Bezkarność Jeffreya Epsteina. “Miał haki na wszystkich”
- Jeffrey Epstein figurował w rejestrze przestępców seksualnych, ale dalej otaczał się potężnymi przywódcami politycznymi, liderami biznesu i ludźmi z Hollywood. Wszyscy tylko czekali aż wróci z więzienia - opowiada w rozmowie z RadioZET.pl amerykanistka Magdalena Górnicka-Partyka.
Trzy miliony plików zawierają akta Jeffreya Epsteina - multimiliardera i przestępcy seksualnego. Publikacja wywołała falę komentarzy i dyskusji na temat udziału najważniejszych osób na świecie w jednej z największych afer pedofilskich ostatnich lat.
Jak to możliwe, że Epstein przez wiele lat czuł się bezkarny? Dlaczego mimo ciężkich zarzutów o kontakt z nim zabiegały amerykańskie elity? O tym w rozmowie z amerykanistką Magdaleną Górnicką-Partyką.
Mateusz Kapera: Przejrzała pani już wszystkie pliki, które znajdują się w aktach Epsteina?
Magdalena Górnicka-Partyka: - Oczywiście, że nie. Pojawił się ogromny zalew tych dokumentów. Wszyscy w nich toniemy. Z plików można wyłowić właściwie wszystko, co się chce i udowodnić każdą z tez. Podejrzewam, że jeszcze będziemy dowiadywać się z nich bardzo dużo. Demokraci mówią, że jest jeszcze 2,7 miliona nieujawnionych plików.
Co znajduje się w tych nieopublikowanych plikach?
- To jest taki zbiór SMS-ów i e-maili Jeffreya Epsteina oraz donosów składanych do FBI, które agenci uznali że nie warto sprawdzać.
Ogromny chaos. Z jednej strony mamy komunikację między Epsteinem i ludźmi, z którymi utrzymywał relacje, a z drugiej - bardzo dużoniesprawdzonych informacji, które mogą rodzić szok i przerażenie. Nie do końca wiemy co jest prawdą, a co fałszem. Co jest tylko niedopowiedzeniem, a za czym kryje się coś więcej.
Kim był Jeffrey Epstein?
- Jeffrey Epstein był przestępcą seksualnym i finansistą. Znał chyba każdą wpływową osobę w Ameryce. Wśród opublikowanych dokumentów znajdziemy nazwiska ważnych osób z polityki czy show biznesu. Jeffrey Epstein utrzymywał z nimi różne relacje - biznesowe, ale też osobiste. Być może część z tych osób nich uczestniczyła w jego przestępstwach. To sprawia, że opinia publiczna płonie domagając się szczegółów.
Jeffrey Epstein mimo że pochodził z rodziny, która nie miała wielkiego majątku, to sam dorobił się ogromnego. To historia, która mogła budzić podziw w Ameryce. To był wręcz American Dream. Epstein dorobił się własnej wyspy, na której urządzał, jak to mówił Elon Musk, “najdziksze imprezy”. Podczas nich kobiety były wykorzystywane seksualnie.
Dlaczego ta sprawa tak ekscytuje ludzi na całym świecie?
- Opowieść o Jeffrey'u Epsteinie jest wielowątkowa. Z jednej strony obejmuje przestępstwa seksualne, z drugiej wielkie pieniądze, a z trzeciej najbardziej znane nazwiska na świecie. Dlatego tak ekscytuje ludzi na całym świecie. Oprócz nazwisk Amerykanów pojawiają się też nazwiska z Europy, np. były książę Andrzej.
W sprawie tych wszystkich ludzi pojawiają się pytania, dlaczego kontaktowali się z Epsteinem, ile wiedzieli o jego przestępstwach i z jakiego powodu kłamali w sprawie swoich kontaktów z nim. Z opublikowanych dokumetów wiemy, że wiele osób z pierwszych stron gazet nie mówiło prawdy o swojej znajomości z Epsteinem.
To jest też opowieść o władzy, potędze pieniądza i bezkarności. Jeśli jest się członkiem najwyższych elit w Ameryce, to właściwie taką osobę nie spotka wielka kara za złe rzeczy. Tak było z Jeffreyem Epsteinem, który odsiedział krótki “wyrok” z 2008 roku za skłanianie do prostytucji. Ten “wyrok” to była umowa pozasądowa, która budziła ogromne poczucie niesprawiedliwości i doprowadziła finalnie do tego, że kilka lat później wznowiono śledztwo federalne i postawiono go w stan oskarżenia.
Jakie były kulisy zawarcia tej kontrowersyjnej umowy?
- Wówczas prokuratorem był Alex Acosta, który był później sekretarzem pracy u Donalda Trumpa. To pokazuje, że elity amerykańskie cały czas ze sobą funkcjonują. Osoby, które brały udział w postępowaniu doszły później do najwyższych stanowisk.
Jest też inny odcień tej sprawy. Acosta mówił ponoć w nieoficjalnej rozmowie ze Steve'em Bannone'em, że Epstein był zamieszany w wywiad.
Pojawiły się wiadomości w dokumentach, które mogą świadczyć o tym, że Epstein spotykał się z Putinem.
- Ale też z Mossadem. Tych wątków wywiadowczych jest bardzo dużo, ale raczej szybko nie zostaną wyjaśnione.
Wrócmy zatem do kulis skazania Epsteina.
- Acosta tłumaczył później, że chciał jak najszybciej zaprowadzić Jeffrey'a Epsteina za kratki. Uważał, że jeśli doszłoby do procesu federalnego (w USA funkcjonuje prawo stanowe i federalne), w którym groziłoby Jeffrey'owi Epsteinowi dożywocie, to mógłby się wywinąć.
Problem w tym, że Epstein trafił za kratki, ale mógł wychodzić z więzienia do pracy sześć razy tygodniu na 12 godzin. Możemy sobie wyobrazić, jaka jest skala kary do przestępstw, których dopuścił się Epstein. Mógł mieć poczucie bezkarności.
Acosta zrezygnował kiedy wyszła na jaw sprawa z Epsteinem. Próbował się tak tłumaczyć z okoliczności skazania Epsteina, bo próbował ratować swoją reputację. Wtedy, jako prokurator, kierował się trochę naciskami prawdopodobnie osób z otoczenia Epstein. Tak niski wymiar kary za tak duże przestępstwa? To, że doszło do tej ugody pokazuje, że ktoś wpływowy musiał pociągnąć za sznurki.
Epstein spędził w więzieniu około 13 miesięcy. Zresocjalizował się?
- Nie. I nie tylko on, co jest w tej sprawie najciekawsze. Epstein figurował już w rejestrze przestępców seksualnych, ale dalej otaczał się potężnymi przywódcami politycznymi, liderami biznesu i ludźmi z Hollywood. To pokazuje, że wszyscy tylko czekali aż on wróci z więzienia.
To, że wszyscy wiedzieli, co Epstein robi jest najbardziej szokującą kwestią po opublikowaniu dokumentów. Mimo że Esptein był przestępcą seksualnym to spotykali się z nim i uczestniczyli w jego przyjęciach czy robili z nim biznesy. Epstein był osobą, która handlowała informacjami. Miiał haki na każdego. Zbierał je dość skrzętnie. Wysyłał maile do samego siebie z różnymi opisami sytuacji, czy plotek, aby wyciągnąć je w odpowiedniej chwili.
Dostęp do tych informacji był tak kuszący dla jego znajomych, że puścili oni mimo uszu to, co się wydarzyło z Epsteinem i jego reputacją. Wielu z nich to byli i czynni politycy oraz liderzy biznesowi. Te osoby miały bardzo dużo do stracenia, a mimo to woleli być blisko Jeffrey’a Epsteina, licząc na jakieś korzyści. To było dla nich w tamtym momencie opłacalne. To dość dużo mówi o amerykańskich elitach.
Mimo, że teraz jest wyścig odcinania się od Jeffrey'a Epstina, bo wszyscy mówią, że spotykali się z nim zanim w ogóle trafił do więzienia, to opublikowane dokumenty pokazują, że nie do końca tak było. Na przykład Howard Latney, który jest sekretarzem w rządzie Donalda Trumpa, mówił, że spotykał się z Epsteinem ostatni raz około 2005 roku. Okazuje się, że według dokumentów ostatnie spotkanie miało miejsce w 2012 roku, a więc już kilka lat po skazaniu Epsteina.
W 2019 roku Jeffrey Epstein zostaje aresztowany. Ma postawione zarzuty handlu ludźmi i wykorzystywania seksualnego nieletnich. Grozi mu wieloletnie więzienie. Znowu jednak do tego nie dochodzi.
- Epstein w tajemniczy sposób umiera w areszcie. Oficjalnie popełnił samobójstwo. Jest jednak bardzo wiele teorii spiskowych na ten temat. Dzięki nim sprawa Epsteina jest bardzo głośna. O bycie winnym śmierci Epstina byli oskarżani przeróżni amerykańscy politycy: Bill Clinton czy Barack Obama. Zdaniem teoretyków spiskowych, stojących po prawej stronie sceny politycznej, mogło im zależeć na tym, żeby Epstein nic więcej nie powiedział.
Donald Trump dość mocno wykorzystywał tajemniczą śmierć Epsteina w swojej narracji politycznej. Jego zdaniem Epstein miał kontakty przede wszystkim z liberalnymi członkami establishmentu. Na tej teorii spiskowej wokół śmierci Epsteina Donald Trump zbudował ogromny kapitał polityczny, który zresztą wykorzystywał nawet w ostatniej kampanii wyborczej. Obiecywał nawet, że ujawni akta Epsteina i kto stoi za jego śmiercią. I to budziło w amerykańskich wyborcach chęć poczucia sprawiedliwości i pomszczenia krzywdzonych dziewczynek. Trump dość cynicznie wykorzystał to w walce politycznej, a po wygranych wyborach wycofywał się z tych obietnic. Bardzo nie chciał, żeby te dokumenty ujrzały światło dzienne. Prawdopodobnie dlatego, że dowiedział się, że on też się w nich znajduje.
Jego nazwisko pada w nich tysiące razy.
- Nawet jeśli ktoś tam jest wymieniany, to nie znaczy, że dopuścił się jakiegoś przestępstwa. Po prostu mógł mieć kontakty biznesowe z Epsteinem. Pamiętajmy jednak, że w perspektywie wyborców, jeśli ktoś jest w dokumentach Epsteina, to już jest jakoś umoczony w tę sprawe. Tym bardziej, że nie ma tam nazwisk Joe Bidena, Baracka Obamy czy Kamali Harris, ale są już na przykład Billa Clintona czy Donalda Trumpa.
W perspektywie percepcji publicznej bycie wymienionym w tych dokumentach już coś znaczy, np. ktoś może nie mieć czystego sumienia, bo jeśli nawet nie uczestniczył w w przestępstwach to może coś wiedział, ale świadomie zignorował dla własnych korzyści.
To wszystko wprowadza ogromny chaos informacyjny i daje ogromne narzędzie wywierania wpływu na Amerykanów, zwłaszcza tych mocno antyestablishmentowych. W amerykańskiej polityce nie ma już podziału na typową lewicę i prawicę, tylko na establishment i antyestablishment.
Donald Trump był kandydatem antyestablishmentowym. Powiedział, że “osuszy bagno”, że rozliczy “zgniłe elity”. Opublikowane dokumenty mogą pokazały, że on sam jest częścią tych elit. Co więcej, że był w sieci Epsteina i krążył wokół niego jak elektron. Trudno się od tego odciąć i prezentować się jako trybun ludowy, kiedy jego nazwisko pada tam kilka tysięcy razy.
Będzie pani czytać kolejne pliki tych olbrzymich akt?
- Wszyscy będziemy. Zwłaszcza, jak pojawił się już pierwsze polskie nazwiska (m.in. były tenisista Wojciech Fibak). Jesteśmy w to zaangażowani emocjonalnie, ale pamiętajmy, że to przekłada się na amerykańską politykę, która jest dla nas ważna. To jak zachowa się Donald Trump i jakie decyzje podejmie wpływa na bezpieczeństwo między innymi naszego regionu. Dlatego z polskiego punktu widzenia to jest ważna sprawa. Oczywiście stoi też za tym elementarne poczucie sprawiedliwości. Czekamy na kolejne publikacje. Pytanie czy znowu będą opóźniane i czy nie będą zbyt mocno ocenzurowane, żeby można było wyciągnąć z tego jakieś jednoznaczne wnioski.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET