`

Zmiany w nowym roku szkolnym. Podpowiadamy ministrowi Czarnkowi, co usunąć z podstawy programowej

5 min. czytania
07.08.2023 09:06
Obserwuj nas na Google

Minister edukacji Przemysław Czarnek nieraz zapowiadał odchudzenie przeładowanej podstawy programowej w szkołach. Na zapowiedziach się jednak kończyło. Nauczyciele większych dylematów nie mają i od razu wyliczają, jakie tematy usunąć, a jakie ograniczyć z poszczególnych przedmiotów.

Uczniowie w szkole
fot. Beata Zawrzel/REPORTER

Przemysław Czarnek o odchudzaniu podstawy programowej wspominał już dwa lata temu we wrześniu. O tym, jakich przedmiotów miałoby to dotyczyć, mieli zdecydować eksperci. Na tym się skończyło, o pomyśle zrobiło się cicho. Do tematu szef Ministerstwa Edukacji i Nauki wrócił w marcu tego roku, zapowiadając odchudzenie podstawy o 4-5 godzin. Decyzje, co uciąć, znów mieli podejmować eksperci wraz z Centralną Komisją Egzaminacyjną.

- Mamy świadomość, że dzieci za długo przebywają na lekcjach, że tego “zakuwania” jest za dużo. Potrzebują więcej rekreacji, zajęć terenowych, zajęć, które będą budowały wspólnotę, relacje rówieśnicze – tłumaczył Czarnek. Temat znów ucichł. Postanowiliśmy więc zapytać nauczycieli i podpowiedzieć ekspertom i ministerstwu, jakie treści wydają się zbędne i czego uczniowie w XXI wieku już nie potrzebują.

Lista lektur na polskim za długa

- Lektur jest za dużo – odpowiada od razu Karolina Szymczyk, polonistka z Poznania. Nauczyciele już rok temu apelowali o skrócenie spisu lektur do matury aż o jedną trzecią. - To wygląda tak, jakbyśmy mieli uczniów z lat 80., którzy nie robią nic innego, tylko czytają książki. Młodzi ludzie po lekcjach chodzą na dodatkowe zajęcia, mają pasje, absorbuje ich świat mediów, tu wizja matury polega na tym, że uczeń tylko czyta lektury z polskiego – mówił wówczas Dariusz Martynowicz, polonista, Nauczyciel Roku 2021.

Karolina Szymczyk na pewno darowałaby uczniom część utworów z romantyzmu, które nagminnie nastolatkom się mylą. Do tego zamieniłaby większość pozycji z literatury współczesnej. - Nie znam ucznia, któremu podobałoby się „Miejsce” Stasiuka albo opowiadania Nowakowskiego – mówi.

Redakcja poleca

Długość listy lektur to jedno, a sposób jej uczenia to drugie. - Nacisk powinno się położyć na kontekst historyczno-literacki, bo teraz nauka polskiego skupia się na nauce fabuł: kto z kim, gdzie – komentuje Szymczyk. - Jaki kolor ścian miał pokój Raskolnikowa? Z takimi pytaniami się spotykałam. To absurd. Przecież chodzi tu o wyciąganie wniosków, odniesienie do rzeczywistości – dodaje Milena Cybulska-Rakoczy, polonistka z Łodzi.

Od lat, nawet na maturze, młodzież korzysta z kalkulatorów. - Dlatego powinniśmy odejść od mechanicznych przekształceń, obliczeń słupkowych. Całki też nie są na pewno wszystkim potrzebne – wylicza Wiesław Włodarski, matematyk z Warszawy, Nauczyciel Roku 2007. Choć zaznacza, że trudno mówi mu się o tym, co w programie nie jest potrzebne, bo zazwyczaj matematyk będzie dążył do tego, żeby matematyki było jak najwięcej. Tak samo jak chemik chemii, a historyk historii.

Bez problemu Włodarski może jednak wybrać tematy, które na pewno powinny zostać. - Dowodzenie twierdzeń, bo uczą rozumowania oraz obliczenia procentowe i statystyka, żeby nie dać się zmanipulować przekazywanym danym, które często są przekłamane. Warto umieć samemu wszystko przeliczyć – wyjaśnia.

Podstawy programowe wymieszane

Kolejna kwestia to ten sam materiał, który jest przerabiany na różnych przedmiotach. Np. na matematyce młodzież uczy się o wektorach, które potem ma na fizyce i o procentach, które są też na chemii. - Tylko nie ma tu korelacji. Nie zazębia się to terminowo. Każdy przedmiot sobie, a przecież podział na chemię, matematykę, fizykę jest sztuczny – mówi Maciej Rusiecki, chemik, dyrektor V LO w Warszawie. Na swoim przedmiocie chętnie mniej czasu poświęciłby na dział o budowie atomu. - To wielki dział pełen teorii i pojęć. Mamy tam bardzo mało rzeczy, które możemy pokazać w sposób praktyczny – wyjaśnia.

Zwłaszcza, że wyjaśnienie danego pojęcia młodzież może teraz znaleźć w pół minuty. O tym samym mówi Marcin Józefaciuk, który uczy fizyki. - Młodzież nie rozumie, po co uczyć się na pamięć definicji jak atomy, kwarki, skoro mogą szybko znaleźć je w internecie. Powinniśmy iść w kierunku praktycznego wykorzystywania fizyki – stwierdza Józefaciuk.

Redakcja poleca

Z fizyką i chemią zazębia się też biologia. - Omawiamy potężną część biochemiczną, czyli m.in. budowę białek, lipidów. To po pierwsze nie przydaje się większości uczniom w życiu, a po drugie młodzież uczy się tego też na chemii – mówi Marzena Kamińska, nauczycielka biologii, dyrektorka VI LO w Lublinie. Kamińska zmniejszyłaby jeszcze zakres treści z inżynierii genetycznej. - Niektóre zagadnienia, które poruszamy, przydają się tylko naukowcom. Mutacje, zmiany w genach są ważnymi tematami, ale pod innym kątem. Młodzież powinna się uczyć, czego się wystrzegać, jeśli chodzi np. o skład produktów w sklepach – stwierdza Kamińska.

- Wszystko bym zmieniła – odpowiada Krystyna Pufal, nauczycielka z Łodzi, na pytanie o ograniczenie materiału z geografii. - Mamy np. astronomię, która zresztą też jest na fizyce. Uczniowie myślą, że będą się uczyli o czarnych dziurach, UFO, a tu nie przestają liczyć. Jak na matematyce – opowiada. Z programu na pewno usunęłaby obliczanie kąta padania promieni słonecznych. W dobie nawigacji jej zdaniem nie potrzebne jest też poświęcanie takiej uwagi na naukę określania współrzędnych geograficznych.

A jeśli o urządzeniach mowa, to Józefaciuk, który uczy też informatyki, nie rozumie, po co na lekcjach wciąż trzeba omawiać budowę komputera, a przez pół roku HTML. - Który jest przecież starym językiem programowania – mówi. Bez problemu może też wyliczyć, jakie treści można by usunąć z programu z angielskiego. - Mowa zależna, strona bierna, zaawansowana gramatyka, niewykorzystywana często nawet przez Anglików, czyli czasy perfect – mówi. Do tego mało przydatne wydaje mu się też ćwiczenie niektórych pisemnych form wypowiedzi jak recenzja.

HiT zamiast WOS-u

Historia i wiedza o społeczeństwie przeszły ostatnio spore zmiany. Zamiast podstawowego WOS-u wprowadzono HiT, czyli historię i teraźniejszość, który przejął część zagadnień z historii po 1945 roku. Przy okazji wprowadzania zmian nauczyciele tłumaczyli, że nie trzeba tworzyć nowego przedmiotu, by zdążyć przerobić najnowszą historię. Wystarczy ograniczyć inne zagadnienia.

Czyli zmniejszyć wymiar materiału ze starożytności i średniowiecza. - Bardzo lubię Sumerów czy Babilończyków, ale ta wiedza uczniom nie jest potrzebna, czy wszystkie fakty z wojny stuletniej. I tak tego nie zapamiętają, uczą się na zasadzie trzy razy „z”. Ważne, żeby wiedzieli, że taka wojna była – podpowiada Dominika Maciaszek, historyczka z Łodzi.

Daty, wydarzenia przy obecnej dostępności źródeł informacji można w każdej chwili wyszukać, sprawdzić. Widać to po lekcjach zdalnych, kiedy uczniowie błyskawicznie wpisywali hasło w telefon i odpowiadali na pytania o daty bitew. Nauczyciele chcieliby, by przechodzić z poziomu wiedzy, czyli przysłowiowego kucia na pamięć, na rzecz nabierania przez uczniów umiejętności, uczenia się związków przyczynowo-skutkowych.

- Boję się, że będziemy zaglądać cały czas w przeszłość. Znowu zajmiemy się historią, a nie budowaniem przyszłości – mówiła jeszcze przed wprowadzeniem HiT-u Aleksandra Dulas, nauczycielka WOS-u. Nie pomyliła się, bo w podstawie programowej z sześciu punktów tylko jeden dotyczy zagadnień po 2000 roku. Za dużo według nauczycieli jest zagadnień o roli Kościoła w Polsce i polityce międzynarodowej, np. Chin.

WOS i egzaminy z tego przedmiotu Aleksandra Dulas z kolei podsumowuje tak: - Stek tabelek i pytań, czy umiesz na pamięć, czy umiesz wymienić. Dlatego jej zdaniem niepotrzebne jest np. uczenie się na pamięć instytucji Unii Europejskiej. - Wymieniam je na lekcji i zapominam od razu, jak to wyłożę. Po co mam pamiętać, skoro w każdej chwili mogę sprawdzić w telefonie, która instytucja odpowiada za co – mówi. Podobnie jest z instytucjami państwowymi. Albo wybranymi paragrafami z konstytucji. - Przecież konstytucja powinna leżeć na ławce w czasie matury jak tablice matematyczne – mówi Dulas.

O odchudzenie podstawy programowej wielokrotnie apelowali nauczyciele, uczniowie, rodzice. Był to też jeden z postulatów Miasteczka edukacyjnego ZNP z 2022 roku. Zmiany w podstawie programowej według zapowiedzi ministra mają być gotowe przed 1 września 2024.

RadioZET.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET