ZNP myśli nad protestem w szkołach. Nauczyciele się przyłączą?

4 min. czytania
23.06.2025 06:15
Obserwuj nas na Google

We wtorek, 24 czerwca, ZNP ma ogłosić formę i termin akcji protestacyjnej. Nauczyciele w głowach mają przede wszystkim zakończenie roku szkolnego, wystawianie ocen i rok 2019. Czy powszechny strajk w edukacji sprzed sześciu lat ma szansę się powtórzyć?

Sławomir Broniarz
fot. Artur Szczepanski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego ZNP chce ogłosić protest.
  • Skąd opory nauczycieli, by przyłączyć się do strajku.
  • Jak nauczyciele wspominają 2019 rok i ówczesny strajk.

Tuż przed końcem roku szkolnego Związek Nauczycielstwa Polskiego zapowiada akcję protestacyjną. We wtorek, 24 czerwca, Zarząd Główny ZNP ma podjąć decyzję o formie i czasie protestu. Sławomir Broniarz, prezes ZNP, na jednej z czerwcowych konferencji prasowych tłumaczył, że możliwości jest wiele: od oplakatowania i oflagowania szkół aż po spór zbiorowy. Jednocześnie podkreślał, że „sytuacja wymaga radykalnych działań”.

Powodem są niespełnione obietnice MEN wobec nauczycieli, ale głównie chodzi o dwie kwestie: wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe i czas pracy szkolnej kadry. Według ZNP niektóre organy prowadzące szkoły wykorzystują niejasność przepisów i mimo zaleceń ministerstwa źle obliczają godziny ponadwymiarowe i płacą nauczycielom za nie na ich niekorzyść. Nowe zapisy w Karcie Nauczyciela miały uporządkować tę kwestię, ale wciąż nie zostały przyjęte. Dodatkowo pojawił się pomysł, by weszły w życie dopiero od września 2026 roku.

MEN zaproponował też ostatnio powołanie kolejnej grupy roboczej ds. godzin nadliczbowych. Zdaniem ZNP wszystko wyjaśnia głośny wyrok Sądu Najwyższego sprzed pół roku, według którego nauczyciele powinni dostać dodatkowe wynagrodzenie, kiedy przekroczą 40-godzinny tydzień pracy. Zdaniem związkowców informacja od szefowej MEN dla organów prowadzących o tym, że powinni stosować orzeczenie SN, załatwiłaby sprawę. Kolejna grupa robocza wydłuży wszystko.

Protest nauczycieli? Przed nami wakacje

Co sądzą o ewentualnym proteście nauczyciele? - Nic, bo nie ma tematu, temat jest martwy. To nie jest pora na to – stwierdza Maciej, nauczyciel chemii z Warszawy. - Skupiliśmy się na wystawieniu ocen, świadectwach, poprawach. Wszyscy myślą o zakończeniu roku, wakacjach odpoczynku – dodaje Jagoda, matematyczka z Łodzi i potwierdza: w pokoju nauczycielskim o ewentualnym proteście cisza.

Nauczyciele z ironią odnoszą się zresztą do daty podania informacji o ewentualnym proteście. - Nie wyobrażam sobie protestu w wakacje, ktoś odpowiada za rekrutację, ktoś ma wyjazd – mówi Maciej. Nawet jeśli ewentualny protest odbędzie się jesienią już w nowym roku szkolnym, co jest najbardziej prawdopodobne, to nauczyciele nie wyobrażają sobie powtórki z 2019 roku. Wtedy to 8 kwietnia, niedługo przed egzaminami ósmoklasisty i gimnazjalisty, w zdecydowanej większości szkół i przedszkoli w Polsce rozpoczął się 20-dniowy strajk – nauczyciele odeszli od tablicy.

Redakcja poleca

Protestujący postulowali m.in. podwyżki wynagrodzeń i poprawę warunków pracy. Przede wszystkim była to jednak forma protestu przeciwko reformie edukacji minister Anny Zalewskiej likwidującej gimnazja. - Wtedy już był problem, że jedni mieli zapłacone za czas strajku, inni nie. Teraz więc na poparcie takiej akcji nie ma co liczyć – wspomina Jagoda.

Wielu nauczycieli mocno przeżyło też strajk. - Dostawaliśmy nieprzyjemne komentarze, często od rodziców naszych uczniów, w których mieszali nas z błotem. Gdy w czasie egzaminów zastąpiono nas zakonnicami, strażnikami, urzędnikami, zastanawiałam się, po co w ogóle to robię? Pokazali nam, że nie jesteśmy potrzebni. Odchorowałam to. Nie chcę znowu tak się czuć - przyznaje Aneta, nauczycielka biologii i geografii z Poznania.

Jak rozliczyć pracę nauczycieli?

Maciej z niesmakiem wspomina 2019 rok, ale głównie ze względu na rozmowy między ZNP a ówczesnym ministerstwem edukacji. - Uczestniczyłem w tych rozmowach. To był dramat i to po dwóch stronach. I jedni, i drudzy byli oderwani od rzeczywistości, te spotkania służyły samym spotkaniom – wspomina. Spodziewa się, że tak samo będzie i teraz. Według niego sprawę można by rozwiązać bez żadnego protestu. Zespół ds. pragmatyki zawodowej w pierwszej kolejności powinien po prostu zająć się tym, jak w ogóle rozliczać godziny pracy nauczyciela, ustalić jasne kryteria tego, a nie zastanawiać się, czy będą one płatne czy nie.

-  Jeżeli ktoś pracuje ponad etat, to należy mu za to zapłacić. Uczniowie szkół podstawowych już o tym wiedzą. W wypadku nauczycieli najważniejszą jest to, jak to wykazać – stwierdza. Nauczycielskie pensum (czyli liczba godzin przy tablicy) wynosi 18 godzin. Teraz więc zdaniem chemika trzeba jasno powiedzieć, jak udokumentować pozostałe 32 godziny i ewentualne nadgodziny.

Redakcja poleca

- Niedawno w naszej szkole przyjmowaliśmy wymianę z Niemiec. Jej uczestnicy byli zaskoczeni przede wszystkim tym, jak mało godzin prowadzimy. Oni mają znacznie większe pensum, ale mają też asystenta, który im pomaga w przygotowaniu lekcji. U nas trzeba przygotować sobie wszystko samemu, potem przeprowadzić lekcję i wszystko jeszcze po niej posprzątać – przypomina Maciej. Ten czas się jednak rozmywa.

Nauczyciele podzieleni

Dlatego jego zdaniem trzeba jasno ustalić, że nauczyciel np. codziennie pracuje osiem godzin ze szkoły, co da standardowe 40 godzin tygodniowo i adekwatne do tego wynagrodzenie na poziomie średniej krajowej. - Wtedy też wyjaśni się temat wycieczek szkolnych, bo w ramach tych 40 godzin niech też jeździ na wycieczki – uważa chemik. - Jeśli zdefiniujemy sposób rozliczania pracy nauczyciela, to rozwiążemy wiele kwestii, ale to będzie trwało pewnie 10 lat. Związki i MEN będą się spotykać po to, żeby się spotykać, dyskutować po raz kolejny raz o tym samym, a potem zrobią konferencję prasową, żeby pokazać, że coś robią. To nie mój klimat – dodaje zniesmaczony.

Zdaniem Jagody przeszkodą jest tu też jeszcze coś innego. - Najtrudniejsze jest to, że samo środowisko jest mocno podzielone. Nie jest jednomyślne. Zawsze będzie grupa, której coś nie będzie pasowało. Przez to jest jak jest – stwierdza. - Dlatego pewnie powiesimy we wrześniu flagę i w taki sposób przyłączymy się do protestu. Na pewno nie będzie to spektakularna akcja – dodaje Małgorzata, matematyczka. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET