Uczniowie mają prawo czuć się rozczarowani, znudzeni. Szkoła jest nudna i schematyczna
- Szkoły i nauczycieli się nie lubi. W społeczeństwie mamy złą pamięć szkoły, bo kiedyś część z nas negatywnie jej doświadczyło. Skoro więc zapisał się nam obraz wrogości nauczycieli, to dlaczego oni mają więcej zarabiać, nawet jeśli są nauczycielami naszych dzieci? Za co? Tak wiele osób myśli - mówi w rozmowie z RadioZET.pl pedagog prof. Bogusław Śliwerski.
Aleksandra Pucułek: - Przez ostatnie dwa tygodnie publikowaliśmy historie uczniów, rodziców, nauczycieli w ramach cyklu " Szkoła oczami...". Historie bardzo różne, ale w wielu punktach wspólne. Smutny jest wspólny punkt widzenia uczniów. Za umiejętność najważniejszą w szkole uznali naukę selekcji, olewania, wybierania, czego się uczyć, a czego nie.
Prof. Bogusław Śliwerski*: - Nie jestem zaskoczony. Od lat znamy to zjawisko. Uczniowie są wćwiczani przez patoszkołę do pozorowania. To efekt silnego nastawienia nauczycieli na realizację podstaw programowych.
Akurat podstawy programowe wszystkich połączyły. Uczniowie, rodzice i nauczyciele zgodnie uznali, że są przeładowane.
- Bo tak jest. Szczególnie rodzice przekonali się o tym w okresie pandemii. Wcześniej wydawało im się, że młodzież trochę ściemnia, trochę jej się nie chce i stali po stronie nauczycieli. W czasie lockdownu i nauki zdalnej rodzice usłyszeli i uświadomili sobie, jak wiele jest niepotrzebnej, zbyt szczegółowej wiedzy wmuszanej młodym ludziom przez szkołę.
I tego nie rozumiem. Czemu nauczyciele podążają za tym, skoro jednocześnie uważają to za złe? Przecież wystarczy, że krótko przedstawią hasło z podstawy i skupią się na tym, co naprawdę ważne.
- Robią tak nie dlatego, że chcą, tylko dlatego że muszą, bo są z tego rozliczani. Dlatego konieczna jest głęboka reforma nie tylko podstaw programowych, ale w ogóle strategii kształcenia.
Wychodzi więc na to, że ci, którzy nauczyli się odpuszczać, mają lepiej.
- Mają lepiej, albo mają to samo jak ci, którzy ciężko pracują. To jest negatywna zaradność, toksyczne poczucie przedsiębiorczości. Nauczyciele godzą się na to i przymykają oko, bo im się nie chce. Oni już w nic nie wierzą, ani nikomu nie wierzą.
Szkoła nie tylko wćwicza do pozorów, cwaniactwa, ale także demoralizuje pewną część młodzieży, która zaczyna wierzyć w to, że uczciwość się nie opłaca. A przecież szkoła ma być miejscem nie tylko rzetelnego zdobywania określonych awansów, pokonywania pewnych progów. Powinna być także formacją etyczną, moralną. Tymczasem szkoła demoralizuje.
Szkoła w sensie ogólnym, bo oczywiście są placówki elitarne z czołówek rankingów, w których nie da się udawać, pozorować. Tam są wysoko stawiane wymagania i nauczyciele potrafią je weryfikować. Ale to z kolei skutkuje wśród niektórych uczniów samobójstwami, uzależnieniami. Młodzież w ten sposób radzi sobie z napięciami.
Dwa elementy się powtarzały. Lista lektur nieprzystająca do rzeczywistości i WF, który jest pomyłką, znów tylko pozorowaniem, że się coś na nim robi. Tak trafiłam, czy to rzeczywiście problem?
- Jeśli pani minister edukacji zapowiada odstąpienie od oceniania z WF czy przedmiotów artystycznych, to mamy już do czynienia z kompletną patologią.
Dlaczego?
- Dlatego, że traktuje się ocenianie jako proces negatywny, toksyczny, a nie mający na celu danie informacji zwrotnej dziecku o tym, jaki jest jego potencjał, możliwości rozwojowe.
Ale, jak zwrócił uwagę jeden z uczniów, na WF oceniana jest sytuacja wyjściowa. Nie postęp, jaki zrobił dzięki lekcjom WF. Bez względu na to, czy ktoś jest wysoki czy niski, oceniany jest tak samo np. ze skoku wzwyż.
- Oceniany jest tak samo, dlatego że nauczyciele kultury fizycznej mają tzw. minimalne progi, które muszą być przez dzieci osiągane. Ale rzeczywiście w grę wchodzi też nieumiejętność motywowania, atrakcyjnego organizowania zajęć.
Lista lektur. Rzeczywiście tak oderwana od rzeczywistości, czy po prostu nie potrafimy jej omawiać w taki sposób, by odnaleźć w niej coś uniwersalnego, ponadczasowego?
- Młodzież ma opanowaną zdolność do studiowania skryptów, bryków, streszczeń, opracowań. Jest ich mnóstwo. Poloniści w sieci publikują świetne analizy.
Czyli znów pozorowanie, odpuszczanie.
- Tak. Młody człowiek nie czytając lektury, może zdać na piątkę sprawdzian, nawet maturę. Wystarczy, że wyuczy się kluczowych haseł i schematu. Więc po co czytać? Czytają co innego, co ich fascynuje. Uczniowie mają więc prawo czuć się rozgoryczeni, rozczarowani, znudzeni. Generalnie szkoła jest nudna, stresogenna, toksyczna. I schematyczna.
W tej toksynie uczniowie widzą jeden pozytyw: przyjaźnie, ludzie.
- To nie jest tylko siła polskiej szkoły. Fundacje, stowarzyszenia, które prowadzą badania dotyczące przemocy, agresji, na początku zawsze zwracają uwagę na to, jak silna jest potrzeba przynależności, akceptacji społecznej. W wieku nastoletnim ludzie zaczynają kreować swoją odrębność, poczucie własnej wartości. Jeśli szkoła niszczy to poczucie w systemie lekcyjnym, to oni muszą znaleźć to w grupie rówieśniczej. W szkole nie chodzi o szkołę.
A o co?
- O odkrywanie własnego człowieczeństwa, budowanie własnej wartości, o bycie z innymi, o aktywność. Każda szkoła powinna przygotować do uczenia się przez całe życie.
Jeden z maturzystów ze smutkiem zauważył, że ludzie wychodzą z obrzydzeniem na naukę po szkole, długo nie chcą sięgać po książki.
- To jest trafna diagnoza kogoś, kto jest wrażliwy i jednocześnie rozczarowany, rozgoryczony. W naukach społecznych mówimy już o syndromie wypalenia uczniowskiego. Szkoła zamiast zapalać, zachęcać, rozbudzać pasje, potrzebę bycia w świecie i poznawania świata, obrzydza to wszystko. Mamy do czynienia z bardzo wysokim odsetkiem nauczycieli wypalonych zawodowo. A ktoś kto jest wypalony, nie zapala innych.
Każdy z rodziców miał podobne wyliczenia: jeden pasjonat na szkołę. Jest aż tak źle?
- To nie jest tak, że jak dziecko nie lubi plastyki, to pani jest kiepska. Tylko jak pani jest kiepska, to dziecko nie lubi plastyki. Więc tak - jednak rodzice mają rację. Z drugiej strony mój doktorant prowadzi 40 godzin w trzech różnych szkołach. Czy wyobraża sobie pani, że on może zapalać w każdej z tych szkół na każdej lekcji? On jest wykończony fizycznie, ale musi zarobić na życie, na rodzinę, dlatego tyle pracuje.
Nie chodzi tu o usprawiedliwianie nauczycieli, bo jeśli ktoś podjął się tej pracy, to powinien nawet przy tak żenująco niskiej płacy być kimś dla kogoś. Ale z wypaleniem zawodowym nauczycieli mamy do czynienia nawet w tych najbogatszych krajach, jak Szwajcaria, Luksemburg czy Wielka Brytania. Niektórzy są wypaleni dlatego, że się za dużo od nich żąda. Inni zbyt dużo czasu i uwagi poświęcają na to, żeby być jeszcze lepszymi dla swoich uczniów. Są też oczywiście tacy, którzy trafili negatywnie do tego zawodu.
Na wypalenie jeden z nauczycieli znalazł rozwiązanie. Poza szkołą pracuje w dwóch innych miejscach. To mu daje różnorodność, oddech. Niskie pensum, niska pensja, ale możliwość pracy gdzie indziej byłoby dobrym rozwiązaniem?
- Raczej nie. Z takim zjawiskiem mieliśmy już do czynienia w szkolnictwie wyższym po koniec lat 90. Panowała wtedy wieloetatowość. Pensje były tak niskie, że każdy mógł pracować na dwóch, trzech etatach, ale zapominał o rozwoju naukowym.
Rodzice uczniów z podstawówek zgodnie powtarzali, że przeraża ich liceum.
- Tak jest.
Nawet rodzice boją się szkoły?
- Raczej martwią się o swoje dzieci. Cztery lata liceum i pięć lat technikum to długa perspektywa. Poza tym nastąpiła zmiana pokoleniowa. Dzisiejsi rodzice urodzili się już w większości w wolnym, kapitalistycznym państwie. Chcą, by ich dzieci uzyskały więcej niż oni. Mają też inne oczekiwania, inny poziom aspiracji. Jedni będą mówili, dlaczego tak mało dzieciom się zadaje, inni powiedzą - dlaczego tak dużo.
Po historiach nauczycieli, w których podawali swoje zarobki, dostawałam najwięcej maili, komentarzy. Poruszają nas pieniądze, czy jednak konkretnie zarobki nauczycieli?
- Jednak to drugie. Szkoły i nauczycieli się nie lubi. W społeczeństwie mamy złą pamięć szkoły, bo kiedyś część z nas negatywnie jej doświadczyło. Skoro więc zapisał się nam obraz wrogości nauczycieli, szyderstwa, władczego panowania nad dziećmi, to dlaczego oni mają więcej zarabiać, nawet jeśli są nauczycielami naszych dzieci? Dlaczego im więcej płacić? Za co? Tak wiele osób myśli. To pokazuje, że politycy powinni się poważnie zastanowić nad tym, czy i w jakim momencie należałoby dosypać pieniędzy do tej profesji.
Czyli to, że teraz nauczyciele dostaną podwyżki to dobrze czy źle pana zdaniem?
- Te obiecane pieniądze są już za małe, niczego nie zmienią. Wzmocnią poczucie zadośćuczynienia za to, że przez tyle lat nauczyciele nie mieli znaczących podwyżek. Że zostali upokorzeni w 2019 roku w czasie strajku. Ale to absolutnie nie jest poziom, który zmotywuje młodzież kończącą szkoły średnie do podejmowania studiów nauczycielskich. Zresztą nawet jak się trafią ci młodzi zapaleni, to uciekają ze szkół, bo ich zaangażowanie często przerasta tolerancję starszych koleżanek i kolegów. Pracowałem w szkole podstawowej, więc wiem, jak to może być kiepskie środowisko.
Gdyby odwrócić tę dyskusję i nie powtarzać tych frazesów, że „nauczyciel mało zarabia” i „ma wolne wakacje”, tylko zacząć od tego, że jest specjalistą? Gdyby z tym zaczął się kojarzyć, to podejście do nauczycieli zmieniłoby się i poszłyby za tym podwyżki. Czy to jest naiwne myślenie?
- Nie, to nie jest naiwne. Od tego się powinno zacząć. Jeżeli chcemy, żeby nasze dzieci spotykały mistrzów, to za mistrzostwo trzeba płacić i to trzeba bardzo wysoko płacić.
Uczniowie. Wszyscy nauczyciele, z którymi rozmawiałam, przyznali, że to właśnie oni trzymają ich przy pracy.
- Ale to chyba mówili ci, którym naprawdę zależy na uczniach, którzy w ten sposób mają poczucie rekompensaty za dramat ekonomiczny swojej profesji. W tym zawodzie są osoby, które, tak jak w zawodach prawniczych czy medycznych, z pokolenia na pokolenie są nauczycielami. Wybrali tę pracę nie dlatego, że muszą, tylko dlatego że naprawdę chcą być dla innych. Ale to niestety nie dotyczy większości, to jest margines. Wiem, że zaraz odezwą się głosy o kolejnym ataku na nauczycieli, ale ci, którzy pracują z sercem, nie muszą siebie bronić.
Jedna z licealistek podsumowując szkołę, stwierdziła: wyrozumiali rodzice, umiejętność zapamiętywania z lekcji i super nauczyciele, którzy genialnie tłumaczą. To jest ta recepta?
- Tak.
Niemożliwa do zrealizowania?
- Niemożliwa do powszechnego zrealizowania. Dzieci muszą mieć szczęście, żeby trafić na zespół ludzi, który się świetnie rozumie.
Skoro uczniowie, rodzice, nauczyciele mówią jednym głosem w kwestii podstaw programowych. Skoro wciąż powtarzamy, że mamy XXI wiek, a szkoła utknęła w XIX wieku. Skoro zgadzamy się w tym, że powinniśmy postawić na umiejętności miękkie, a nie wiedzę encyklopedyczną, to czemu nic się nie zmienia?
- Właściwie od reformy Handkego, kiedy elementy procesu kształcenia były poddawane głębokiej dyskusji, kolejne władze odstępowały od autentycznej analizy systemu edukacji. Żadna z formacji rządzących nie chce podjąć wysiłku na rzecz rzetelnego przygotowania się do radykalnej, koniecznej zmiany.
Dlaczego?
- Zjednoczona Prawica skoncentrowała się na destrukcji, czyli odwróceniu wszystkiego, co nastąpiło w ramach reform od 1999 roku, bez jakiejkolwiek diagnozy. Nie chodziło o jakość edukacji, tylko o walkę polityczną, sondaże.
A teraz?
- Teraz jesteśmy dopiero na początku pewnego przesilenia, w trakcie którego, niestety, formacja rządząca jeszcze nie ma pewności, że może rządzić. Cały czas jest pod presją zastraszania, możliwego przerwania kadencji. Minister Nowacka mówi, że nie będzie wielkich reform. To jest odniesienie się do populistycznych i - znów - pozornych rozstrzygnięć, które mają po prostu wyciszyć niezadowolenie. Ale one niczego na razie nie zmieniają. Absolutnie niczego.
Prof. Bogusław Śliwerski - kierownik Katedry Teorii Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego, były przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, współautor książki "Uwolnić szkołę od systemu klasowo-lekcyjnego".
Źródło: Radio ZET
- Samookaleczenia, leki psychotropowe, depresje. Wszystko to przerobiłem w swoich klasach
- Byłem podrapany do krwi w szkole, uderzony w twarz. Dodatek za trudne warunki pracy? Niecałe 300 zł
- Szkoła uczy, jak robić, żeby się nie narobić. Nie da się wszystkiego opanować
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET