Wrocław po nieudanej próbie odwołania prezydenta Jacka Sutryka. "Represje trwają"
Trzy komisje, które działają w radzie miejskiej Wrocławia, zostaną zastąpione przez jedną "turbokomisję" - poinformowała jako pierwsza "Gazeta Wyborcza". Co istotne, dwóm z nich szefowali radni, którzy zaangażowali się w organizację referendum w sprawie odwołania prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. - Represje i otaczanie nas kordonem sanitarnym trwają - mówi portalowi RadioZET.pl radny Piotr Uhle.
- Minęło blisko 2 tygodnie, odkąd okazało się, że referendum w sprawie odwołania prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka nie odbędzie się
- Po tym czasie okazało się, że komisje, w których szefowali radni zaangażowani w akcję, zostaną "wycięte"
- Zdaniem radnych to wymierzenie kary za akcję referendalną
Nieudana akcja referendalna, później komisje do likwidacji
24 marca stowarzyszenie SOS Wrocław, które zorganizowało całą akcję, poinformowało, że referendum w sprawie odwołania prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka nie odbędzie się. Należało zebrać około 46 646 podpisów pod wnioskiem, ostatecznie zabrakło około 11 tysięcy. W akcję zaangażowali się m.in. radni klubu Naprawmy Przyszłość - Piotr Uhle, Jakub Nowotarski i Jakub Janas. Portal RadioZET.pl zwrócił się do radnych z prośbą o odpowiedź na pytanie, czy po nieudanej akcji odwołania prezydenta miasta zaszły jakieś zmiany. - Od urzędników nie ma prób jakiejś "zemsty", oni chcą być poza tym. Ale od radnych KO mamy w czwartek głosowanie, w którym chcą Piotrowi Uhle i mi skasować komisję, którym przewodniczymy - mówi nam Jakub Nowotarski.
W podobnym tonie wypowiada się Piotr Uhle. - Represje i otaczanie nas kordonem sanitarnym trwają. Najpierw wykluczono z Komisji Nominacyjnej Jakuba Janasa (Nagroda Wrocławia, Honorowy Obywatel Miasta etc.). Nie dopuszczono nas do pracy w szeregu komisji przy prezydencie (m.in. komisji bezpieczeństwa). Teraz likwidują nam komisje transportu i gospodarki komunalnej, które wielokrotnie stawały w obronie mieszkańców i ważnych miejskich spraw. Pod różnymi pretekstami wywracają nam każdy projekt uchwały - mówi nam radny klubu Naprawmy Przyszłość. Przypomnijmy, że radny Uhle stoi na czele Komisji Gospodarki Komunalnej i Inicjatyw Gospodarczych, która również ma zostać "wycięta" na najbliższej sesji rady miejskiej. Z kolei przewodniczącym likwidowanej Komisji Polityki Transportowej i Zrównoważonej Mobilności jest radny Jakub Nowotarski.
Komisje mają zostać "wycięte", bo "jest ich za dużo"
Obie komisje mają zostać włączone do jednej "turbokomisji". Z oficjalnych wyjaśnień miasta wynika, że głównym powodem tych zmian jest fakt, że komisji w radzie jest za dużo. Trudno się w nich pracuje ze względu na to, że osiem z nich ma pięcioosobowe składy. - Mają różne prędkości. Są takie, które trwają dwie czy trzy godziny, jak ta architektury, niektóre, jak ta mieszkalnictwa, kończą się po kilkunastu minutach - wyjaśnia "Wyborczej" Sławomir Czerwiński z klubu KO.
Po ubiegłorocznych wyborach samorządowych na sesji rady miasta zdecydowano, że komisji będzie nie 10, jak w poprzedniej kadencji, ale 16. Wówczas szefowa rady Agnieszka Rybczak tłumaczyła, że tematykę prac komisji należy zawęzić, ponieważ ich wcześniejszy obszar zainteresowań i prac był zbyt ogólny. Teraz jednak Rybczak podpisała się pod wnioskiem o zmniejszenie tej liczby, a razem z nią: Robert Leszczyński, Robert Suligowski, Martyna Stachowiak, Sławomir Czerwiński, Dorota Pędziwiatr z Lewicy i Tadeusz Grabarek z klubu KO.
W rozmowie z "Wyborczą" Grabarek przekonywał, że "wtedy była inna sytuacja". - Nasz klub był 23-osobowy, ale Jakub Nowotarski, Piotr Uhle i Jakub Janas sami się z niego wykluczyli, przechodząc do opozycji, i prowadzenie komisji im się nie należy. Takie są tego polityczne konsekwencje - oznajmił. Robert Leszczyński, szef klubu KO zapewnia, że likwidacja komisji to nie "kara", a ich pracę należy usprawnić. Twierdzi, że komisje, które mają zostać połączone w jedną, mają "zbieżne tematy".
"Takie podejście jest po prostu żenujące"
Zapytaliśmy radnych Jakuba Nowotarskiego i Piotra Uhle, czy spodziewali się podobnych sytuacji po zakończonej akcji referendalnej. - Tak i nie. Tak, bo wcześniejsze wyniki głosowań, np. w sprawie apelu o uchwałę krajobrazową, pokazywały, że w ich zachowaniu nie ma logiki i kierowania się interesem miasta, za to jest klucz przynależności klubowej. Nasze - popieramy, nie nasze - odrzucamy - mówi nam Nowotarski. - Nie, bo obiektywnie rzecz biorąc, takie podejście jest po prostu żenujące. To jest ze szkodą dla miasta, żeby komisji transportu nie było. Oni w tym widzą coś, co mnie zaboli, a ja dalej będę wykonywał swoją pracę, tylko inaczej. Ale cała rada będzie się transportem zajmować mniej. No chyba, że to nie jest problem miasta i mieszkańców? - dodaje. Z kolei Piotr Uhle komentuje krótko: - Tak, spodziewałem się, choć to nie nas krzywdzą, tylko 10 000 mieszkańców, którzy na nas głosowali. To tych ludzi pozbawia się teraz narzędzi skutecznej reprezentacji.
Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET