Coraz więcej ataków na medyków w strefach wojny. „Milczenie i bezczynność to współudział”
Ataki na placówki i personel medyczny, zakłócanie transportu leków, przedłużające się kontrole graniczne - z tym mierzą się organizacje humanitarne, które niosą pomoc potrzebującym w tych regionach świata najmocniej dotkniętych konfliktami zbrojnymi i klęskami żywiołowymi. - Widać, że następuje normalizacja tego typu ataków podczas wojen i próba zlekceważenia międzynarodowego prawa humanitarnego - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Draginja Nadażdin, szefowa polskiego biura Lekarzy Bez Granic.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zagrożenia napotykają pracownicy humanitarni w strefach konfliktu.
- Dlaczego liczba ataków na placówki medyczne wzrasta.
- Co utrudnia dostarczenie pomocy humanitarnej w regionach konfliktów.
- Które państwa najczęściej naruszają prawo międzynarodowe dotyczące ochrony medycznej.
Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej. Dlaczego to ważne święto?
19 sierpnia przypada Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej, ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych (ONZ). To wyjątkowa okazja, by zwrócić uwagę na ogromne wyzwania i potrzeby, z jakimi borykają się ludzie w obliczu kryzysów, konfliktów zbrojnych oraz katastrof naturalnych. Dzień ten upamiętnia tragiczną śmierć 22 pracowników ONZ, którzy zginęli w zamachu bombowym na siedzibę ONZ w Bagdadzie w 2003 roku, ale od lat jest też uniwersalnym momentem, w którym możemy pochylić się nad współczesnymi wyzwaniami. Głód, susze, migracje ludności i – niestety – także przemoc i zbrodnie wojenne to codzienność mieszkańców takich regionów świata jak Ukraina, Gaza, Syria, Jemen czy Sudan.
Codziennością stają się również – niestety – ataki na konwoje humanitarne oraz placówki medyczne w miejscach, w których ludzie najbardziej potrzebują pomocy. Zwraca na to uwagę m.in. organizacja Lekarze Bez Granic, niosąca wsparcie w wymienionych wyżej rejonach świata, w których zagrożenie zdrowia i życia osiąga najwyższy poziom. Liczba ataków na placówki medyczne w konfliktach zbrojnych rośnie gwałtownie w ostatnich latach. Pracownicy zapewniający pomoc humanitarną pracują w coraz większym zagrożeniu, pacjenci tracą dostęp do opieki, a sprawcy nie są pociągani do odpowiedzialności.
– Chciałabym, żeby to wybrzmiało: widać, że następuje normalizacja tego typu ataków – na szpitale czy personel medyczny – podczas wojen i próba zlekceważenia międzynarodowego prawa humanitarnego. A ono przecież wręcz nakazuje stronom konfliktu szanować i chronić, traktować w specjalny sposób takie placówki – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Draginja Nadażdin, działaczka praw człowieka, dyrektorka polskiego biura Lekarzy Bez Granic. Zauważa, że to, z czym mamy obecnie do czynienia, to „po prostu nasilenie tych ataków”. – Znaczące jest też to, że w tym roku mija 10 lat, od kiedy państwa na forum ONZ zobowiązały się do chronienia misji i pracowników medycznych. Że będą robić wszystko, by również podczas wojen i ataków wojskowych jednak rozróżniać infrastrukturę medyczną, cywilną, która nigdy nie powinna być celem ataków. Mam tu na myśli oczywiście szpitale, przychodnie, ale także transport medyczny – dodaje.
Coraz więcej ataków na placówki i personel medyczny
Skalę tego zjawiska uzmysławiają nam liczby. W 2025 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) odnotowała łącznie ponad 1300 ataków na placówki medyczne, w wyniku których zginęło ponad 1900 osób. Liczba ofiar śmiertelnych wśród personelu medycznego i pacjentów w 2025 r. wzrosła ponad dwukrotnie w stosunku do 2024 r. Według danych WHO tylko w pierwszym półroczu 2026 r. miało miejsce 786 ataków na placówki medyczne lub personel medyczny. Większej skali przemocy w ostatnich latach doświadczają także zespoły Lekarzy Bez Granic. Od 2016 do kwietnia 2026 r. odnotowano łącznie 255 ataków wymierzonych w transport medyczny, placówki medyczne, infrastrukturę oraz wyraźnie oznakowane pojazdy organizacji. Ponad jedna trzecia zdarzeń z tego okresu przypadła na lata 2024–2025. Wstępne dane z części 2026 r. sugerują, że niepokojący trend nasilających się ataków na opiekę zdrowotną z ostatnich dwóch lat może się utrzymać.
Lekarz Bez Granic
Nadażdin przyznaje, że jej organizacja szczegółowo dokumentuje wszystkie przypadki i można mówić o pewnej prawidłowości, ale są kraje, gdzie do ataków dochodzi częściej. – Np. w 2025 roku najwięcej ataków na opiekę medyczną miało miejsce w Ukrainie – 583 tego typu incydenty. Tu mówimy przede wszystkim o stronie rosyjskiej. Z kolei jeśli chodzi o Gazę, to aktów agresji dopuszcza się strona izraelska. W Gazie zresztą po tylu latach wojny mamy tak naprawdę niemal całkowicie zniszczony system ochrony zdrowia – zaznacza.
Ekspertka: międzynarodowe prawo humanitarne jest potrzebne
Zdaniem rozmówczyni RadioZET.pl widać tendencję do tego, by lekceważyć bądź instrumentalnie traktować prawo humanitarne, co rodzi katastrofalne skutki, jeśli uświadomimy sobie, że mamy obecnie najwięcej konfliktów zbrojnych na całym świecie od czasu zakończenia II wojny światowej (tj. od ponad 80 lat). – To tylko i wyłącznie pokazuje, dlaczego prawo międzynarodowe, które mówi o tym, co mogą, a czego nie wolno robić stronom konfliktu, jest potrzebne. Ze szczególnym naciskiem właśnie na ochronę misji medycznej. Atakowani i zabijani są ludzie, którzy leczą, pomagają rannym i chorym – mówi. Tu warto przypomnieć, że zdecydowaną większość medyków pracujących dla Lekarzy Bez Granic stanowią osoby pochodzące z rejonów, w których toczy się wojna, bądź tych dotykanych przez klęski żywiołowe. W Strefie Gazy działają Palestyńczycy, w Ukrainie Ukraińcy, w Sudanie Sudańczycy. Takie osoby znają miejscowe realia, język, stanowią także oparcie i instancję zaufania dla lokalnej, narażonej na niebezpieczeństwa ludności cywilnej.
– Myślę o naszych pracownikach np. w Strefie Gazy, którzy pracują w warunkach stałego zagrożenia życia nie tylko swojego i pacjentów. Oni boją się również o swoje rodziny, które są tam na miejscu – przyznaje Draginja Nadażdin. I podaje przykład jednej z tragicznych historii, która wydarzyła się w połowie lipca, a która symbolizuje okrucieństwo izraelskiej armii. – W ciągu jednego dnia siły izraelskie uszkodziły budynek w mieście Gaza, w którym mieszkali pracownicy naszej organizacji. Zaatakowali też uroczystości pogrzebowe w miejscowości Dar al-Bahan i ofiary tego ataku były następnie leczone przez nasze zespoły na miejscu. Wśród zabitych był również syn jednego z naszych pracowników. Te tragedie się ze sobą łączą i to pokazuje, jak ogromne jest obciążenie, a jednocześnie poczucie odpowiedzialności tych ludzi – relacjonuje.
Zwraca przy tym uwagę, że prawo określa wyjątki w tej sferze, ale są one precyzyjnie określone. - Zdarzają się sytuacje, gdy placówka medyczna jest wykorzystywana do działań wojskowych. Ale strona atakująca musi to wówczas udowodnić. I nie może to być uderzenie w cały obiekt. Zawsze trzeba kierować się zasadą, że atak musi być proporcjonalny i podjęty z odpowiednią ostrożnością, by nie doszło do zabijania pacjentów, by w jak największym stopniu ograniczyć straty – tłumaczy.
Oprócz ataków - utrudnianie transportu leków
Ale ataki to jedno, a problem, który opisuje szefowa polskiej sekcji LBZ, ma jeszcze inny wymiar. To zakłócanie transportu leków (i żywności), przeciągające się kontrole w punktach granicznych, szczegółowe sprawdzanie zawartości ciężarówek wiozących medykamenty, a niekiedy nawet rozrzucanie tego asortymentu na drogę, co powoduje, że np. leki dla potrzebujących mieszkańców rejonu – które muszą być przechowywane w chłodnych warunkach – wystawione na wysoką temperaturę (mówimy o miejscach takich jak Gaza czy Sudan, gdzie temperatura regularnie przekracza 35, a nawet 40 stopni Celsjusza) są w zasadzie niezdatne do użycia.
– Niestety, jeśli chodzi o dostęp do pomocy humanitarnej, leków, żywności, to także jest on często traktowany bardzo instrumentalnie. Mam na myśli zarówno ataki na pracowników medycznych, infrastrukturę, ale też właśnie utrudnianie dostępu do lekarstw czy innych towarów pierwszej potrzeby – twierdzi Draginja Nadażdin. Przypomina, że np. Gaza mierzy się z potężnym kryzysem energetycznym. – Żeby np. szpital mógł normalnie funkcjonować, potrzebny jest prąd, który jest tam produkowany za pomocą generatorów. A one z kolei potrzebują paliwa, żeby mogły działać i dostarczać energię. Izraelskie władze utrudniają dostawy nie tylko leków, ale właśnie również paliwa – wyjaśnia.
Co świat może zrobić, by zatrzymać spiralę przemocy?
W tym wszystkim, co mówi szefowa polskiego biura LBZ, najsmutniejsze wydaje się – a przynajmniej taka wysnuwa się z tego konkluzja – to, że wielu podmiotom politycznym niekoniecznie zależy na przestrzeganiu prawa międzynarodowego. Zdaniem Nadażdin nie zwalnia to jednak państw ani organizacji z obowiązku zabierania głosu i wywierania presji na strony konfliktu, zwłaszcza te, które dopuszczają się najbardziej haniebnych czynów. – Nie można się zastanawiać, czy to trudne, czy ma sens, czy ktoś nas słucha. Milczenie i bezczynność mają poważne konsekwencje i de facto oznaczają pewnego rodzaju współudział. Międzynarodowe prawo humanitarne to przecież dorobek całej ludzkości, oparty na bardzo bolesnych doświadczeniach z historii. Bierność nie może być argumentem ani wymówką – przekonuje.
Według niej presja ma sens i znajduje to odzwierciedlenie w trzech aspektach. – Po pierwsze, by w ogóle promować prawo humanitarne na wszelkich możliwych forach międzynarodowych – ONZ, regionalne platformy międzypaństwowe itp. Po drugie, by pokazać, że w momencie, kiedy toczą się wojny, należy naciskać na strony zaangażowane w dany konflikt, by nie dochodziło do atakowania szpitali i personelu medycznego. Po trzecie zaś, absolutnie nie pozwalać na bezkarność, jeżeli już dochodzi do złamania prawa międzynarodowego – podsumowuje rozmówczyni RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET