Zamknij

Jacek Czarnecki: Robi mi się ciepło na sercu, bo Radio ZET to dalej dla wielu wzór

Redakcja
28.09.2021 16:05
Jacek Czarnecki
fot. Radio ZET

- Zawsze robi mi się ciepło na sercu, kiedy myślę o tym, jak Radio ZET było kiedyś postrzegane. Byliśmy i nadal jesteśmy wzorcem dla innych dziennikarzy. Nie mamy żadnej furmanki procesów, nikt nas o nic nie oskarża, nie rozsiewamy fake-newsów. To jest wartość, która dla mnie jest nie do przecenienia - mówił w Radiu ZET Jacek Czarnecki. Wieloletni korespondent wojenny, a obecnie reporter Radia ZET był specjalnym gościem Radia ZET z okazji 31 urodzin Radia ZET.

"Ja na czołg nigdy nie wsiądę, nie jestem taki głupi"

- Tuż przed moim wyjazdem do Afganistanu w 2001 roku zginęło tam trzech dziennikarzy. Moja rodzina była bardzo przerażona i wszystkim poprzysiągłem, że nigdy nie wsiądę na czołg. Nawet sobie myślałem, że nie jestem taki głupi, żeby wsiadać na czołg - mówił Jacek Czarnecki. Wieloletni korespondent wojenny, związany z Radiem ZET od 1992 roku, opowiadał historię z życia rozgłośni radiowej z okazji 31 urodzin Radia ZET. - Tak się stało, że pod Konduzem poddawali się talibowie i byłem na pierwszej linii tych wydarzeń. Jechała wtedy cała kolumna pancerna Mudżahedinów i wsiadłem na czołg. Akurat była transmisja CNN, gdzie transmitowano ten przejazd. Kiedy zadzwoniłem do domu, to słyszę w słuchawce: "miałeś na czołg nie wsiadać!" - wspominał gość Radia ZET.

Damian Michałowski w specjalnym wydaniu popołudniowego gościa Radia ZET rozmawiał z Jackiem Czarneckim o pracy korespondenta wojennego dla Radia ZET. - Byłem faktycznie jednym z nielicznych dziennikarzy wojennych. Radio ZET w latach '90 było bardzo nowoczesną stacją. Nawet Ameryka zazdrościła nam sprzętu radiowego. Dysponowaliśmy tym samym sprzętem, który wówczas miała amerykańska telewizja CNN. Kiedyś zepsuła mi się antena satelitarna i pożyczyli naszą zetkową. Natomiast dziennikarze w Kosowie, czy w Macedonii z mojego telefonu satelitarnego robili programy. Mam nadzieję, że dzisiaj już nikt za to nie wyleci, bo za to były ogromne rachunki - mówił reporter Radia ZET. Jacek Czarnecki przyznał, że kiedy jeździł na wojny jako korespondent wojenny, był dumny z tego, że jest pracownikiem Radia ZET.

"Jaki dym? No nie wiem. Czarny, biały. Siwy dym"

Reporter Radia ZET był w Watykanie na wyborze papieża Benedykta XVI. Pytany przez Damiana Michałowskiego, czy pamięta zabawną historię związaną z tym wydarzeniem, reporter odpowiedział: "Jak ktoś nie był  w Watykanie i nie widział tego dymu, to może się śmiać. Wydawca pytał mnie jaki leci dym z komina na Kaplicy Sykstyńskiej, a ja nie wiedziałem, co powiedzieć i rzuciłem - czarny, biały, siwy dym. Nie dostałem za to żadnej bury, bo za chwilę poszedłem nagrywać Niemców, którzy cieszyli się z wyboru Josepha Ratzingera. Po piętnastu minutach dostałem telefon z Radia, że mam samolot do Niemiec. Musiałem przez godzinę, z ciężkim worem przebijać się przez zatłoczony Rzym na lotnisko. To tylko przykład wielkich przeżyć, które miałem dzięki Radiu ZET".

Jacek Czarnecki w specjalnym wydaniu "Gościa Radia ZET" opowiedział również historię o legendarnym zetkowym zwierzaku, czyli żółwiu. - Nasz nowy szef Robert Kozyra miał pewną ideę, że w redakcji Radia ZET musi panować harmonia. Żółw miał być jej gwarantem. Codziennie rano, zanim przyszedł szef, żółw był wypuszczany na spacer i często ginął. Kiedyś doszedł w pobliże newsroomu i któryś z dziennikarzy biegł do studia, mało się o niego nie przewrócił - mówił gość Radia ZET.

- Z tym żółwiem było wiele zabawnych historii. Nasz redakcyjny kolega Mariusz Gierszewski uratował nas przed niechybną śmiercią. Kiedy redakcja Radia ZET przenosiła się z ul. Pięknej do obecnej siedziby na Żurawiej, to ktoś odłączył zasilanie od wentylatora podłączonego do terrarium. Żółw się o mało nie udusił, ale na szczęście przeżył, a my odetchnęliśmy z ulgą. Szef by nas zabił - przyznał Jacek Czarnecki.

RadioZET.pl