Na Dawida B. mówili "nakrętka". "Żal było na to patrzeć". Sąsiedzi opowiadają o rodzinie Kamilka
Śmierć Kamilka z Częstochowy. Koszmar 8-letniego dziecka mógł trwać latami. Podczas gdy prokuratura bada działanie instytucji państwowych, na jaw wychodzą kolejne historie z domu przy ul. Kosynierskiej, gdzie maltretowany Kamil spędził dużą część życia. Sąsiedzi zaczęli mówić.
Śmierć 8-letniego Kamila z Częstochowy poruszyła Polskę. Konsekwencjami dramatu będzie najprawdopodobniej zmiana w prawie karnym, którą zapowiedział już premier Morawiecki. Podczas gdy Prokuratura Okręgowa w Częstochowie zamierza postawić Dawidowi B., ojczymowi i oprawcy chłopca, zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, jednocześnie bada działanie instytucji państwowych, które wielokrotnie interweniowały ws. rodziny. Tymczasem sąsiedzi zaczynają mówić, a na światło dzienne wychodzą okoliczności częstochowskiego dramatu.
Śmierć 8-letniego Kamila. Na ja wyszła historia rodziny
Jak przekonuje "Fakt", matka 8-letniego chłopca, 35-letnia Magdalena B. przez długi czas skutecznie tuszowała domowe problemy. Okazała się sprytniejsza od instytucji, które kontrolowały poziom życia jej dzieci. Urzędników miała trzymać na dystans nawet przez 8 lat - całe życie Kamilka.
W ciasnym, socjalnym mieszkaniu przy ul. Kosynierskiej w Częstochowie mieszkała z trzecim mężem, Dawidem B., i szóstką dzieci, obok nich jeszcze siostra kobiety - Aneta J. wraz z rodzicami. Historia interwencji instytucji państwowych sięga 2015 r., kiedy pomoc społeczna zaproponowała Magdalenie, mając na uwadze fatalne warunki bytowe, miejsce w przytulisku. Wtedy kobieta była jeszcze w związku z poprzednim mężem, którego zresztą oskarżała o przemoc, i odmówiła relokacji. Niedługo później para się rozeszła, a na Kosynierską wprowadził się główny oskarżony - Dawid B. W domu systematycznie pojawiali się pracownicy socjalni.
W 2020 r. kurator sądowy wydał opinię, że dzieci przebywające w domu są "zadbane, uśmiechnięte", a rodzice trzeźwi. Problemu więc nie było. W 2021 r. przydzielono im asystenta rodziny - zgodnie z prawem nie jest to obligatoryjne, może zostać zarządzone jedynie za zgodą rodziny. W tym przypadku "asystent" nadto się nie napracował, bo Magda z jego usług zrezygnowała nieco ponad rok później. Powód takiej decyzji był jeden - asystent w czerwcu 2022 r. zawnioskował o pozbawienie Magdaleny i Dawida praw rodzicielskich. Sąd Rodzinny w Częstochowie wniosek odrzucił, bo uznał, że w rodzinie nie ma przemocy, a jedynie "nieporadność życiowa". "Fakt" relacjonuje, że już miesiąc po przychylnej wobec rodziny decyzji sądu, Magda wraz z mężem i dziećmi przeniosła się do Olkusza.
W Olkuszu Kamil uciekał z domu
W Olkuszu zostali do stycznia 2023 r. Tam też nie pozostali niezauważeni: wynajmowane mieszkanie było zadłużone, a 8-letni Kamil zaczął uciekać z domu. Zaczął bywać u biologicznego ojca, który ostatecznie ujawnił skalę częstochowskiego dramatu. "Kamil błąkał się po Olkuszu ubrany w piżamę" - pisze po rozmowie z ojcem "Fakt".
Ostatecznie Ośrodek Pomocy Społecznej z Olkusza założył Magdzie i Dawidowi Niebieską Kartę. Komenda miejska co prawda interweniowała w domu kilkakrotnie, ale głównie z powodu skarg rodziców na uciekające dzieci. Przeprowadzono wywiad sąsiedzki. Wszyscy milczeli, nikt na rodzinę nie narzekał.
W Sądzie Rodzinnym w Olkuszu na wokandzie miała pojawić się sprawa pozbawienia praw rodzicielskich tej dwójki - z wniosku biologicznego ojca - ale do sprawy nie doszło. Magda z Dawidem spakowali się i wrócili do Częstochowy. Szkoła Podstawowa nr 28, do której trafił Kamil, zaproponowała matce chłopca, żeby ten zamieszkał w internacie. Odmówiła. Stwierdziła, że "szuka mieszkania". Częstochowski sąd rodzinny podjął kolejną próbę pozbawienia rodziców praw rodzicielskich. Wciąż bezskutecznie.
Przed 3 kwietnia, kiedy biologiczny ojciec dziecka w końcu dostał się do domu i zaalarmował o stanie syna policję, dokładnie 29 marca pracownik socjalny ponownie odwiedził dom przy ul. Kosynierskiej. Kamil miał być wtedy w szkole. Kilka godzin później Dawid B. rzucił 8-latka na kuchnię węglową i oblał wrzątkiem.
Sąsiedzi rodziny Kamila zaczynają opowiadać
Dziennikowi "Fakt" udało się porozmawiać z niektórymi sąsiadami rodziny. Teraz większość wyraźnie zaznacza, że były sygnały do niepokoju. Podobno zyskali tam przydomek "Rodziny Adamsów", a sam Dawid B. - pseudonim "nakrętka". Pochodzenie aliasu raczej łatwo sobie wyobrazić.
- Widziałem te dzieci, jak wyglądały na dwór przez okna. To jest nasz basen, nasza zjeżdżalnia. Zabawki należą do mojej 13-letniej córki i wnuka. [...] sąsiedzi dosypali trochę piachu do piaskownicy, żeby ich dzieciaki mogły się bawić. Ci rodzice nie wypuszczali dzieci, one siedziały wiecznie w domu - mówi cytowany przez portal Marek, sąsiad z pierwszego piętra. Inna sąsiadka przytacza historię samej Magdy B., twierdząc, że wraz z siostrą była "upośledzona". "[...] po szkole specjalnej, nie miały wzorców, nie wiedziały, jak opiekować się dziećmi i prowadzić dom" - czytamy jej opinię.
- Jak tylko przechodziliśmy, to dochodziły nas wrzaski i krzyki zza drzwi. Dzieci niewyraźnie mówiły, płakały i wrzeszczały. W tym bełkocie trudno było coś zrozumieć. Wiecznie coś się tam działo - wtóruje inny.
RadioZET.pl/Fakt
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET