jego zeznaniach pochodziło z wyjaśnień innych osób, które były mu odczytywane. Sebastian S. podczas okazania rozpoznał Kaczmarczyka, Chmielewskiego i Roberta T. Jednak przed sądem wyjaśniał, że z oskarżonych znał jedynie Piotra P. 16-latek powiedział również, że po zatrzymaniu przez policję był zmuszany do złożenia konkretnych wyjaśnień. Komendant policji miał mu również pokazać zdjęcia zatrzymanych osób.
Oskarżeni Robert T., Sebastian S. i Piotr P. wielokrotnie zmieniali swoje wyjaśnienia. Jedynie Krzysztof Kaczmarczyk i Marcin Chmielewski prezentowali to samo stanowisko przez całe śledztwo i proces. W końcu Robert T. wycofał się ze swoich słów i stwierdził, że pomówił Kaczmarczyka i Chmielewskiego. Sąd dał jednak wiarę jego wcześniejszej wersji wydarzeń.
- Moim zdaniem wymyślił sobie znalezienie sprawców tego zabójstwa. Same cisną się słowa z powieści "Proces Kafki". Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., mimo że ten nic nie zrobił. Pewnego ranka został po prostu aresztowany i tak samo było w przypadku moich klientów - mówi obrońca Kaczmarczyka i Chmielewskiego, mecenas Jakub Orłowski.
Brak jakichkolwiek śladów
- Nigdy nie mieliśmy konfliktu z prawem i nie byliśmy w sądzie. Rodzice nie zdawali sobie sprawy z tego, co się działo. Próbowali go ratować wszystkimi siłami. Próbowali konfrontacji pomiędzy współoskarżonymi, prosili o badanie wariografem. Tata chciał nawet zapłacić za to. Sąd się na to nie zgodził.. Próbowaliśmy wszystkiego - mówi siostra Kaczmarczyka, Anna.
O niewinności Marcina Chmielewskiego i Krzysztofa Kaczmarczyka może świadczyć brak na ich odzieży jakichkolwiek śladów krwi czy DNA pochodzących od zamordowanych chłopców. W przeciwieństwie do pozostałych skazanych. Na ich ubraniach ujawniono krew należącą do Adama i Szymona Nefel.
- Na ubraniach Chmielewskiego i Kaczmarczyka, które zabezpieczono z ich mieszkań nie ujawniono ani jednej kropli krwi czy śladu DNA pokrzywdzonych. W przypadku trzech pozostałych sprawców tego rodzaju dowody i ślady zostały odnalezione - wyjaśnia Orłowski.
Sprawa zabójstwa braci Nefel mogłaby być mniej skomplikowana, gdyby policja zabezpieczyła ślady na miejscu zbrodni. To rozwiązałoby również wątpliwości, co do udziału Krzysztofa Kaczmarczyka i Marcina Chmielewskiego w tym morderstwie.
- W sprawie bardzo poważnego i okrutnego zabójstwa, gdzie są dwie ofiary, nie zostały zabezpieczone żadne dowody na miejscu zdarzenia, które mogłyby ustalić przebieg tego zdarzenia albo tożsamość sprawców. W sprawach o zabójstwa takich dowodów wokół miejsca przestępstwa jest bardzo dużo. One też mają inną wagę niż słowa - wyjaśnia Ejchart-Dubois.
Wymiar sprawiedliwości poległ również w kwestii ustalenia motywu zabójstwa. Nie wiadomo, dlaczego Krzysztof Kaczmarczyk i Marcin Chmielewski mieliby z zimną krwią brutalnie pozbawić życia braci Nefel, których praktycznie nie znali.
Świadek incognito
Pojawia się pytanie, czy Kaczmarczyk i Chmielewski mogli zostać wrobieni w to zabójstwo. Jeżeli tak, to kto i dlaczego uwikłał ich w tę zbrodnię? Helsińską Fundację Praw Człowieka zainteresował świadek incognito, który pojawił się w pierwszych dniach śledztwa. Z oczywistych przyczyn dane anonimowego świadka zostały usunięte z akt sprawy. Jak ustalili jednak prawnicy fundacji, świadkiem tym był prawdopodobnie Robert T. Do przesłuchania świadka incognito doszło 30 listopada 1998 roku. Jak zeznała matka Roberta T., jej syn właśnie tego dnia został zabrany przez policjantów do sprawy braci Nefel. Oto fragment jej zeznań:
“30 listopada Robert rano został zabrany przez Policję i wrócił do domu dopiero wieczorem mówiąc, że był w Suwałkach przesłuchiwany przez Prokuratora do sprawy Nefli”
Obrońca Kaczmarczyka i Chmielewskiego mecenas Jakub Orłowski nie ma wątpliwości, że świadkiem incognito był Robert T. - Sprawca zabójstwa, zamiast zostać tymczasowo aresztowany, według naszej wiedzy otrzymał status świadka anonimowego. To jest właściwie samo w sobie chyba historią, która jeszcze nie miała miejsca w polskim wymiarze sprawiedliwości - bulwersuje się mecenas Orłowski.
Na tej podstawie obrońca Kaczmarczyka i Chmielewskiego próbował doprowadzić do wznowienia procesu w sprawie zabójstwa braci Nefel. Sąd Najwyższy odrzucił jednak wniosek mecenas Orłowskiego.
- Mamy pewność co do tego, że pan Robert T. był świadkiem anonimowym. Natomiast w rzeczywistości sądowej, ta okoliczność została w mało logiczny sposób zdyskredytowana. Sąd Najwyższy zażądał od nas potwierdzenia tego, że nasze twierdzenia są prawidłowe, w ten sposób, że musielibyśmy przedstawić utajnione dane świadka anonimowego. Takie działanie może nastąpić tylko z decyzji sądu i wymaganie od osoby oskarżonego, czy jego obrońcy, żeby spróbował ujawnić oficjalnie dane świadka anonimowego, jest zadaniem wręcz niewykonalnym - ocenia pełnomocnika Kaczmarczyka i Chmielewskiego.
Robert T. wskazał gdzie leżą zwłoki?
Między przesłuchaniem świadka incognito a zatrzymaniem Roberta T. jako podejrzanego o zabójstwo było 9 dni. Co mogło wydarzyć się w tym czasie? Według mecenasa Orłowskiego mężczyzna mógł w tym czasie ułożyć linię obrony i wybielić swój udział w zabójstwie.
- Pan Robert T. z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością zrzucił odium na osoby trzecie i dlatego nie otrzymał wyroku dożywotniego pozbawienia wolności. Widocznie ktoś kto znał arkana działania wymiaru sprawiedliwości podpowiedział mu, jak może zmniejszyć ciężar swoje winy - uważa pełnomocnik Kaczmarczyka i Chmielewskiego.
Gdy w listopadzie 1998 roku policjanci odnaleźli ciało zamordowanego Adama wciąż nie wiedzieli, co stało się z młodszym Szymonem. Presja na śledczych rosła z dnia na dzień. Dopiero dwa tygodnie później ujawniono zwłoki młodszego z braci. W tym samym dniu przesłuchiwany był również świadek incognito.
- Z analizy akt sprawy wynika, że policjanci nie mieli zielonego pojęcia, gdzie mogą być ukryte zwłoki. Tak naprawdę, jedynie w wyniku jakichś działań telepatycznych mogli się dowiedzieć o tym, gdzie one były. A tak w rzeczywistości, na te zwłoki nakierował ich pan Robert T. Policjant po przesłuchaniu świadka kilkadziesiąt minut później był już na miejscu ujawnienia zwłok. Z protokołu oględzin zwłok wynika, że uczestniczył w czynnościach od początku. W jaki sposób policjanci, którzy wykonywali inne czynności, mogli uzyskać wiedzę o miejscu ukrycia zwłok? - pyta retorycznie Orłowski.
"Na kogo wypadnie, na tego bęc"
Czy Marcin Chmielewski i Krzysztof Kaczmarczyk padli ofiarą spisku? Czy za uwikłaniem ich w morderstwo braci Nefel stoi Robert T. lub lokalna policja? Na te pytania cały czas próbuje odpowiedzieć rodzina skazanych i ich pełnomocnik.
- Odezwała się do mnie dziewczyna, córka policjanta, który pracował w tamtych czasach w komendzie w Giżycku. Zapytałam ją: dlaczego Krzysiek? Dlaczego Marcin? Odpowiedziała mi: A znasz wyliczankę, na kogo wypadnie, na tego bęc? - opowiada Anna.
- Rozmawialiśmy o Robercie, ale oczywiście było dwóch pozostałych współsprawców tego zdarzenia. Być może te osoby miały koneksje w miejscowych organach ścigania. Być może ktoś ze znajomych funkcjonariuszy policji wymyślił taką wersję, że zostaną wskazane dwie inne osoby, którym przypisze się najbardziej brutalne działania. Pozostała trójka również odpowie, ale ich wina będzie umiarkowana ze względu na ich bierne uczestnictwo w zdarzeniu - twierdzi mecenas Jakub Orłowski.
Od wyroku skazującego Marcina Chmielewskiego i Krzysztofa Kaczmarczyka minęło już ponad 20 lat. W tym czasie rodzina skazanych przy wsparciu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, prawników oraz dziennikarzy próbowała walczyć o wznowienie procesu i uniewinnienie mężczyzn. Dla Marii Ejchart-Dubois z HFPC sprawa Kaczmarczyka i Chmielewskiego od początku budziła zainteresowanie i ciekawość.
- Pierwsza kwestia to bardzo konsekwentne nieprzyznawanie się do winy przez wówczas oskarżonych Kaczmarczyka i Chmielewskiego, a druga to bardzo wątły materiał dowodowy w tej sprawie. Było bardzo mało dowodów na to, że Chmielewski i Kaczmarczyk mogą być sprawcami tego zabójstwa - wspomina przedstawicielka fundacji.
"Jesteście niewinni, bo was, k****, tam nie było"
Wydawało się, że największe szanse na uniewinnienie Kaczmarczyka i Chmielewskiego były w 2013 roku, gdy do Sądu Najwyższego trafił wniosek o wznowienie procesu. Obrońca skazanych przedstawił nowy dowód w sprawie. Marcin Chmielewski nagrał przemyconym do więzienia dyktafonem, jak Robert T. mówi mu, że on i Kaczmarczyk są niewinni, bo zostali wrobieni w zabójstwo braci Nefel. Oto fragment nagrania:
Robert T.: Ty i Krzychu zostaliście wplątani nie przeze mnie.
Marcin Chmielewski: Tylko przez kogo?
Robert T.: Przez dwóch psów (policjantów - przyp. red.)
Marcin Chmielewski: Dlaczego oni nas w to wmieszali?
Robert T.: Ja nie wiem.
Marcin Chmielewski: Powiedz, jesteśmy niewinni, czy nie?
Robert T.: Jesteście niewinni, bo was, k****, tam nie było.
Robert T. zaręczał Marcinowi Chmielewskiemu, że powtórzy te słowa przed prokuratorem. Faktycznie, na początku przesłuchania potwierdził, że Chmielewski i Kaczmarczyk są niewinni, ale chwilę później wycofał się z tego. Samo nagranie nie przekonało Sądu Najwyższego, który oddalił wniosek o wznowienie procesu.
- W tym momencie poczułam, że zmierzyliśmy się ze ścianą. Pokazaliśmy milionom Polaków nagranie, gdzie współoskarżony przyznaje się do tego, że pomówił mojego brata i jego kolegę o podwójne morderstwo. Że został do tego nakłoniony przez policjantów, że całe śledztwo bez poszanowania ofiar zostało przeprowadzone w sposób bardzo wątpliwy. Nie wiem, co mam więcej powiedzieć. Po prostu w tym momencie nas to po prostu wszystkich złamało - wspomina siostra Marcina Chmielewskiego, Paulina.
Na przestrzeni lat obrońcy Chmielewskiego i Kaczmarczyka złożyli kilka wniosków o ponowny proces w sprawie zabójstwa braci Nefel. Za każdym razem były jednak odrzucane.Nie ma żadnych dowodów świadczących o tym, że Krzysztof Kaczmarczyk i Marcin Chmielewski zamordowali braci Nefel. Sąd skazał ich na podstawie pomówień współoskarżonych, w tym Roberta T., który wycofał się z nich podczas procesu oraz po jego zakończeniu.
Ejchart-Dubois: Nie mam wątpliwości, że są niewinni
- Nie mam wątpliwości co do tego, że zarówno Kaczmarczyk i Chmielewski są niewinni. W tej sprawie nie ma dowodów na to, że to oni popełnili to przestępstwo. Jest też taki ludzki aspekt. Często rozmawiałam z nimi przez te 20 lat i po prostu uważam, że dla mnie sposób w jaki oni rozmawiali o tym, był bardzo wiarygodny - wyjaśnia Maria Ejchart-Dubois.
Nie można zapominać również o tragedii, jaką przeżyła rodzina Adama i Szymona Nefel. Ich matka do dziś nie wie dlaczego zginęli jej jedyni synowie. Na przestrzeni lat pojawiło się wiele wersji, które mogą tłumaczyć powody zabójstwa chłopców. Jedna z nich mówi, że Adam miał podpaść giżyckiej mafii. Chłopak wraz z rodziną mieszkał obok baru, pod którym podłożono bombę.
- W pierwszej kolejności myśleliśmy, że taki był motyw. Chłopcy zginęli, bo widzieli za dużo. To zostało jednak wykluczone przez sąd. Inna sprawa, że nigdy nie starano się ustalić, jaki był motyw zabójstwa - opowiada siostra Kaczmarczyka, Anna.
"Prosiłam Boga o cud i go uczynił"
Krzysztof Kaczmarczyk w jednym z wywiadów powiedział, że mimo dożywotniego wyroku, nie wyobraża sobie, że spędzi całe życie w więzieniu. Niestety kilka miesięcy temu zmarł za więziennymi murami.
- Chcieliśmy tylko, żeby prawda wyszła na jaw, żeby Krzyśkowi zwrócono życie na tyle, na ile się da. Niestety, to było ponad nasze ludzkie siły. Prosiłam Boga o cud w tej sprawie i wierzę, że ten cud uczynił. Nie byliśmy w stanie pomóc, dlatego Bóg go zabrał go do siebie. Nie dało się inaczej - mówi Anna.
W zakładzie karnym pozostaje Marcin Chmielewski. Za kratami siedzi już prawie 25 lat. Robert T., który usłyszał wyrok 25 lat więzienia, cieszy się już wolnością. Piotr P. i Sebastian S, którzy usłyszeli najniższe wyroki już dawno opuścili mury więzienne. Rozpoczęli nowe życie, założyli rodziny i zamieszkali z dala od Giżycka.
O sprawie Marcina Chmielewskiego i Krzysztofa Kaczmarczyka posłuchasz w podcaście kryminalnym Radia ZET "Materiał dowodowy":
"Materiał dowodowy" to reporterski podcast kryminalny Radia ZET przygotowywany przez dziennikarza Mateusza Kaperę. Przybliżamy słuchaczom najciekawsze sprawy kryminalne, które wydarzyły się w Polsce. Odkrywamy nowe fakty i rozmawiamy z rodzinami nie tylko ofiar, ale także oprawców. Nowe odcinki, co dwa tygodnie na player.radiozet.pl, kanale Youtube Radia ZET i najpopularniejszych platformach streamingowych.
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET