Zamknij

Ewa Woydyłło-Osiatyńska: Dla mnie śmierć nie jest wielką tajemnicą

31.10.2022 16:00

- Człowiek potrzebuje życia, które składa się z echa śmierci. To jest piękne - powiedziała Ewa Woydyłło-Osiatyńska, w popołudniowym Gościu Radia ZET u Beaty Lubeckie. 

Ewa Woydyłło-Osiatyńska
fot. Radio ZET

- Musi się obrócić czas dookoła, po to żeby były pierwsze urodziny bez niego, czy bez niej. Pierwszy sylwester, pierwsze święta, pierwsza rocznica czegoś. To jest potrzebne - powiedziała Ewa Woydyłło-Osiatyńska, psycholog, terapeuta uzależnień, w  popołudniowym Gościu Radia ZET u Beaty Lubeckiej. To święto zostało ustanowione w X wieku. - Myślę, że pogaństwo, które było dużo wcześniej, a zostało u nas sądząc po wyglądzie grobów, bo to nie ma nic wspólnego z świętem duchowym. To jest jakaś feeria popisu, ozdoby, więc to na pewno są pozostałości pogańskie. Chodzi o to, żeby czcić to miejsce, zostawiać jakieś naczynie z jedzeniem, a my zostawiamy jakieś wianuszki, znicze, ale to jest piękne. Człowiek tego potrzebuje, życie składa się z echa śmierci. Czasami z zapowiedzi śmierci. To wszystko się liczy – powiedziała Ewa Woydyłło.

- Lubię święto Wszystkich Świętych, lubię jesień. Lubię smutne wspomnienia, bo one zatrzymują tak na chwilę, a ja jestem dosyć rozpędzona. Dla kogoś, kto stracił bliskiego takie święta są trudne. Jeśli stracił kogoś niedawno, to jest bardziej uzasadnione, bo żałoba właściwie we wszystkich religiach trwa rok – powiedziała psycholog.

Beata Lubecka: - Wydaje się, że śmierć jest wypierana ze świadomości zbiorowej, jest to swego rodzaju tabu. Ewa Woydyłło-Osiatyńska: - To jest tak intymna sprawa, że my nie wiemy ile ludzie, dzieci, jak często myślą o umieraniu, o odchodzeniu. Czy my o tym nie rozmawiamy? Rozmawiamy. To nie jest coś takiego, jak zakonnik, pustelnik usuwa się z życia po to, żeby myśleć o nieskończoności, o światach. Natomiast żywy człowiek, nie wiem czy kiedyś było tak, że ludzie myśleli o śmierci. Pewnie bym w literaturze natrafiła na takie wątki.

„Dla mnie śmierć nie jest wielką tajemnicą”

- W literaturze chyba jednak można znaleźć takie wątki dotyczące przemijania  - zauważyła gospodyni programu. - Sztuka jest bardzo pojemna, tam spotykają się dusze wrażliwe. Ja nie neguję, że jest to ważna sprawa, ale wątpię trochę, że usunęliśmy śmierć z naszej świadomości – odpowiedziała  Woydyłło-Osiatyńska, dodając: - Z dziećmi czasem mam  do czynienia w rodzinie, moje dzieci były małe, jakże często pojawiał się ten temat. Nie wiem, czy tu jest o czym rozmawiać, to jest sprawa niezwykle intymna. Na poziomie takiego uczucia, które jest zapowiedzią pożegnania. To jeszcze jeden akt przywołujący smutne doświadczenia. Dla mnie śmierć nie jest wielką tajemnicą. Ja wiem co się stanie z drzewem, z psem który odszedł. Wiem, co się stanie ze mną, co się stało z moimi bliskimi, więc to nie jest tak, żebym musiała sobie jakiś zaświat wyobrażać.

„Jesteś dopóki cię pamiętam”

- Jest takie zdanie, które sama powtarzam często także do innych: „jesteś dopóki cię pamiętam”. To jest obecność człowieka. Teraz jest kwestia, jak pamiętam? Czy dobrze pamiętam, czy źle pamiętam, czy muszę się wzbraniać przed wspomnieniami, bo one mnie dużo kosztują? – powiedziała psycholog. - Jest też taka tradycja, jak Helloween. Jak pani patrzy na taką formułę obchodzenia tego święta? – zapytała Beata Lubecka. - Ja tego nie demonizuję. W Stanach ta tradycja jest bardzo popularna, innej zresztą nie ma. Tam obchodzi się to, jako spotkanie z duchami.

„Helloween nie jest dla mnie żadną profanacją”

- Helloween jest ożywieniem tego tematu, ale nie w grobowym nastroju, tylko w takim wesołym, żartobliwym. Mnie to w ogóle nie przeszkadza. Dla mnie to nie jest żadną profanacją – powiedziała Ewa Woydyłło-Osiatyńska. - To nie jest źródło tragedii, to jest źródło szczęścia, że jest ktoś, kogo ja nadal chce mieć obok ze sobą. Ja nadal rozmawiam ze swoim mężem, córki oprawiły taki wspólny portret nasz, taki kiczowaty trochę, taki zabawny, upozowany, a my w życiu wcale tacy nie byliśmy. Zdaniem psycholog „dzisiaj to nie jest połączone z rozpaczą.” Przyznała „tak byłam w takiej fazie, bałam się bardzo o siebie, jak to będzie, ale życie wygrywa.”

"To święto można uczynić takim pięknym, wieloznacznym, bo zmarłym jest już naprawdę wszystko jedno"

Beata Lubecka: - To święto jest obchodzone różnie w różnych krajach, np. w Meksyku życzą sobie szczęśliwego dnia zmarłych. Ewa Woydyłło-Osiatyńska: - Tak samo cierpią, kiedy ich tracą, ale życie bierze górę i prowadzi przez różne emocje. Dojdą do pogodzenia, do akceptacji. Przyjmują do wiadomości, że to jest fakt. Nie żadna krzywda, złość.  Nawiązała pani do tego, że to święto można uczynić takim pięknym, wieloznacznym. Takim dobrym tu dla nas teraz żyjących, bo zmarłym to już jest naprawdę wszystko jedno. Czy my potrafimy obrócić rozpacz, lęk przed dalszą drogą w osamotnieniu, a to już są ciężkie doświadczenia.

- Czy potrafimy śmierć przełożyć na wartość w życiu? Np. na szczęście, że miałam kogoś takiego, kogo kochałam, albo mnie kochał. Japończycy mówią, że to jest dar. Otrzymujesz coś, czego tobie już nikt nie odbierze. Czyli nikt nie zrobi czegoś, co mogłoby zakłócić tę tęsknotę. Ameryka Łacińska z Meksykiem to jest obszar, gdzie ludzie lubią się bawić, tańczyć. To jest część kulturowego dziedzictwa. My jesteśmy np. takim krajem smutasów, jak się ktoś nie upije, to nie zaśpiewa. Tam to jest rys ciekawy kulturowo, ale jest to piękne – powiedziała Woydyłło-Osiatyńska. - Ja pamiętam, Meksyk to jest bardzo biedny kraj. Dzieci szukające do rana jakiegoś jedzenia po śmietnikach w nocy. Ale jak tylko zbierze się kilku, to od razu ktoś gra na bębenkach, ktoś śpiewa, tańczy. To jest kwestia pewnej natury.

RadioZET.pl