Grzegorz Borys nie żyje? Psycholog kreśli hipotezy i zwraca uwagę na jeden szczegół
Poniedziałek jest jedenastym dniem poszukiwań żołnierza zawodowego Marynarki Wojennej Grzegorza Borysa, podejrzanego o zabójstwo syna. Znany profiler Jan Gołębiowski wyjaśnia w TOK FM, jak mogły się potoczyć losy 44-latka. Psycholog zwraca m.in. uwagę na słowa listu, który pozostawił mężczyzna. Zdaniem eksperta uciekinier mógł popełnić samobójstwo poagresyjne.
Grzegorz Borys jest podejrzany o zabójstwo 6-letniego syna. Do zbrodni doszło w piątek, 20 października w bloku przy ul. Górniczej w Gdyni Fikakowie. Olek miał na ciele rany cięte. Chłopca znalazła w mieszkaniu jego matka.
Interpol wystawił "czerwoną notę" za Grzegorzem Borysem. Zdjęcie poszukiwanego 44-latka wraz z informacjami o nim pojawiło się na stronie międzynarodowej organizacji. Dowiadujemy się, że mężczyzna urodził się 2 maja 1979 roku w Gryfinie w województwie zachodniopomorskim, ma 185 cm wzrostu, ciemne włosy i niebieskie oczy.
Policja informuje o tropach, które podejmują psy. Funkcjonariusze są przekonani, że Borys cały czas ukrywa się w lesie. W poniedziałek osoby przebywające na terenie Trójmiasta i okolic otrzymały kolejny alert RCB: "Uwaga! Policja prowadzi poszukiwania Grzegorza Borysa. Nie utrudniaj działań służb i nie wchodź do lasu na terenie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego".
Psycholog: Grzegorz Borys chce przerzucić winę na otoczenie
Grzegorz Borys w mieszkaniu miał zostawić list z jednym zdaniem: „Przepraszam za wszystko, wszyscy jesteście bestiami”. Zdaniem psychologa kryminalnego Jana Gołębiowskiego takie słowa mogą świadczyć o tym, że mężczyzna nie chce być obwiniany o zbrodnię i próbuje winę przerzucić na otoczenie.
- To projekcja, czyli typowy mechanizm obronny. Facet widzi, że popełnił bestialski czyn, ale chce, żeby nie tylko on był uznawany za bestię - tłumaczy w rozmowie z TOK FM. Co zrobi Grzegorz Borys? Według profilera obecnie są brane pod uwagę wszystkie możliwości. Psycholog odniósł się m.in. do doniesień o znalezieniu martwego psa na miejscu zbrodni.
- Może ten wybuch emocji był tak duży, że po zabójstwie dziecka niejako "rozszerzył się" na zwierzę. A może sprawca najpierw zabił ujadającego psa, a chłopiec wtedy rzucił się na ojca. I to mógł być mechanizm spustowy, który doprowadził do zabójstwa syna - zauważa.
Grzegorz Borys nie żyje?
Zdaniem eksperta mogło dojść do samobójstwa poagresyjnego. - Z poczucia winy i strachu przed odpowiedzialnością - zarówno karną, jak i społeczną. Sprawca wie przecież, że będzie napiętnowany przez media, rodzinę i znajomych. W przypadku zabójcy z Gdyni trzeba więc rozważyć hipotezę o samobójstwie - podkreśla.
Zdaniem psychologa po zabójstwie napastnik może być tak pobudzony, że w pierwszym odruchu po prostu ucieka. - Dopiero po jakimś czasie mija mu emocjonalny stan, w którym zabił. Jednemu może to zająć kilka godzin, a innemu całe dni. W końcu jednak dociera do niego, co zrobił. Uświadamia sobie, że nie ma co uciekać. Zatrzymuje się i kończy ze sobą. Oczywiście możemy mieć do czynienia z osobą o silnym rysie psychopatycznym, która ani przez moment nie rozważa samobójstwa. Tylko że w mieszkaniu marynarza - zdaje się - znaleziono list? - dodaje profiler.
Osoby, które wiedzą, gdzie może przebywać Grzegorz Borys, proszone są o kontakt z Komendą Miejską Policji w Gdyni pod numerem telefonu 47 74 21 222 lub na numer alarmowy 112.
Źródło: Radio ZET/TOK FM
Grzegorz Borys wciąż nieuchwytny. Na jaw wychodzą szczegóły zbrodni
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET