Prezes ZNP: Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego roku szkolnego
- Wielu dyrektorów mówi: "brakuje mi trzech, pięciu nauczycieli, ale nie będę o tym mówił na głos, bo ktoś pomyśli, że sobie nie radzę". Zapełniają luki kosztem swoich nerwów, stresu, wysiłkiem rzeszy nauczycieli. Pokażmy opinii publicznej, politykom, że sytuacja w szkole jest dramatyczna – apeluje w rozmowie z RadioZET.pl Sławomir Broniarz, prezes ZNP.
Aleksandra Pucułek: - Pandemia, uczniowie z Ukrainy. O takich wyzwaniach mówiliśmy rok, dwa lata temu pod koniec wakacji. Teraz jakie wyzwania czekają nas w roku szkolnym 2023/2024?
Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego: - Patrząc na katastrofalną sytuację kadrową, główny wyzwaniem na rok szkolny 2023/2024 będzie normalne funkcjonowanie szkół. Mamy do czynienia z niespotykanym od lat 80. brakiem nauczycieli. Rynek edukacyjny jest ratowany godzinami ponadwymiarowymi. Gdybyśmy utrzymali zasadę, że nauczyciele nie pracują ponad pensum, to można byłoby śmiało powiedzieć, że mamy braki na poziomie 50-60 tys. ludzi. Nie etatów, ale osób.
Gdyby do tego z pracy odeszli emeryci, to w każdym mieście mielibyśmy dramatyczną sytuację w szkołach. Pan minister w ubiegłym roku zauważył, że brak jednego nauczyciela nic nie znaczy. Tak może powiedzieć tylko laik, bo brak jednego nauczyciela np. chemii powoduje, że 20, 40, czy nawet 60 uczniów nie ma chemii z fachowcem. Ministrem może zostać każdy, to stanowisko polityczne, nie wymaga specjalnego znawstwa. Ale nie każdy może uczyć chemii na poziomie oczekiwanym przez uczniów i nauczycieli.
Dyrektorka przedszkola opowiadała mi ostatnio, że brakuje jej trójki nauczycieli i z przerażeniem myśli, co się stanie, jeśli jedna z już zatrudnionych zachoruje. Znam też sytuację, że nauczycielka, która będzie uczyła w klasach 1-3, zarobi mniej niż konserwator w tej szkole. Jeszcze inny przykład. Startująca nauczycielka dostanie 2,8 tys. na rękę, a nauczyciel mianowany będzie musiał mieć dodatek uzupełniający, bo inaczej zarobiłby mniej niż płaca minimalna. To co ma dyrektor powiedzieć takim osobom, jak ma motywować do wysiłku, do pracy?
Nastroje nauczycieli przed wrześniem, sadząc np. po ankiecie, którą przygotował "Głos Nauczycielski" nie najlepsze, mówiąc łagodnie.
- To jest kwestia sytuacji materialnej, warunków pracy, ale też tego wszystkiego, co wiąże się z podstawą programową, ręczną próbą sterowania edukacją przez polityków, niebywałym upolitycznieniem tej dziedziny życia społecznego, jaką jest oświata.
Nastroje nauczycieli odwzorowują jakość polityki edukacyjnej państwa i jakość propozycji, które dotyczą 700 tys. nauczycieli i blisko 4,5 mln rzeszy uczniów. Weźmy tu np. negowanie przez ministra Przemysława Czarnka organizacji pozarządowych w szkołach. Dlaczego mam mówić uczniom o społeczeństwie obywatelskim, jeśli mogę zaprosić organizację, która ma od tego tematu fachowców, którzy są bardziej autentyczni w tym przekazie? Po co sam mam coś robić, skoro ktoś inny zrobi to lepiej? A pan minister chce, żeby do szkół wpuszczano tylko organizacje zatwierdzone przez kuratora oświaty. To zniechęca do podejmowania jakichkolwiek działań.
"Dać sobie radę w mizerii finansowej i centralne sterowanie szkołami". To akurat wracało w naszych rozmowach z zeszłych lat. Mamy niechlubną stałość w edukacji.
- Pan minister z emfazą i emocjami mówi, że płaca nauczyciela czy subwencja oświatowa wzrosły o tyle i tyle, a nauczycielom brakuje ptasiego mleka. Tylko że w zderzeniu z szarą rzeczywistością, od której pan minister się oderwał, jest zupełnie inaczej. Jeśli płaca minimalna od stycznia 2023 do lipca 2024 wzrośnie o 40 proc., a pensja nauczyciela o 20 proc., jeśli nauczyciele muszą być tym środowiskiem, które dostaje ekstra wzrosty płacowe dlatego, że ich wynagrodzenia byłyby poniżej płacy minimalnej, to w jakim kraju my funkcjonujemy?
Stąd m.in. pikieta 1 września, którą organizuje ZNP. Ilu osób się spodziewacie, dołączą np. rodzice?
- ZNP zaplanował tę pikietę dla 1,5 tys. osób ze względu na remonty na pl. Na Rozdrożu. Planowaliśmy, że przyjadą mniej więcej po dwa autokary z województwa. Ale już widzę, że będzie więcej osób. Poza nami będą rodzice, na których nam bardzo zależy, bo są współautorami procesu edukacyjnego, a także organizacje pozarządowe i samorządowcy. Swój udział zapowiedzieli też parlamentarzyści. Chcemy, żeby ta pikieta miała wymiar dydaktyczno-informacyjny. Żebyśmy poinformowali opinię publiczną, jak wielką wartością jest szkoła, w jak dramatycznej sytuacji znajduje się edukacja, jak wiele zależy w szkole od współpracy z rodzicami, organizacjami. Żeby dotarło do opinii publicznej, że to nie jest układ rząd-nauczyciele. Szkoła to system naczyń połączonych.
Wyjdzie ktoś z ministerstwa, np. pan minister, do państwa?
- Na to liczymy. Pan minister ma do nas 15 metrów.
Może na koniec coś optymistycznego. Co będzie się działo dobrego w tym roku szkolnym?
- Nie wiem. Naprawdę nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego roku szkolnego. Mam nadzieję, że dojdzie do pewnego przełomu, że rodzice zauważą, że dziecko idzie na godzinę 11 do szkoły, bo nie ma trzech pierwszych lekcji. Może ktoś się w końcu obudzi.
Apeluję też do dyrektorów, żeby nie chcieli za wszelką cenę być bohaterami. Wielu mówi: "brakuje mi trzech, pięciu nauczycieli, ale nie będę o tym mówił na głos, nie będę narzekał, bo to jest źle widziane przez organ prowadzący, bo pomyślą, że sobie nie radzę". Dyrektorzy zapełniają luki we własnym zakresie, kosztem siebie, swoich nerwów, stresu, wysiłkiem rzeszy nauczycieli. Pokażmy opinii publicznej, politykom, że sytuacja w szkole jest dramatyczna.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET