Zamknij

Nauczyciele w wieku dziadków uczniów. "Ostatni raz 10 lat temu zatrudniłam kogoś zaraz po studiach"

25.11.2022 09:31

Średnia wieku nauczycieli w Polsce rośnie z roku na rok. Obecnie to ok. 47 lat. Nie brakuje jednak pedagogów, którzy po 70-tce wciąż uczą w szkole. - Dlaczego? Bo ich o to co roku prosimy. Bo zastąpić ich nie ma kim - wyjaśniają krótko dyrektorzy szkół. W niektórych technikach czy branżówkach emeryci stanowią blisko 50 proc. kadry.

Nauczycielka w szkole
fot. TADEUSZ KONIARZ/REPORTER

- Dwudziestoparolatków? Nie ma. Chyba, że wśród uczniów – odpowiada na pytanie o młodych nauczycieli Paweł Kucharczyk, dyrektor Zespołu Szkół Łączności w Krakowie. Najliczniejszą grupą w kadrze liczącej prawie 130 osób są nauczyciele ok. pięćdziesiątki. I emeryci - 12 osób. Czterech nauczycieli zbliża się do 70-tki. Jeden – od przedmiotów zawodowych – już ten wiek osiągnął.

Do tego roku szkolnego i tak nie był najstarszy. W Zespole Szkół Łączności do czerwca uczył 77-letni matematyk, dawny wieloletni dyrektor szkoły. Prowadził klasę maturalną. - Miał jeszcze w tym roku pracować i doprowadzić uczniów do matury. Był prawdziwym nauczycielem z krwi i kości. Niestety, zmarł na początku roku szkolnego. Uczył do końca – mówi Kucharczyk.

- Dwie osoby po 70-tce od przedmiotów ścisłych jak fizyka – mówi o swojej kadrze Małgorzata Pucułek, dyrektorka LXV LO w Warszawie. - Dlaczego dalej uczą? Bo ich o to co roku proszę, bo zastąpić ich nie ma kim – wyjaśnia krótko.

Nauczyciele na emeryturze

W ostatnich dniach nauczycielskie fora obiegły zdjęcia z węgierskich szkół obrazujące starzenie się tamtejszej kadry. Na zdjęciach nauczyciele ustawiają się w rzędach odpowiadających przedziałowi wiekowemu, do którego należą. Na większości dominują osoby po 50-tce. Za napisem "20 plus" zazwyczaj nie ma nikogo. W wielu polskich szkołach taki przegląd kadr nauczycielskich wyglądałby podobnie lub jeszcze gorzej.

Pięć lat temu średnia wieku nauczycieli wynosiła u nas 43,9. Rok później było to już 44,1. To dane „Głosu Nauczycielskiego”, który cytował odpowiedź resortu edukacji na interpelację posłanki Kamili Gasiuk-Pihowicz i posła Artura Gierady. - Średnia ta będzie z każdym rokiem większa – ostrzegali już wtedy nauczyciele.

Obecnie średnia wieku szkolnej kadry w Polsce to według szacunków ZNP ok. 47 lat. Najliczniejsi są ci z przedziału 45-55 lat (38 proc.). Najgorzej pod tym względem od lat jest w szkołach branżowych i technikach, które stale posiłkują się emerytami. Zwłaszcza gdy chodzi o przedmioty zawodowe.

- Ale zwykli przedmiotowcy też nie są młodsi – mówi Małgorzata Joniuk-Piątkowska, dyrektorka Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 5 w Łodzi. W kadrze ma pięć osób, które powinny być na emeryturze. Niektóre z nich zbliżają się już do 70-tki. Znów najliczniejszą grupę stanowią nauczyciele 50 plus.

- Jest jeden jedyny chłopak po 30-tce. Gdy 10 lat temu zostałam dyrektorką, zatrudniłam go zaraz po studiach i wciąż u nas uczy przedmiotów zawodowych, ekonomicznych. Dmucham i chucham na niego, żeby nie odszedł. To mój wychowanek – opowiada dyrektorka. - Ginący gatunek – mówi o takich nauczycielach Kucharczyk.

Okazuje się, że wcale dużo lepiej nie jest w podstawówkach czy przedszkolach. - 10 lat temu, gdy zostałam dyrektorką, zatrudniłam 20 młodych nauczycieli zaraz po studiach. Potem było ich coraz mniej, ale zdarzały się takie osoby. W tym roku nie mam ani jednego takiego przypadku – opowiada Dorota Kuchta, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Legionowie. Średnia wieku u niej to 45 plus. W kadrze ma dwie osoby ok. 30-tki i sześciu emerytów, w tym dwóch w przedszkolu. Kadra jest spora, liczy 140 osób.

Pieniądze i warunki pracy

Dlaczego młodych nie ma? Głównym powodem są pieniądze. Jak podaje oświatowa grupa „NIE dla chaosu w szkole” Polska jest na 24. miejscu w Unii Europejskiej pod względem zarobków początkujących nauczycieli – niżej są tylko Węgry i Bułgaria.

- Na jednej z rozmów o pracę optyczka, która miała uczyć przedmiotów zawodowych, spytała mnie, czy zaproponowana pensja to tygodniówka. Oczywiście to była wypłata miesięczna – wspomina Marcin Józefaciuk, wicedyrektor Zespołu Szkół Rzemiosła w Łodzi. 20 proc. nauczycieli powinna tu już być na emeryturze. To i tak nieźle, bo Józefaciuk zna szkoły, gdzie prawie 50 proc. kadry osiągnęła już wiek emerytalny.

- Niedawno zatrudniliśmy młodą psycholożkę. Nie wytrwała i zmieniła pracę. Za jedną poradę dostaje teraz tyle, co za dwa dni pracy w szkole – dodaje Kuchta. Jej szkoła w walce o młodych pedagogów przegrywa jeszcze ze względu na miejsce. - W Warszawie są wysokie dodatki do pensji, nawet 1 tys. zł. Naszej gminy na to nie stać. A jesteśmy tuż przy granicy z Warszawą, więc wiadomo, że jeśli ktoś szuka pracy w szkole, to szybciej zdecyduje się na stolicę – tłumaczy dyrektorka.

Od września 2022 roku weszły w życie także nowe zasady dotyczące stopnia awansu zawodowego. Do niedawna były cztery stopnie: nauczyciel stażysta, kontraktowy, mianowany i dyplomowany. Teraz stażysta i kontraktowy został zamieniony na początkującego. Według Ministerstwa Edukacji i Nauki miało to przyciągnąć młodych ludzi do zawodu, bo dla nauczycieli początkujących przygotowano 20-proc. podwyżkę.

- Gdyby nie to, mieliby mniej niż minimalne wynagrodzenie – zwracał uwagę w podcaście edukacyjnym Radia ZET "Szkoła marzeń" Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP. Teraz ich podstawowa pensja wynosi 3424 zł brutto. - Na początek i ten początek będzie trwał dwa lata – przypominał Baszczyński. Dopiero po takim czasie można ubiegać się o kolejny stopień awansu zawodowego.

- To oznacza dwa lata nieuporządkowanego stosunku pracy, bo nauczyciel początkujący dostaje zatrudnienie na podstawie umowy na czas określony. Taki młody człowiek będzie więc pozbawiony nawet możliwości zakupu telefonu komórkowego na raty - przypominał w podcaście wiceprezes ZNP. Poza tym, jak opowiada Kucharczyk, młodym absolwentom uczelni pedagogicznych często brakuje podstaw dydaktyki i zwyczajnie nie radzą sobie w szkole, dlatego ta jest ostatnim wyborem.

Młodsze dzieci, młodszy nauczyciel

Dyrektorom wiele kart przetargowych więc nie zostaje. - Jeśli ktoś jest zdeterminowany do pracy w szkole, to zależy mu, żeby pracować w dobrej atmosferze, więc na to stawiam, żeby było miło, przyjemnie – mówi Kuchta. - Staram się chronić nauczycieli przed tym, co dzieje się na zewnątrz. Mają moje 100 proc. zaufanie i oni też mi ufają – dodaje Piątkowska.

Starsi w szkole zostają m.in. dlatego, bo nie są już skorzy do zmian. Silnie identyfikują się z tą profesją, więc trudniej im się rozstać ze szkolną społecznością. Zostają też na prośby dyrektorów. - Wykorzystujemy ich siły, bo często nie mamy wyjścia - przyznaje Małgorzata Pucułek. Już kilka lat temu przede wszystkim technika i zawodówki alarmowały, że w kadrze nie brakuje 60-latków. Szkoły zastanawiały się, kto będzie dalej uczył. 60-latkowie zostali i uczą w wieku 70 lat i więcej. - Tylko co dalej? Nie wiem – przyznaje dyrektorka LXV LO.

Potrzeba młodej kadry jest bardzo ważna nie tylko dlatego, by mieć kim zastąpić osoby odchodzące na emeryturę. Chodzi o postęp dydaktyki i metodyki. - Niektórzy z nas zatrzymali się i nie zamierzają iść do przodu, a świat poszedł do przodu. Jak nie będziemy próbowali go dogonić, to stracimy ucznia. Jeśli wczorajszy nauczyciel stosuje przedwczorajsze metody, to gubi jutro – mówił w podcaście „Szkoła marzeń” Bartek Rosiak, najmłodszy nauczyciel w Polsce. - Trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby pracować w szkole, ale zachęcam młode osoby, żeby przychodziły. Daleko zajdą, bo nie mają konkurencji – żartował.

Według ekspertów im mniejsze dzieci, tym bardziej potrzebują młodszych nauczycieli zbliżonych wiekiem do rodziców uczniów. Ci starsi nauczyciele często stają się dziecinni w relacjach z kilkulatkami. Mają swoją mądrość, serdeczność, ciepło, ale to za mało.

Dla starszych uczniów nauczyciele w wieku ich dziadków nie wydają się aż tak dużym problemem. Młodzież potrzebuje dojrzałych nauczycieli, którzy z jednej strony dysponują wiedzą, ale z drugiej – są przekonujący w swej roli. Dariusz Chętkowski, polonista w XXI LO w Łodzi, na swoim BelferBlogu opisuje, że nieraz na korytarzu słyszy, jak rzeczywiście uczniowie nazywają ich dziadkami albo babciami. „Nie powinniśmy się obrażać. W końcu najbardziej ekscytującym zajęciem w pokoju nauczycielskim jest pokazywanie zdjęć wnuków. Nie wszystkich nauczycieli spotkało to szczęście, żeby być babcią czy dziadkiem, ale niewiele już brakuje” - pisze z ironią.

loader

RadioZET.pl