Jana Shostak fot. Fot. Dawid Groński

Artystka walczy o to, by "uchodźców" zastąpić słowem "nowacy" [WYWIAD]

08.06.2017

Chcę przede wszystkim okazać nowakom pomoc i zrozumienie, pokazać im, że mogą się czuć w Polsce, jak u siebie - mówi Jana Shostak. Artystka chce wprowadzić do języka polskiego pojęcie "nowak" i zastąpić nim pełnego negatywnych skojarzeń "uchodźcę". W rozmowie z RadioZET.pl opowiada, co zainspirowało ją do tego pomysłu, jak zamierza zrealizować swój plan i jak radzi sobie z nieprzychylnymi opiniami na jego temat.

Jana urodziła się w Grodnie na Białorusi, a jej rodzina pochodzi z Polski. Kończy właśnie V rok studiów na Wydziale Sztuki Mediów warszawskiej ASP, gdzie w ramach dyplomu w pracowni Mirosława Bałki przygotowuje swój projekt.

Stawia sobie ambitny cel: wprowadzenie do powszechnego użycia słowa „nowak”, określającego zamieszkałych w Polsce przybyszy z innych krajów. Chciałaby zastąpić nim „uchodźcę”, który to jej – oraz innych – zdaniem jest zbyt stygmatyzujący i niesie za sobą pejoratywny wydźwięk, a poza tym trudno się go wymawia.

Nowak to najpopularniejsze polskie nazwisko – nosi je prawie 300 tys. obywateli. Dlatego właśnie w ten sposób Jana chce uhonorować tych, którzy na polskiej ziemi szukają szczęścia i stabilności – aby mogli łatwiej oswoić się i utożsamić z tym, co polskie. Jej inicjatywa zyskuje coraz większą popularność, jest obecna w mediach, a ciepło na jej temat wypowiedział się najsłynniejszy polski językoznawca, prof. Jan Miodek.

Opowiedz, kiedy narodził się ten pomysł?

Od kilku lat angażowałam się w pomoc nowakom – oczywiście na tyle, na ile potrafię wedle możliwości czasowych i materialnych. Odwiedzałam także ośrodki dla Nowaków w okolicach Warszawy.

Jakiś czas temu nawiązałam współpracę ze stowarzyszeniem Refugees Welcome, które wspiera nowaków w integracji ze społeczeństwem i pomaga im np. wynajmować mieszkania czy pokoje z mówiącymi po polsku współlokatorami.

Organizują także niezobowiązujące spotkania, na które każdy, zarówno nowak, jak i Polak mogą przyjść, porozmawiać, lepiej się poznać. Dzięki temu nowacy bardziej się oswajają, widzą, że ktoś chce z nimi porozmawiać, traktuje z szacunkiem.

I jedno z takich spotkań odbywało się w Twoim mieszkaniu.

Tak, zaprosiłam osób w celu znalezienia nowego określenia zamiast stygmatyzującego ‘’uchodźca’’, m.in. nowaków z Nigerii, Konga, Syrii, Ukrainy, wolontariuszy, językoznawców, artystów, poetów, esperantystów, socjologa. Chciałam wyrazić swoją empatię z nowakami poprzez zaproszenie ich do swojego mieszkania.

Czyli „nowak” bardziej niż Twoją autorską propozycją jest efektem wspólnej burzy mózgów?

Zdecydowanie. W czasie takiej burzy mózgów przewijały się różne propozycje: "przybywca", "gość", "ocalony", nawet jeden nowak z Kongo zaproponował "imieguax’’, takie połączenie "imigranta" i francuskiego "egalite", czyli "równość". Zależało nam jednak, żeby to było polskie słowo – łatwe do wymówienia, ale też do identyfikacji z polskim obszarem językowym.

Jestem bardzo zadowolona z tego, że to nie ja sama wytworzyłam to słowo, tylko, że zostało ono wypracowane we wspólnym gronie. Że to nie jest tylko moje widzimisię. Bardzo mi na tym zależało.

Co złego jest w słowie „uchodźca”?

Jest stygmatyzujące i budzi negatywne skojarzenia. Przede wszystkim podkreśla niestabilność sytuacji. Tak, jak w języku rosyjskim "bieżeniec" - ten, który biegnie - a w angielskim "refugee" - ten, który szuka schronienia. Etymologia tych słów zawsze wskazuje na to, że sytuacja takich osób jest tymczasowa, nietrwała, że to jest człowiek, którzy przebywa tu "tylko na jakiś czas", że nie jest stąd. 

Poza tym, jest ono trudne do wymówienia dla osób, które tu przyjechały i które często dopiero zaczynają uczyć się naszego języka, ponieważ zawiera ten spółgłoskę zwarto-szczelinową dziąsłowo-podniebienną dźwięczną ‘"dź" (śmiech). Dochodzi do absurdalnej sytuacji, że nowacy mają problem z wymówieniem wyrazu, który ma ich określać. Najważniejsze było jednak to, że dostałam ze strony nowaków, z którymi miałam kontakt, jasny przekaz, że słowo "uchodźca" jest dla nich właśnie stygmatem i że woleliby inne, w którym zawarta byłaby nowa, pozytywna energia.

„Jak statek nazwiesz, tak on popłynie” - powiedzenie wywodzące się z bajki ''Przygody Kaptana Załganowa" autorstwa rosyjskiego pisarza Nikołaja Niekrasowa. W skrócie, kapitan miał statek o nazwie "postrach'' i w momencie kiedy odpadło mu ''po'' został i ''strach'', na pokładzie zaczęły dziać się nieprzyjemne rzeczy.  

Czyli chcesz, żeby "nowak" pojawił się po prostu jako synonim? Bo słowo "uchodźca" może być trudno wyrugować z języka polskiego, jest w nim dość mocno osadzone.

Proponuję słowo "nowak" jako pewną alternatywę, zamiennik dla słowa "uchodźca", dla tych, którzy są wrażliwi na tę kwestię, żeby wskazać na ten problem.

Hannah Arendt, niemiecka filozofka, która przed II wojną światową wyemigrowała do Francji, a potem do USA, w eseju "We, refugees" („My, uchodźcy”) pisała, że wolałaby siebie określać mianem "newcomer", czyli "nowy przybysz" – czyli właśnie nowak - aniżeli „uchodźca”. I ona już w 1943 roku sygnalizowała problemy z nazewnictwem. Uświadomiłam więc sobie, że minęło ponad 70 lat, a ten problem nadal funkcjonuje i to nie tylko w naszym języku.

Do Twojej inicjatywy z aprobatą odniósł się prof. Jan Miodek. Jak doszło do Waszego spotkania?

O spotkaniu z nim pomyślałam już wcześniej, choć na początku wydawało mi się to nierealne. Napisałam do niego maila, odpisał, że ciekawy temat, ale że akurat nie miał czasu. W międzyczasie znalazłam na Facebooku informację, że trwa nabór do programu ["Słownik polsko-polski"  - prowadzony przez Miodka program poświęcony kulturze języka polskiego, emitowany w TVP Polonia- przyp. red.], więc wtedy się z nimi skontaktowałam. Chciałam na przestrzeni telewizji rozpowszechnić ten pomysł i zasięgnąć opinii profesora.

Nie miałam wielkiej nadziei, że ten temat przejdzie w ich formacie, ale byli zachwyceni, zwłaszcza redaktor, który odpowiadał za ten program. Sam zresztą przyznał, że pomaga nowakom.

I tam właśnie doszło do mojej konfrontacji z prof. Miodkiem. Spodobali mu się „nowacy”. Ostrzegł co prawda, że wprowadzenie nowego wyrazu do powszechnego użycia jest trudne i wymaga czasu, ale mamy jego poparcie.

Jak w ogóle wyglądają formalne procedury w takich przypadkach?

Wysłałam do Wikipedii pismo z prośbą o wprowadzenie "nowaków" jako hasła. Chciałabym też, żeby zainteresowała się tym Rada Języka Polskiego. Sama do końca nie wiem, jak wygląda taka procedura. Skontaktowałam się z administratorami Słownik PWN i oni powiedzieli, że to przede wszystkim musi wychodzić od ludzi, że nie można tak arbitralnie sobie tam umieszczać pierwszych lepszych słów. Dlatego staram się poprzez obecność w mediach wprowadzić to słowo do obiegu.

Akcja z „nowakami” to twój projekt artystyczny w ramach dyplomu na ASP. Nie boisz się zarzutów o działanie we własnym interesie i promowanie się kosztem potrzebujących? Spotkałaś się już z takimi zarzutami?

Tak, zdarzały się takie zarzuty. Ale ja za każdym razem, w każdej wypowiedzi, podkreślam cel tej inicjatywy. Chcę przede wszystkim okazać nowakom pomoc i zrozumienie, pokazać im, że nie jesteśmy do nich wrogo nastawieni i że mogą się czuć w Polsce, jak u siebie. 

W naszym kraju – i nie tylko – to gorący temat. Internet wrze. Zalała Cię już fala hejtu czy przeważają przychylne opinie?

Oczywiście, jest sporo hejtu. Ale myślę, że rozsądni ludzie raczej nie biorą udziału w takich hejterskich akcjach. Mam zresztą taką zasadę: dopóki liczba pozytywnych komentarzy i lajków jest większa niż negatywnych reakcji, to się nie przejmuję.

W kwietniu przyszła pierwsza fala nienawistnych komentarzy i wtedy było ciężko. Musiałam się trochę zdystansować.

Zdumiewa mnie to, że niektórzy potrafią tracić mnóstwo czasu i energii na trolling i wypisywanie różnych nieprzyzwoitych, pełnych jadu treści w sieci, a nawet na tworzenie w tym celu fałszywych kont na portalach społecznościowych. Mimo wszystko mam sporo pozytywnego odbioru - pisali do mnie nie tylko nowacy, ale też Polacy, także o nazwisku Nowak (śmiech).

No właśnie wychodzi na to, że cały ten projekt mówi nawet więcej o nas jako o wspólnocie, społeczeństwie niż o samych nowakach?

To całe zamieszanie w związku z moją akcją staje się pewnego rodzaju lustrem, w którym można dostrzec nastroje społeczne i sytuację, jaka w naszym kraju panuje. Tę atmosferę lęku, paniki, obawy zupełnie nie wiadomo przed kim i czym spowodowanej.

Ale dla kontrastu przytoczę ciekawą historię. Po jednej z moich poprzedniej akcji, do internetu trafił mój prywatny nr telefonu. I pewnego dnia zadzwonił pan, z województwa opolskiego. Chciał się upewnić, że to mój numer. Odpowiedziałam, że to pewnie odnowiona informacja z powodu mojego ostatniego działania z nowakami. Powiedział, że czytał na ten temat i że ma odmienne od mojego zdanie. Nasza rozmowa trwała około pół godziny. I nie polegała na hejtowaniu i poniżaniu się nawzajem. On po prostu podawał swoje argumenty i pytał, np. o przemoc, której dopuszczają się. Ja mu odpowiadałam, że to właśnie nowacy są z reguły ofiarami przemocy. Pod koniec rozmowy podziękowałam mu za rzeczową dyskusję. Po godzinie przesłał mi sms-a z cytatem ze Steve'a Jobsa: "Ludzie, którzy są szaleni na tyle, ze myślą ze zmienia świat, zmieniają go" i życzeniami miłego dnia.

I właśnie w taki bezpośredni sposób chciałabym o tym rozmawiać z ludźmi. Jeżeli choć jedną osobę uda się uwrażliwić na tę kwestię, to już będzie sukces.

Co jest dla Ciebie miarą sukcesu w tej sprawie?

Cieszę się, że niektórzy, pod wpływem rozmów ze mną, przekonują się do tego pomysłu. Sukcesem jest także to, że unaoczniłam pewien problem, jaki zawiera w sobie słowo "uchodźca" i że ludzie zaczynają się nad tym zastanawiać.

Jakie masz jeszcze plany związane z rozpropagowaniem „nowaków”?

Planuję zaprosić do współpracy polskich rysowników, takich jak Marta Frej, Marek Raczkowski czy Andrzej Rysuje. Chciałabym, żeby stworzyli grafiki i satyryczne obrazki z nowakami i dzięki temu oswoili odbiorców z tą tematyką. Poza tym, humor i dystans są ważne, bo dzięki temu człowiek jest bardziej odporny na otaczającą go rzeczywistość.

Chcę przekazać to słowo dla innych artystów i użytkowników, żeby zaczęło funkcjonować trochę w oderwaniu ode mnie, żeby żyło swoim życiem i utrwalało się w społeczeństwie.

RadioZET.pl/Rozmawiał Mikołaj Pietraszewski