Zamknij

Na jego gospodarstwo spadła rakieta. "Przerażający widok. Nie ma po nim śladu"

16.11.2022 19:27

Widok jest przerażający. Lej w ziemi na 10 metrów. Tam przy wadze był budynek, 12 metrów kwadratowych, teraz nie ma po nim śladu – powiedział Wirtualnej Polsce Mateusz Ćwikliński, dyrektor gospodarstwa w Przewodowie, na które spadły rakiety. Po uderzeniu zginęło dwóch pracowników. - Oni tu przepracowali całe życie. Do nas nie dociera, że ci ludzie nie żyją – dodał przejęty szef gospodarstwa.

Przewodów. Właściciel po uderzeniu rakiet
fot. PAP/Wojtek Jargiło, screen Twitter

Rakiety spadły na Przewodów w powiecie hrubieszowskim, zabijając dwóch pracowników tamtejszego gospodarstwa. Wciąż nie jest jasne, czy były to rakiety z Rosji, czy pociski ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. We wtorek reżim Putina przeprowadził serię uderzeń rakietowych na zachodnią Ukrainę.

W rozmowie z Wirtualną Polską traumatyczne chwile z 15 listopada wspomniał szef gospodarstwa, na które spadły pociski. Mężczyzna był jedną z pierwszych osób, które pojawiły się na miejscu po eksplozji.

Przewodów. Właściciel suszarni zbóż: Widok przerażający

- Zdjęcia nie pokazują rozmiaru tego, co się tu wydarzyło. Tak naprawdę widok jest przerażający. Lej w ziemi na 10 metrów. To duża dziura. […] To była ogromna siła uderzenia -  powiedział Wirtualnej Polsce Mateusz Ćwikliński, dyrektor gospodarstwa w Przewodowie.

 - Akurat wychodziłem na dwór. To był świst, jakby ktoś fajerwerki wypuścił. Za chwilę nastąpił wybuch - relacjonował dyrektor. Początkowo myślał, że to wybuch słyszany w nieodległej Ukrainie. Gdy dotarł na miejsce zdał sobie sprawę ze skali dramatu.

Dyrektor mówił, że jeszcze o poranku widział się z mężczyznami, którzy zginęli. - Rozmawiałem z tymi ludźmi rano. Sam byłem w tym punkcie godzinę wcześniej, jestem tam codziennie. To jest szok. Nikt, idąc do pracy, nie myśli, że zginie od bomby -opowiadał Ćwikliński.

"Oni tu przepracowali całe życie"

Szef gospodarstwa potwierdził doniesienia, że jeden ze zmarłych był kierownikiem suszarni zbóż, a kolejny mężczyzna pracownikiem. - Oni tu przepracowali całe życie. To jest nieprawdopodobne, co się stało, bo obok przecież jest szkoła, blok mieszkalny – mówił dyrektor.

Szefostwo ogłosiło, że w środę gospodarstwo będzie miało dzień wolny od pracy. Trudno jednak sobie wyobrazić, jak pozostali pracownicy wrócą do „normalności” od czwartku. - Co będzie jutro? Nie wiem. Do nas nie dociera, że ci ludzie nie żyją. Nie chcemy tutaj kolejnej tragedii - podsumował.

RadioZET.pl/Wp.pl